niedziela, 30 grudnia 2012

Przed-końcowo-roczne refleksje

Rok się kończy, a mnie dopadają różne refleksje... Na przykład te dotyczące blogowania. Zaglądam często na różne blogi z recenzjami, bo zaciekawi mnie jakiś tytuł i chętnie dowiedziałabym się, o czym jest ta książka i czy warta jest przeczytania. Albo widzę recenzję książki, którą i ja czytałam, i chcę poznać zdanie innej osoby na temat tejże lektury.

Ale...

Ostatnio mam takie dziwne wrażenie, kiedy czytam niektóre recenzje, że... właśnie kiedyś je już czytałam. Powiem nawet inaczej - PISAŁAM. Tak, tak, moi Drodzy, na paru blogach spotkałam się ze skopiowanymi zdaniami, albo nieco tylko przekształconymi fragmentami, które ja zamieszczałam w swojej recenzji pisanej wcześniej. 

Czy naprawdę tak trudno wysilić się i samemu napisać tekst? Może jeśli ktoś nie umie, lub mu się nie chce, to niech wcale tego nie robi. A może niektórym osobom - podkreślam, niektórym - chodzi tylko o współpracę recenzencką, by otrzymywać "darmowe" książki?

Może mam szczęście, że mojej całej recenzji jeszcze nikt nie skopiował, ale kto wie, może to kwestia czasu? A może już nawet moja recenzja znalazła się na czyimś blogu lub krąży gdzieś w innym miejscu w Internecie, tylko ja o tym nie wiem?

Oczywiście, moje konkluzje nie dotyczą wszystkich blogów, z taką sytuacją spotkałam się dopiero na dwóch czy trzech blogach z recenzjami książek. Ale przykro się człowiekowi robi, kiedy widzi, że ktoś korzysta z czyichś recenzji (a przez to pracy).

~ ~ ~

Natomiast są jeszcze pozytywne refleksje - i całe szczęście. Bardzo się cieszę, że mój blog ma tak wielu czytelników, którzy zaglądają tu i czasem zostawią parę miłych słów w komentarzu. Miło mi, że należę do blogowej społeczności, którą nazwać mogę "blogową rodziną" i choć nie znam Was osobiście (poza paroma wyjątkami ;-)), to łączy nas wspólna pasja.

Z okazji Nowego Roku życzę Wam wiele szczęścia i radości, spełnienia marzeń i samych miłych chwil. A przede wszystkim - dużo przeczytanych książek i recenzenckiej weny!

a to taki sylwestrowy obrazek autorstwa mojej Siostry :)

Pozdrawiam Was serdecznie!

piątek, 28 grudnia 2012

Multikurs: Intensywny kurs języka angielskiego dla średnio zaawansowanych

Tytuł: Multikurs. Profesor Henry: Intensywny kurs dla średnio zaawansowanych
Język: angielski
Ilość multimedialnych lekcji: 18
Cena: 39 zł/ 3 miesiące, 59 zł/ 6 miesięcy, 89 zł/ 12 miesięcy

Wiecie już pewnie, że mam niezłego hopla na punkcie różnych metod nauki języków, a raczej na punkcie nauki języków w ogóle. Moim marzeniem jest mówić biegle w przynajmniej trzech językach obcych (angielski, włoski, hiszpański), ale chciałabym też opanować norweski, francuski i suahili. Ach, marzenia! Korzystam z wielu metod nauki: od ulubionych fiszek począwszy, przez oglądanie filmów w oryginalnej wersji, po różne ćwiczenia i testy w książkach i podręcznikach.

Tym razem chciałabym Wam opowiedzieć o Multikursie. Jest to kurs online, który pomoże nam w opanowaniu danego, wybranego języka - oczywiście, nie od razu. Bez pracy nie ma kołaczy i nie od razu Kraków zbudowano, dlatego nie oczekujmy nie wiadomo jakich wyników od tegoż kursu ;-) Osobiście z kursem online nie miałam do czynienia nigdy. Jeśli natomiast chodzi o kursy komputerowe, to owszem, korzystałam z nich, i była to naprawdę ciekawa metoda nauki. Gdy otrzymałam więc propozycję przetestowania Multikursu, nie wahałam się ani chwili. Okazało się, że kurs online to naprawdę świetny wybór. Nie trzeba niczego instalować, nie trzeba nosić ze sobą żadnych płyt ani słowników, bo wszystko ma się pod ręką na dowolnym komputerze. Potrzebny jest jedynie dostęp do internetu ;-) Co jeszcze sprawia, że ten kurs zasługuje na uwagę?

Już sama oferta językowa jest bardzo bogata - do wyboru mamy bowiem języki zarówno powszechnie znane: angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, rosyjski oraz włoski, jak i te bardziej egzotyczne: arabski, chiński i japoński. Dodatkowo można wybrać kurs dostosowany do poziomu znajomości danego języka (jeśli go nie znamy, możemy rozwiązać test sprawdzający dostępny na stronie multikurs.pl - ja z niego skorzystałam i dzięki niemu dowiedziałam się, że mój obecny poziom znajomości języka angielskiego to B1 - średnio zaawansowany). Każdy znajdzie więc tu coś dla siebie.

Dobrze, dobrze, ja tu gadu, gadu, a Wy pewnie chcielibyście wiedzieć, jak taki kurs wygląda "od kuchni". Już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż, jest podzielony na 18 lekcji, takich jak: 'Szukam pracy', 'Szaleństwo zakupów' czy 'Cztery strony świata'. W każdej lekcji znajdziemy różnorodne ćwiczenia, zarówno te polegające na słuchaniu, jak i pisaniu, uzupełnianiu czy wybieraniu właściwego tłumaczenia danego słówka. Takie nagromadzenie różnorakich ćwiczeń bardzo mi się podoba, dzięki temu nauka nie jest nudna, a niektóre zadania można nazwać mianem quizów, przez co ich rozwiązywanie sprawia wrażenie zabawy. Między innymi dlatego korzystanie z Multikursu jest dla mnie przyjemnością.

Oczywiście, nie znajdziemy tu tylko i wyłącznie ćwiczeń. Są tu też listy słówek, z jakimi musimy się zapoznać, by rozwiązywać dane zadania, są dialogi do odsłuchiwania, wzory krótszych i dłuższych form pisemnych (np. listów), a także, co pozytywnie mnie zaskoczyło, ciekawostki o Wielkiej Brytanii. Po kilku lekcjach mamy do zrobienia test słownictwa i gramatyczny. Całość w naprawdę udanej i miłej dla oka oprawie graficznej. Żeby pokazać Wam, jak to wszystko mniej więcej wygląda, zrobiłam kilka screenów (niektóre nieco poprzycinałam, by były wyraźniejsze, ale po kliknięciu na nie i tak się powiększą):







Mam nadzieję, że moja dalsza nauka przy pomocy tego kursu będzie równie przyjemna i owocna, co dotychczas.

Za możliwość przetestowania kursu bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard!


czwartek, 27 grudnia 2012

Poświątecznie :)

Święta, Święta i... po Świętach. W tym roku zleciały wyjątkowo szybko. Nie mogłam się doczekać Wigilii, a tu ani się obejrzałam, a jest już dwudziesty siódmy grudnia. Ależ ten czas leci...

Przepraszam, że nie weszłam na bloga, by złożyć Wam świąteczne życzenia, ale w związku z przygotowaniami do Bożego Narodzenia oraz spędzaniem tego czasu u Dziadka, gdzie nie miałam dostępu do internetu, było to po prostu niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że spędziliście tegoroczne Święta w miłym, rodzinnym gronie, że były one udane, prezenty trafione, a jedzonko przepyszne :) Wpadnę tu jeszcze przed sylwestrem, by złożyć Wam życzenia noworoczne, a może nawet z jedną czy dwoma recenzjami.

Ponieważ jestem bardzo ciekawskim osobnikiem, możecie się śmiało pochwalić, co znaleźliście pod choinką. Ale nie pogniewam się, jeśli nie zechcecie uchylić ani rąbka tej tajemnicy ;-)

A ja tymczasem zaprezentuję kilka świątecznych migawek:

Zdjęcie przedstawiające choinkę u Dziadka, a raczej jej fragment. Na pierwszym planie widzicie prezent, który moja Ciocia otrzymała ode mnie i mojej Siostry: oprawione w futrzaną ramkę zdjęcie jej kota :)


A to już nasza choinka. Niestety, długo ona w pokoju nie postała. Mama musiała wynieść ją na balkon, po tym jak koty (a właściwie tylko Bambi, bo Gustawa, o dziwo, drzewko nie interesowało) o mało nie rozniosły jej na kawałki i nie pożarły wszystkich igiełek.




A oto kartka świąteczna, którą dostałam od koleżanki z Twittera - postanowiłyśmy bowiem wymienić się świątecznymi pocztówkami. Jeszcze raz bardzo dziękuję! ♥


I Gucio w czapce Świętego Mikołaja. Do twarzy mu, prawda? ;-)


A na koniec półmiski z pierniczkami - od razu po upieczeniu, a więc niepolukrowane. Niestety, gdy już zostały pokryte lukrem, nie zdążyłam zrobić zdjęcia, nim zostały zjedzone :P

piątek, 21 grudnia 2012

Noble Smith - Mądrości Shire

Autor: Noble Smith
Tytuł: Mądrości Shire - krótki poradnik, jak żyć długo i szczęśliwie
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2012
Ilość stron: 232
Cena detaliczna: 32,90 zł

Polska nadal czeka na premierę głośnej ekranizacji tolkienowskiego Hobbita. Przyznam, że ja jestem tym filmem zainteresowana... choć sama nie wiem, czemu. Książkę czytałam w gimnazjum jako szkolną lekturę i wypadła jako tako (pomijając moje nastawienie do szkolnych lektur ;-)). A tu proszę, tak sobie nawet rozmyślam o kupnie biletu na seans.

W każdym razie, na fali zainteresowania kinową wersją Hobbita, na księgarskim rynku zaczęły się pojawiać pozycje traktujące o tych niezwykłych istotach (dowód: całe dwie duże strony w świątecznym katalogu Empiku, a to i tak jeszcze nie wszystko). Wiadomo, pisać każdy może... i tak dalej. Jakiś czas temu, przeglądając zapowiedzi, natknęłam się na interesująco wyglądającą książkę, po części (a może w większości) o hobbitach traktującą. To pozycja, o której właśnie piszę. Jej podtytuł brzmi: jak żyć długo i szczęśliwie. Już widzę Wasze kwaśne miny: 'Jak to - żyć długo i szczęśliwie? Takie rzeczy są tylko w bajkach!' Może i tak... a może jednak nie?

Książka traktuje o stworzonych przez Tolkiena postaciach. Każdy rozdział to coś w rodzaju opowiastki o życiu hobbitów i innych wykreowanych przez pisarza stworzeniach. Ale nie tylko. Bo tytułowe 'Mądrości Shire' to zbiór zasad, jakimi kierują się w życiu hobbici. I cech, jakimi się odznaczają. Mamy zatem dobro, uprzejmość, odwagę, moralność, spokój, współczucie, i wiele innych. Autor przeplata opowieści o tolkienowskich bohaterach ze swoimi przemyśleniami, a także historyjkami z własnego życia (związanymi z Hobbitem i Władcą Pierścieni) i z życia samego Tolkiena. Czynią one lekturę ciekawszą.

Jednak w pewnym momencie zauważyłam, że część z tych mądrości już gdzieś słyszałam. No jasne. To przecież podstawowe zasady jakimi my, ludzie, powinniśmy się w życiu kierować, wpajane nam od kołyski. Część z nich to również chrześcijańskie cechy i wartości, np. wymienione wyżej dobro, empatia, miłość. Ja nie jestem wielką fanką hobbitów ani tolkienowskiej prozy, o czym już wspomniałam na początku, dlatego trochę raziły mnie sformułowania takie jak: "Niech łaska elfów będzie z wami (...)"* czy "Niech światło Eärendila będzie przy was (...)"**. Zwłaszcza to pierwsze wydało mi się niezgodne z chrześcijańską wiarą, mimo iż rozumiem, że Tolkien opisał zupełnie inny świat i jest to czysta literacka fantazja.

Ponadto, w pewnym momencie, natłok hobbickich bohaterów i wydarzeń zaczął mnie nieco przytłaczać. Ktoś, komu proza Tolkiena nie jest na co dzień obca, pewnie z chęcią 'wtopi się' w treść książki i nie będą mu przeszkadzały wyłaniające się z każdej strony nowe imiona postaci (zresztą, dla niego i tak nie są one nowe).

Na końcu książki znajdziemy test, dzięki któremu możemy sprawdzić, czy... jesteśmy hobbitami :-) Ja, uwielbiająca wszelkiego rodzaju zabawy - a testy to już zwłaszcza - nie mogłam się oprzeć, by nie rozwiązać tego quizu, i okazało się, że jestem... hobbitopodobna. Choć niewiele brakuje mi do tego, by stać się "hobbitem pełną gębą"! ;-)

Na uwagę zasługuje z pewnością oprawa graficzna - piękna, wytłaczana, twarda okładka, a w środku dobrej jakości papier oraz ozdobna czcionka.

Podsumowując, książka dostaje pierwszą "ocenę połówkę" w historii mojego bloga. Na pewno dla miłośników Tolkiena lub tych, którzy z niecierpliwością oczekują na kinową premierę Hobbita, pozycja ta będzie naprawdę wciągającą i interesującą lekturę. Ja fanką "niziołków" nie jestem, dlatego wady, o których wspomniałam, sprawiły, że książka nie spodobała mi się jakoś specjalnie...

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!



___
* cytat pochodzi z książki "Mądrości Shire", [aut. Noble Smith, wyd. SQN 2012, tłum. Bartosz Czartoryski], strona 144
** cytat pochodzi z książki "Mądrości Shire", [aut. Noble Smith, wyd. SQN 2012, tłum. Bartosz Czartoryski], strona 214

sobota, 15 grudnia 2012

Mitch Winehouse - Amy. Moja córka

Autor: Mitch Winehouse
Tytuł: Amy. Moja córka
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2012
Ilość stron: 304 + 2 wkładki ze zdjęciami
Cena detaliczna: 34,90 zł

Charakterystyczny, niski głos. Mocny makijaż, wysoko upięte włosy. Mnóstwo tatuaży. I zbyt wcześnie zakończona kariera... Czy wiecie już, o kim mówię? O Amy Winehouse - wokalistce obdarzonej wspaniałym talentem, słynącej z zamiłowania do narkotyków i alkoholu, która zamiłowanie to przypłaciła swoim życiem...

Być może nie byłam/jestem jej wielką fanką, ale znam i lubię kilka jej piosenek. Moja przygoda z muzyką Amy zaczęła się któregoś dnia bodajże 2007 roku. Wtedy to w telewizji oglądałam fragment jej występu na pewnej gali. Rok później dostałam od Mamy w prezencie płytę CD, składankę, na której był właśnie jeden z  utworów Amy. Od tamtej pory z miłą chęcią przysłuchiwałam się muzycznym poczynaniom wokalistki, co zaś do jej kolejnych wybryków - tak jak wszyscy, martwiłam się, słysząc o kolejnych. Kiedy zobaczyłam, że nakładem Wydawnictwa SQN ukazała się biografia Amy Winehouse, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Autorem książki jest ojciec wokalistki - założyciel Fundacji Amy Winehouse, na rzecz której przekazuje cały dochód z książki.

Mitch Winehouse opowiada o życiu swojej córki od momentu jej narodzin, przez całą karierę, aż po niespodziewaną śmierć. Już we wczesnym dzieciństwie Amy była niezłym ziółkiem i wiedziała, czego chce. Autor przytacza wiele anegdotek z lat młodości wokalistki, m.in. to, jak chowała się w centrum handlowym, czy to, jak kilka razy lądowała na dywaniku u dyrektora. Widać również, jak bardzo Mitch i jego ukochana córka byli do siebie przywiązali - autor często o tym wspomina, zresztą na wspólnych zdjęciach widać wyraźnie, jak byli dla siebie nawzajem wsparciem; o Amy można nawet powiedzieć, że była prawdziwą "córeczką tatusia". W tym pozytywnym sensie, oczywiście. Ojciec Amy ze szczerością i naturalnością snuje historię nie tylko wokalistki, lecz również, przy okazji całej rodziny. Początkowo bowiem książka ta miała być właśnie opowieścią o rodzinie Winehouse. Los zdecydował inaczej.

Zagłębiając się w biografię, poznałam historię Amy, choć wcześniej nie kojarzyłam zbyt wielu faktów z jej życia. Momentami miałam wrażenie, jakbym wkraczała z butami w jej prywatność - czytając tego typu literaturę, zdarza mi się to często. Jednak gdyby nie książka, nie dowiedziałabym się tak wiele o tej wspaniałej piosenkarce. Nierzadko zdarzyło się, że uroniłam łzę podczas lektury tej opowieści. Ogromnie szkoda mi Amy, tego, że wpadła w szpony uzależnienia i nie potrafiła się z nich uwolnić. Show-biznes rządzi się swoimi prawami i nie każdy jest w stanie poradzić sobie z ciążącą na nim presją...

Amy to piosenkarka, która swoimi utworami wyróżniała się z grona innych wykonawców muzycznych. Jej piosenki to nie bezmyślna łupanina. One mają przesłanie. Choć Amy nie ma już wśród nas, jej twórczość pozostała.

To wspaniała książka. Jako biografia - napisana rzetelnie i szczegółowo. Ale publikacja ta ma również inny wymiar. To sposób, w jaki ojciec Amy chciał powiedzieć, że nie była ona taka, za jaką wszyscy ją uważali - a więc nierozsądna, imprezująca bez ustanku. Była bowiem niesamowitą, wrażliwą, pełną uczuć dziewczyną. Dla fanów pozycja obowiązkowa!

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!


środa, 12 grudnia 2012

Art Markman - Myśleć efektywnie

Autor: Art Markman
Tytuł: Myśleć efektywnie, czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2012
Ilość stron: 200
Cena detaliczna: 29,90 zł

Co to znaczy: myśleć sprytnie? Jak być kreatywnym? Jak wykorzystać potencjał swojego umysłu? Wiele z odpowiedzi na te pytania przewijało się już w innych recenzowanych przeze mnie poradnikach. Tym razem jednak Wydawnictwo Samo Sedno proponuje coś innego. Oto książka o myśleniu efektywnym. Co to dokładnie oznacza? Za chwilkę się przekonacie :-)

Z książkami dotyczącymi pracy nad efektywnością i wykorzystaniem potencjału umysłu spotykam się bardzo często. Może dlatego, że część mojej rodzinki bardzo się tymi zagadnieniami interesuje :-) Kiedyś mój wujek przywiózł mi książkę 'Mensa' z zagadkami i zadaniami na inteligencję. Nad jednym z ćwiczeń potrafiłam siedzieć kilka godzin, byleby znaleźć rozwiązanie. Dziś, gdybym sięgnęła po tę książkę, pewnie szybko odłożyłabym ją z powrotem na półkę. Brak mi cierpliwości, silnej woli i tego czegoś, co sprawiało, że kiedyś chciałam dowiadywać się jak najwięcej i próbowałam obmyślać twórcze rozwiązania.

Być może, że dzięki niniejszej książce się to zmieni. Autor proponuje nam technikę efektywnego myślenia, tzw. smart thinking. Dzięki niej możemy skutecznie rozwiązywać problemy, wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce i życiu codziennym, a jeśli tylko w naszej głowie pojawi się żaróweczka z pomysłem, dokonywać odkryć czy eksperymentować, nawet na miarę największych wynalazków.

Poradnik ten niesamowicie mi się spodobał. Przykłady, jakie podał autor, nadają wszystkiemu autentyczności. Bogactwo rad, jakie nam zaserwował, może zainteresować nawet najbardziej wybrednych czytelników (tych, którzy twierdzą, że "takie coś nie działa"), leniuchów pobudzi do działania, a wszystkim innym pozwoli uwierzyć w to, że i oni mogą myśleć efektywnie. Potrzeba tylko czasu i chęci.

Książka rewolucją może nie jest, bo znalazłam tu wiele faktów, o których już wiedziałam, a także nieco informacji, o których wie każdy (np. że sen jest bardzo ważny, albo że rozkładanie nauki w czasie pozwoli na opanowanie jej bez stresu i bez poczucia, że zostawiliśmy coś na ostatnią chwilę). Ale bez wątpienia stanowi ona coś wyjątkowego na rynku, jeśli chodzi o zagadnienia, które porusza. Mi dodatkowo książka z pewnością pomoże w szkole, na profilu humanistyczno - psychologicznym, na którym obecnie jestem. Są tu bowiem zagadnienia dotyczące psychologii poznawczej. A jak na razie dzięki lekturze postanowiłam 'rozruszać' nieco swój umysł.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!

wtorek, 11 grudnia 2012

Danuta Wałęsa - Marzenia i tajemnice (audiobook)

Autor: Danuta Wałęsa
Tytuł: Marzenia i tajemnice
Wydawnictwo: Literackie 2011
Czas trwania: 692 minuty
Cena detaliczna: 34,90 zł

Nie za bardzo interesuję się polityką. Co zobaczę podczas wieczornych wiadomości, oglądanych przez Rodziców, co przeczytam w serwisach informacyjnych, co usłyszę na lekcji WOS-u, albo zostanie zapamiętane, albo ucieknie w czeluści pamięci. Kiedy jednak usłyszałam o książce napisanej przez Danutę Wałęsę - Pierwszą Damę RP, żonę polityka i noblisty, postanowiłam (ku swojemu zdumieniu, bo przecież z polityką mi nie po drodze), się z nią zapoznać. Z książką, ma się rozumieć. Okazji jakoś brakowało, aż do niedawna, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania audiobooka - wybrałam więc ten tytuł...

Marzenia i tajemnice to pierwsza książka w wersji audio, jaką miałam okazję posłuchać. Parę lat temu zakupiłam audiobook Krzyżacy, by nie czytać tej książki (moje uprzedzenie do lektur już pewnie znacie ;-)), ale z ambitnym zamiarem przesłuchania jej. Niestety, plan ten spalił na panewce, niedługo potem, jak wcisnęłam przycisk odtwarzania. Nudny głos lektora, który czytał powieść, jakby go ktoś gonił, kompletnie bez dykcji, bez uczuć i wyrazu sprawił, że od razu wyłączyłam audiobook i nawet do niego nie wracałam.

Co się zaś tyczy Marzeń i tajemnic - przesłuchałam je całe. I, o dziwo, było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Miło się słucha Doroty Kolak - nie czyta tekstu drętwo, byleby tylko 'odbębnić' swoje, ale nadaje mu charakter i łatwość odbioru. Najbardziej chyba martwiłam się tym, że cały czytany tekst będzie mi umykał, że po chwili zapomnę, co usłyszałam i będę musiała słuchać go od nowa. Jestem przecież wzrokowcem. Ale nie - być może to dzięki lektorce, a może po prostu samoistnie - mimo że skupiałam się na innych zajęciach, a audiobooka słuchałam 'przy okazji', treść zapadała mi w pamięć i nie gubiłam się.

Przechodząc do treści - Danuta Wałęsa w swojej książce przerywa milczenie, opowiadając o życiu przed i po ślubie z Lechem Wałęsą. Wspomina, jak bardzo chciała się wyrwać z niewielkiej, rodzinnej miejscowości, a potem jak wiodło jej się w wielkim mieście. Przywołuje wiele zarówno wartych refleksji, jak i uśmiechu, zdarzeń. W czasach stanu wojennego, gdy jej mąż był często aresztowany, Danuta Wałęsa walczyła o przetrwanie swoje i swoich dzieci. Dowiedziałam się również, jak ważny był dla niej Ojciec Święty Jan Paweł II. Autorka zaznaczyła, że wielu rzeczy nie pamięta, ale swoją historię snuje z zaskakującą szczerością, na wiele spraw patrzy subiektywnym okiem. Pani Wałęsa odznacza się wielkim chartem ducha, jest odważna, momentami jej postawę odebrałam jako wręcz feministyczną. Mogłabym jeszcze rozwodzić się nad fabułą, przytoczyć wiele zdarzeń z życia autorki... ale nie chcę Wam zabierać przyjemności czytania lub słuchania (zależy, jaką formę wybierzecie).

Moja Mama również przysłuchiwała się temu audiobookowi, zainteresowała ją historia państwa Wałęsów. Ja dowiedziałam się z niej również wiele o życiu w czasach stanu wojennego. Słuchanie audiobooka było przyjemnym doświadczeniem, i gdyby dziś ktoś mnie zapytał, czy będę obcować z książkami w takiej wersji, moja odpowiedź brzmiałaby krótko: TAK! :-)

Za możliwość przesłuchania audiobooka bardzo dziękuję serwisowi Audeo.pl!

piątek, 7 grudnia 2012

Mike Flynn, Doug Gregg - Uzdrowienie wewnętrzne

Autorzy: Mike Flynn, Doug Gregg
Tytuł: Uzdrowienie wewnętrzne. Pozwól Jezusowi uzdrowić Twoje serce
Wydawnictwo: Esprit 2012
Ilość stron: 336
Cena detaliczna: 34,90 zł

Każdy z nas przeżywa czasem coś trudnego. Traumy z przeszłości, które mają wpływ na teraźniejszość, wydarzenia, które sprawiły, że poczuliśmy się odrzuceni, lęki, fobie, nieakceptowanie samego siebie... Trudno się uporać z podobnymi odczuciami. Autorzy niniejszej książki opisują w jaki sposób możesz sobie pomóc. Uzdrowienie wewnętrzne, bo o nim właśnie mowa, to forma Bożej łaski, dzięki której uzyskujemy szczęście.

Autorzy przytaczają wiele historii, zarówno biblijnych, jak i tych z życia codziennego, dotyczących uzdrowienia wewnętrznego. Byłam naprawdę zaskoczona, czytając niektóre z nich, oczywiście w tym pozytywnym sensie. Cała książka i zawarte w niej historie są niesamowicie inspirujące do zmiany swojego życia na lepsze: do uwierzenia w to, że Bóg chce naszego dobra i pomaga nam, choć my nie zawsze jesteśmy tego świadomi i do otworzenia się na działanie Ducha Świętego.

Czasem lubię sięgnąć po takie książki. Ich lektura wiele mi uświadamia. Ta książka rozstrzygnęła kilka nurtujących mnie kwestii i dzięki niej wiem więcej na temat tego, jak Bóg działa poprzez Ducha Świętego. To publikacja niemal idealna na Adwent: czas refleksji, pracy nad sobą.

Uzdrowienie wewnętrzne umiejscowiłam poza oceną: książka ta jest uniwersalna i nie da się jej porównać z innymi, jakie recenzuję na blogu.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!



PS Przepraszam Was, że ostatnio tak rzadko zamieszczam recenzje. Niestety, na tygodniu prawie nie mam czasu, by czytać ani tym bardziej pisać opinie - nauka zajmuje na razie najwięcej mojego czasu. Postaram się jakoś to unormować, pogodzić, tak, by czytać i pisać częściej, mam nadzieję, że mi się to uda! Pozdrawiam ciepło w ten mroźny dzień! ;-)

czwartek, 29 listopada 2012

Virginia C. Andrews - Płatki na wietrze

Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Płatki na wietrze
Wydawnictwo: Świat Książki 2012
Ilość stron: 430
Cena detaliczna: 34,90 zł

Płatki na wietrze to drugi, po Kwiatach na poddaszu, tom sagi o Dollangangerach. Pierwsza część zrobiła na mnie ogromne wrażenie, była niesamowicie wstrząsająca, a po jej przeczytaniu od razu zapragnęłam sięgnąć po następną. Spodziewałam się kolejnej dawki emocji, wzruszeń, tego, że będę podczytywać książkę nocami, nie mogąc się od niej oderwać...

I wprawdzie dostałam to. Ale obyło się bez fajerwerków. Na tle Kwiatów na poddaszu, drugi tom wypada nieco bladziej...

Zacznę jednak od głównej bohaterki, Cathy. W poprzedniej części bardzo podobało mi się to, że potrafiła postawić na swoim i nie dała się omamiać matce, która myślała, że fortuną przekupi dzieci zamknięte na poddaszu. Dziewczyna była jedną z najbardziej interesujących postaci: odważna, twarda, matkowała swojemu młodszemu rodzeństwu, a przy tym wciąż zachowywała w sobie cząstkę dziecka, którym przecież była. Skoro więc tak bardzo polubiłam ją po przeczytaniu pierwszego tomu, czemu teraz już wcale nie pałam do niej taką sympatią? Już spieszę z wyjaśnieniami. W Płatkach na wietrze postać Cathy uległa całkowitej odmianie. Niestety, na gorsze. Przynajmniej dla mnie. Nie wiem, czemu, ale miałam wrażenie, że flirtowała z niemal wszystkim mężczyznami dookoła i zwodziła niektórych ludzi. W pewnej chwili w moich myślach pojawiło się nawet porównanie do Zoey z wampirycznego cyklu Dom Nocy (ci, którzy tę serię czytali, zapewne wiedzą, o czym mówię - w pewnym momencie Zoey chodziła aż z trzema facetami...) - może niektórym wyda się ono niezbyt trafne, lecz odniosłam właśnie takie wrażenie.

Cathy pałała ogromną chęcią zemsty na matce za to, jaki los zgotowała swoim dzieciom. Nie było łatwo po raz kolejny przedzierać się przez kolejne strony zadrukowane słowami i wspomnieniami zawierającymi ból. Napotkałam wiele nużących momentów, które zostały wprowadzone do książki jakby na siłę, pod koniec jednak akcja zdecydowanie przyspiesza. Nie przewidziałabym takich obrotów spraw, jakie autorka zaserwowała czytelnikom w końcówce powieści. Ale dzięki temu książka zdecydowanie zyskuje.

Co mi się również podobało to, to, że autorka starała się utrzymać poziom z poprzedniego tomu. Według mnie pierwsza część sagi jest dużo lepsza, choć ta również zasługuje na uwagę, pomijając niemiłe wrażenie o głównej bohaterce i fragmenty, które najchętniej bym ominęła, bo zwyczajnie nudziły. Innej tak niesamowitej sagi jeszcze nie spotkałam. A ja nie mogę się doczekać momentu, w którym sięgnę po A jeśli ciernie...

niedziela, 25 listopada 2012

Natalia i Krzysztof Minge - Techniki samorozwoju

Autorzy: Natalia Minge, Krzysztof Minge
Tytuł: Techniki samorozwoju, czyli jak lepiej zapamiętywać i uczyć się szybciej
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2012
Ilość stron: 232
Cena detaliczna: 34,90 zł

Duet państwa Minge, doświadczonych psychologów, znam już z poradnika Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?. Książka ta szalenie mi się spodobała, a kiedy w moje ręce wpadła kolejna publikacja tych autorów, z ogromną ciekawością przystąpiłam do jej lektury.

Tym razem Natalia i Krzysztof Minge przygotowali gratkę dla tych, którzy chcą: rozwinąć możliwości swojego umysłu i w pełni wykorzystać jego potencjał, szybciej czytać, lepiej się koncentrować, a także znaleźć ciekawe i skuteczne metody nauki i techniki wspierające kreatywność.

Cenię sobie każdą publikację, z której mogę dowiedzieć się czegoś na temat efektywnych sposobów na naukę. Do tej pory najlepiej sprawdzają się fiszki (w przypadku języków) oraz mapy myśli (w każdym innym przypadku). Co ciekawe, w niniejszej książce znalazłam rozdział o wspomnianych mapach myśli, dzięki czemu mogłam nauczyć się o nich jeszcze więcej, co przyda mi się w praktyce - a dokładnie w doskonaleniu takich schematów. Publikacja bogata jest w szereg porad i ćwiczeń pomagających wykorzystać możliwości mózgu. Szczególnie zainteresowały mnie rozdziały:
  • o szybkim czytaniu (niestety, w tej kwestii na razie jeszcze jestem na dość niskim poziomie. Choć w sumie, muszę przyznać, że jestem zadowolona z tempa, w jakim zazwyczaj czytam książki.)
  • o metodach zapamiętywania (wszelkie daty, numery telefonów, regułki ulatują z mojej głowy już po paru chwilach. Dlatego właśnie potrzebna mi dobra technika doskonaląca pamięć. Przyda się nie tylko w szkole.)
  • i o kreatywności (jako dziecko byłam bardzo pomysłowa. Teraz w zasadzie nie narzekam, ale przydałoby mi się parę wskazówek, jak udoskonalić tę umiejętność.)
Po lekturze książki i systematycznym korzystaniu z ćwiczeń i wskazówek zauważyłam pewne poprawy, jeśli chodzi o 'jakość' mojej pamięci. Łatwiej zapamiętuję szkolne formułki. Mam nadzieję, że wraz z kolejnymi ćwiczeniami, poprawie ulegną również pozostałe aspekty, na których najbardziej mi zależy. Różnorodne metody i liczne porady zawarte w niniejszej książce utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to możliwe!

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!


wtorek, 20 listopada 2012

Estera Lasocińska - Kamyk filozoficzny. Starożytność. Renesans

Autor: Estera Lasocińska
Tytuł: Kamyk filozoficzny. Starożytność. Renesans
Wydawnictwo: Stentor 2007
Ilość stron: 146
Cena detaliczna: 22 zł

Może nie wszyscy wiedzą, że od września jestem uczennicą liceum, dokładniej zaś - uczęszczam do klasy o profilu humanistyczno-psychologicznym. Trudno sobie chyba wyobrazić klasę humanistyczną bez rozszerzonego polskiego. A jako że takowy mam, bardzo pomocne dla mnie są wszelkie książki i publikacje właśnie z tego zakresu.

Książka, o której dziś Wam opowiem, dotyczy filozofii starożytnej, średniowiecznej i renesansowej. Jest to źródło naprawdę wielu informacji i terminów z tego zakresu. Każdy nurt filozoficzny został omówiony dokładnie, ze szczegółami. Przejrzystość publikacji wzbogacają rysunki, fotografie i szkice, przedstawiające m.in. twórców danej idei filozoficznej. Znajdziemy tu również schematy i kolorowe tabelki. Najważniejsze pojęcia dodatkowo wyszczególniono pogrubieniem, dzięki czemu nie trzeba na nowo czytać całego tekstu, by znaleźć wyjaśnienie potrzebnego nam hasła. Dodatkowo na końcu znajduje się indeks wszystkich wymienionych w publikacji pojęć, a także osób i utworów. Każdy dział składa się z kilku mniejszych podrozdziałów, zaś w ich skład wchodzą: tekst opisujący daną filozofię i głównego myśliciela, krótkie podsumowanie oraz zadania "Ćwiczymy i filozofujemy", "Czytamy i interpretujemy"; do większości z nich zaliczają się również "Inspiracje filozoficzne w literaturze".

Świetnym zabiegiem jak dla mnie okazały się notatki na marginesach, które odsyłały na daną stronę, by uzyskać więcej wiedzy na temat danego zagadnienia, pojęcia czy nazwiska.

Mimo że książka służy do pomocy w nauce, to jej zawartość okazała się ciekawa sama w sobie. Mi ułatwiła zagadnienia związane z filozofią, a praca z nią okazała się bardzo przyjemna. Publikacja ta przyda mi się w przyszłości, zwłaszcza podczas przygotowań do matury. Dużo tu faktów, dzięki którym uczniowie z pewnością zabłysną na lekcjach języka polskiego :-)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!


czwartek, 15 listopada 2012

Treecards English. Human Being A1

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: Treecards English. Human Being A1
Wydawnictwo: Cztery Głowy
Ilość fiszek: 300
Cena detaliczna: 29 zł

Wielokrotnie wspominałam o tym, że fiszki są dla mnie najlepszym sposobem na naukę języków. Zwłaszcza angielskiego, bo mam wielką motywację do perfekcyjnego przyswojenia go. Dzięki takim karteczkom opanowałam już naprawdę sporą liczbę słówek i wyrażeń. Wydawnictwo Cztery Głowy przygotowało tymczasem kolejną innowacyjną metodę nauki za pomocą fiszek - Treecards.

Zasady są proste. Nauka jest porównana do drzewa. Solidny korzeń to metoda nauki. Jaka? Oczywiście za pomocą fiszek. Mamy więc treebox - specjalne pudełko, w którym trzymamy kartoniki, ucząc się z nich w systemie quizu. Jest to bardzo prosta metoda - po zapełnieniu pierwszej przegródki, sprawdzamy, czy pamiętamy angielskie tłumaczenie polskiego słówka. Jeśli tak - kartonik wędruje do drugiej przegródki, jeśli nie - zostaje w pierwszej. I tak dalej, i tak dalej.

Mocny pień to gramatyka. Zmora większości uczniów. Tak, tak, moja też. Te wszystkie czasy i konstrukcje są dla mnie największą trudnością, jeśli chodzi o naukę jakiegokolwiek języka. Mimo wszystko ciągle przyswajam nowe regułki i zasady gramatyczne, i w pewnym stopniu rozumiem je. Gorzej z wykorzystaniem ich w praktyce...

I wreszcie tysiące liści - są to właśnie słówka i zwroty. Każdy tytuł fiszek Treecards zawiera ich ponad 500. W części Human Being poznamy zagadnienia dotyczące m.in. człowieka, charakteru, rodziny, mody. Muszę jednak zaznaczyć, że jest to propozycja przeznaczona dla osób typowo początkujących. Poziom A1 jest bowiem skierowany właśnie dla nich. Większość słówek, które pojawiły się w tej publikacji jest już przeze mnie znana. Choć muszę przyznać, że forma, w jakiej są one przedstawione, bardzo przypadła mi do gustu. Na każdym kartoniku znajduje się zabawny rysunek ilustrujący dane słówko. Jestem wzrokowcem, więc dzięki takiemu zabiegowi, łatwiej było mi kojarzyć i zapamiętywać wyrazy i ich tłumaczenia.Oprócz nich podano również przykładowe zdania, zarówno w wersji polskiej i angielskiej.

Ciekawym 'dodatkiem' były kartoniki zawierające quizy, krzyżówki czy krótkie teściki pozwalające na utrwalenie przyswajanego materiału. Dzięki temu w każdej chwili można sprawdzić swoją wiedzę, bez potrzeby poszukiwania jakiejś fiszki z danym słówkiem.

Treebox natomiast oprócz kartonowego pudełka zawiera również krótki poradnik wyjaśniający, jak się uczyć i skąd czerpać motywację, plastikowe pudełko na fiszki, dzięki któremu możemy uczyć się języka poza domem oraz czyste karteczki do zapisywania własnych słówek.

Treecards to innowacyjna metoda nauki. Mnie do siebie przekonała. Z niecierpliwością czekam na kolejne tytuły z tej serii i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła porównać swoją naukę do pięknego, zdrowego drzewa.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

„Fiszki TreeCards - Wydawnictwo Cztery Głowy”

poniedziałek, 12 listopada 2012

Sara Kirkham - Życie ze smakiem

Autor: Sara Kirkham
Tytuł: Życie ze smakiem, czyli jak zdrowa dieta zmienia styl życia
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2010
Ilość stron: 280
Cena detaliczna: 29,90 zł

Wszyscy znamy powiedzenie Jesteś tym, co jesz. Ponadto, wciąż słyszymy o wszelakich zaleceniach dotyczących żywienia, dzięki którym schudniemy, wyzdrowiejemy, nabierzemy lepszej odporności, staniemy się bardziej energiczni i skłonni do działania... I tak dalej, i tak dalej. W gąszczu podobnych informacji bardzo łatwo się zagubić. Zwłaszcza, jeśli jeden jadłospis wyklucza drugi (na przykład, jeśli mówimy o składnikach żywnościowych, liczbą zalecanych węglowodanów czy białek albo chociażby kalorii do spożycia) albo nie wiemy, czy stosujemy go we właściwy dla nas sposób, bo z różnych przyczyn nie konsultujemy tego z dietetykiem.

A tymczasem tak naprawdę nie trzeba restrykcyjnie przemieniać całego jadłospisu, wystarczy bowiem wprowadzić kilka zmian i poprawek do codziennego menu, by zmienić styl życia na lepsze.

Życie ze smakiem to rzetelnie przygotowany poradnik, w którym zostały opracowane zasady zdrowej diety. Każde zagadnienie dokładnie omówiono, nie tylko teoretycznie, ale również podano przykłady w praktyce. Wyszczególniono również zalecenia dietetyczne w różnych dolegliwościach (jak na przykład nadpobudliwość, PMS czy depresja). Książka opiera się nie tylko na samych dietach, ale również poradach, które można stosować oddzielnie. Zawiera również ciekawostki na temat danych składników czy produktów żywnościowych. A przede wszystkim prezentuje parę naprawdę ciekawych przepisów, które wzbogacą codzienny jadłospis. Co powiecie na przykład na obsmażony stek z tuńczyka? Albo curry z superżywności? :)

Książka to kompendium wiedzy na temat nie tylko diet gwarantujących zgubienie kilogramów, lecz także zaleceń żywieniowych w stosunku do detoksykacji organizmu, diety odmładzającej (!) czy tej na poprawę nastroju. Sami więc widzicie, że poradnik ten jest uniwersalny :)

Na uwagę jak zwykle zasługuje oprawa graficzna książki. Zalecenia i cele zostały dokładnie wytyczone, kolejne podpunkty wyszczególnione. Lekturę ubarwiają tabelki, schematy i wykresy. Całość jest przyjemna dla oka. Okładka zaś wyróżnia się spośród innych w tej serii - zwykle poradniki Samo Sedno są w oprawie białej. Ten jest lekko pomarańczowy.

Interesuję się dietami i zdrowym, a przede wszystkim racjonalnym, odżywianiem w ogóle, dlatego lektura tej książki była dla mnie prawdziwą przyjemnością i sprawiła, że poszerzyłam swoją wiedzę o niezbędne wiadomości i ciekawe fakty. Na pewno i Wy znajdziecie w niej to, czego chcielibyście się dowiedzieć o zdrowej diecie, dzięki której możecie zmienić swój styl życia na lepszy! :)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!


poniedziałek, 5 listopada 2012

To już rok... + STOSIKI DWA :)

Dokładnie rok temu, 5 listopada 2011 roku, na blogu Książki i nie tylko pojawił się pierwszy wpis. Była to recenzja książki Żegnaj, Jaśmino. Jak można łatwo sprawdzić, wiele od tamtej pory się zmieniło. Recenzje są o wiele dłuższe, wreszcie mają jako-taki 'kształt' i... mam dla kogo pisać. Bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście ze mną już rok. Dziękuję za wszystkie odwiedziny, komentarze, dołączenie do grona obserwujących bloga czy też lubiących na Facebooku. Świadomość, że nie piszę ot, tak sobie czy też do 'niewidzialnego czytelnika' bardzo mi pomaga, motywuje do tego, by tworzyć recenzje lepsze, ciekawsze, takie, które Was nie zanudzą. Dziękuję również wszystkim Wydawnictwom, z którymi współpracuję.

Czego chciałabym życzyć sobie i swojemu blogowi w pierwszą rocznicę? Tego, żebym wciąż recenzowała i nie straciła do tego zapału i żeby zaglądanie na mojego bloga było dla Was, Czytelników, przyjemnością :)

Małe podsumowanie roku:
Całkowita liczba wyświetleń stron: 19487
Liczba obserwatorów: 130
Najczęściej czytana recenzja: "Pyza na polskich dróżkach"

A tak na dobry początek nowego blogowego roku... dwa książkowe stosiki! Miłego oglądania i przyjemnego wieczoru!


Od góry:
~ Treecards Human Being A1 i Treebox - od wydawnictwa Cztery Głowy
~ Uzdrawiająca moc przebaczenia - od wydawnictwa Esprit
~ Kłótliwy poradnik partnerski - od wydawnictwa Edgard Samo Sedno
~ Myśleć efektywnie - jak wyżej
~ Techniki samorozwoju - jak wyżej
~ Życie ze smakiem - jak wyżej
~ Hugo i mapa z wyspy potworów - od wydawnictwa Stentor
~ Z kufra pana Pompuła - jak wyżej
~ Kino bez tajemnic - jak wyżej
~ Włoski. Gramatyka - od wydawnictwa Edgard
~ Sekrety La Roja - od wydawnictwa SQN
~ Barca moim życiem - jak wyżej
~ Rok w raju - jak wyżej


Od góry:
~ Matematyka - daj się uwieść! - z biblioteki szkolnej
~ Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy? - jak wyżej
~ Czy niedźwiedzie polarne czują się samotne? - jak wyżej
~ Melody - z biblioteki osiedlowej, jestem ciekawa innych książek pani Andrews, więc postanowiłam wypożyczyć również tę
~ 1989 Dziesięć opowiadań o burzeniu murów - z biblioteki

sobota, 3 listopada 2012

Andres Iniesta - Rok w raju

Autor: Andres Iniesta
Tytuł: Rok w raju
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2010
Ilość stron: 145 + 16 stron zdjęć
Cena detaliczna: 33 zł

Oto kolejna biografia barcelońskiego piłkarza. Po recenzowanej przeze mnie niedawno książce Barca moim życiem Xaviego, do głosu dochodzi inny hiszpański gracz - Andres Iniesta. Ten może niezbyt wysoki, ale jakże skuteczny piłkarz jest również dobrze znany fanom piłki nożnej. A zresztą, czemu się dziwić. Przecież został najlepszym zawodnikiem Euro 2012.

Biografia ta nie zaczyna się, jak można by przypuszczać, od momentu, w którym Iniesta przyszedł na świat. Nie zaczyna się też od pierwszego spotkania jego rodziców, czy też dziadków, nic w tym stylu. Inauguruje ją mecz Barcelony na Stamford Bridge w 2009r., którego dokładnie 93. minuta została wybrana najwspanialszym momentem sezonu. Dlaczego...? Nie, nie zamierzam zdradzić Wam żadnego szczegółu :)

Andres Iniesta swoją biografię określa mianem osobistego pamiętnika. Nie mogę się nie zgodzić. Opisał w nim najważniejsze momenty sezonu 2009. Ja natomiast na początku błędnie myślałam, że będzie to typowa autobiografia - poczynając od narodzin, aż po obecne czasy. Tymczasem już sam tytuł i opis powinien mi coś nasunąć na myśl. Nasunął dopiero po kilkudziesięciu przeczytanych stronach książki :)

Historia opowiedziana przez piłkarza jest interesująca. Autor przelał na karty biografii wszystkie swoje odczucia i wspomnienia. Książkę czyta się szybko, jest napisana łatwym w odbiorze językiem, a przy okazji również plastycznym. Każdy rozdział zawiera inną historię o ważnym meczu czy piłkarskim wydarzeniu opowiedzianą z perspektywy tego, który w nich uczestniczył. Dodam, że opowiedzianą zgrabnie i ciekawie.

Zatem, jeśli chcecie przeczytać książkę, która wyszła spod pióra znanego hiszpańskiego piłkarza - zachęcam. Wszyscy fani z pewnością znajdą tu coś dla siebie. A może nawet jeszcze więcej? :)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!


środa, 31 października 2012

O. Józef Witko - Uzdrawiająca moc przebaczenia

Autor: O. Józef Witko
Tytuł: Uzdrawiająca moc przebaczenia
Wydawnictwo: Esprit 2012
Ilość stron: 320
Cena detaliczna: 25 zł

Przebaczenie kojarzy się nam ze Świętami Bożego Narodzenia - ten czas przez wielu jest uważany jako moment na to, by wybaczyć innym wyrządzone nam krzywdy i pojednać się z nimi. Jednak do Gwiazdki jeszcze daleko, a nikt przecież nie powiedział, że tylko w tym wyznaczonym okresie możemy komuś podać rękę. Wielokrotnie, gdy czyni nam się krzywda, poprzysięgamy zemstę. Chcemy odegrać się na kimś, bo zostaliśmy zranieni, doznaliśmy smutku i cierpienia. Jednak taka zemsta tylko pozornie sprawia, że czujemy się szczęśliwsi. Zamiast tego ogarnia nas coraz większa melancholia, pojawiają się wyrzuty sumienia. Jednak w jaki sposób przebaczyć komuś krzywdy, które przez niego doznaliśmy? To może być bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Warto się przekonać!

W swojej książce Ojciec Józef Witko przytacza historie o przebaczeniu rodem nie tylko z Biblii, ale również z czasów współczesnych. Te przykłady pokazują, że darowanie win nie jest całkowicie niemożliwe, lecz dzięki Bożemu błogosławieństwu jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Przebaczenie to świadectwo naszej wiary. Często jednak mylnie łączone jest z zapomnieniem o krzywdzie. Dlaczego mylnie? Czy przebaczyć to nie znaczy darować winy, sprawić, by zniknęły z naszej pamięci? Tymczasem O. Józef Witko wyjaśnia, czym tak naprawdę jest przebaczenie i jak go dokonać.

Przebaczenie to również klucz do uzdrowienia. Dzięki niemu możemy bowiem uzyskać od Boga nie tylko duchowe, ale również fizyczne zdrowie - a świadczą o tym zebrane w książce świadectwa zwykłych ludzi. Gdy więc przebaczamy, nie tylko doznajemy duchowego szczęścia, ale też Bóg uzdrawia nas fizycznie. Czytając listy zwykłych osób, które dziękowały za to Bogu, przekonałam się, że przebaczenie ma wielką siłę i dzięki niemu można osiągnąć wiele.

W książce oprócz historii o przebaczeniu, wskazówek O. Józefa Witko i licznych świadectw, znalazły się również modlitwy. Dużo tu również cytatów dotyczących darowania krzywd pochodzących z Biblii. Po przeczytaniu tej publikacji dowiedziałam się już, że przebaczenie jest możliwe, i że wiąże się z nim również uzdrowienie - wystarczy zawierzyć Bogu i prawdziwie komuś przebaczyć.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!


niedziela, 28 października 2012

Xavi - Barca moim życiem

Autorzy: Xavi Hernandez, Javier Miguel
Tytuł: Barca moim życiem. Autobiografia
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2011
Ilość stron: 178 + 36 stron zdjęć
Cena detaliczna: 34,95 zł

Tę postać znają chyba wszyscy fani futbolu. Xavi, zawodnik FC Barcelony, reprezentant Hiszpanii. Jest jedną z najbardziej charakterystycznych sylwetek hiszpańskiej piłki nożnej. Mimo że nie kibicuję Barcelonie (wszak ściskam kciuki za Real Madryt! :)), to jednak reprezentację tego śródziemnomorskiego kraju darzę sympatią, i gdy gra Hiszpania, to nawet piłkarze Barcy są dla mnie znośni :P

Autobiografia Xaviego powstała przy współpracy z dziennikarzem Javierem Miguelem. Piłkarz opowiada w niej o wszystkim, co miało do tej pory miejsce w jego życiu. I tak zagłębiamy się w tę niezwykłą opowieść, poczynając od dzieciństwa zawodnika, przez lata młodości, aż po czasy obecne, gdy stał się już piłkarzem znanym na całym świecie. Wspomina on często o roli FC Barcelony w swoim życiu - nic w tym dziwnego, jest przecież z nią związany już od narodzin (a dlaczego - tego już dowiecie się z książki, nie mam zamiaru nic zdradzać :)).

W autobiografii znajdziemy historie opowiedziane z niezwykłą szczerością. Xavi nie owijając w bawełnę przedstawia historię swojego życia. Byłam zdziwiona, z jakim dystansem podchodzi do siebie i co sądzi o innych piłkarzach, również tych z wrogich mu klubów. Narracja jest prowadzona bardzo ciekawie, widać, że Xavi oprócz talentu sportowego ma również predyspozycje do pisania książek :)

Barca moim życiem to publikacja wypełniona ciekawostkami i wieloma dotąd nieznanymi faktami z życia hiszpańskiego gracza. Dowiemy się na przykład, komu Xavi sprezentował... toster za pierwszą swoją wypłatę, albo którego piłkarza ceni najbardziej. Wszystkie ciekawostki zostały interesująco wplecione i okraszone nutą dowcipu. Gdy piłkarz opowiada o swojej rodzinie, wyraźnie czuć, jak bardzo jest do niej przywiązany. Wspomniana przeze mnie wyżej szczerość daje się odczuć w każdym zdaniu tej biografii. Wobec tego wszystkiego Xavi jawi się nam jako człowiek rodzinny, szczery i, co najważniejsze, nie wywyższa się - woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. Plus dla Pana, Panie Hernandez!

W książce znajdziemy także strony ze zdjęciami piłkarza prywatnie i na boisku, z czasów dzieciństwa, i tych obecnych, samego i w grupie. Ciekawie było zobaczyć jednego z hiszpańskich graczu futbolu w stroju Indianina lub w rodzinnym gronie.

Na pewno fani futbolu, jak i samego Xaviego czy FC Barcelony, z uśmiechem powitaliby tę książkę na swojej półce. Albo zamiast oglądać mecz i tym sposobem zajmować telewizor (a przecież na innym kanale leci program o urodowych trikach, który my, kobiety, obejrzałybyśmy chętniej! :-P), sięgnęliby po książkę traktującą o hiszpańskim reprezentancie futbolu. Niedługo święta... Może więc to idealny prezent dla kibiców piłki nożnej w Waszych domach? ;)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!

sobota, 20 października 2012

Filmowy Weekend #3... z książką! :)

Cykl, w którym opowiadam o filmach, serialach, programach telewizyjnych, które obejrzałam w ciągu danego tygodnia. Nie samą książką przecież żyje człowiek ;-)

Wiem, wiem, skoro cykl nosi nazwę Filmowy Weekend, to powinien być o filmach, telewizji i kinie, ale dziś będzie nieco inaczej. Choć temat jest taki sam - film. A właściwie kino. Przedstawię Wam książkę, która powinna zagościć na półce każdego wielbiciela X Muzy. A jest to...

Autorzy: E. Nurczyńska-Fidelska, K. Klejsa, T. Kłys, P. Sitarski
Tytuł: Kino bez tajemnic
Wydawnictwo: Stentor 2009
Ilość stron: 296
Cena detaliczna: 55 zł

Od kina niemego, poprzez stopniowe wprowadzanie dźwięku, od filmów czarno-białych po kolorowe, od krótkometrażówek po długie produkcje... Historia kina jest bogata i można ją nawet nazwać nieco burzliwą, niemniej jednak zawsze mnie fascynowała. Lubię oglądać filmy, a przede wszystkim telewizję w ogóle (tak, tak, zdaję sobie sprawę, że to najgorszy zjadacz czasu - poza komputerem - ale jak już siądę przed odbiornikiem, to skaczę po kanałach i oglądam nawet to, co mnie kompletnie nie interesuje ;)) i zawsze mnie nurtowało, jak powstają takie produkcje. Przede wszystkim zaś - jak to możliwe, że pudło z ekranem podłączone do prądu transmituje filmy, seriale, teleturnieje, kreskówki, relacje sportowe i wszelkie telewizyjne transmisje, jakie można sobie wyobrazić.

Książka Kino bez tajemnic wyjaśniła wiele nurtujących mnie spraw i zagadnień. Jest to kopalnia informacji dotyczących każdego tematu związanego z filmem. Od budowy projektora, poprzez gatunki filmowe, po historię kina w Polsce i na świecie. Wszystko jasne i przejrzyste, a przy okazji wzbogacone o setki ciekawostek. Autorzy dokładnie omawiają każde zagadnienie, nie pomijając szczegółów; wplatają interesujące historie i fakty z życia aktorów, reżyserów czy scenarzystów; przypisują kolejnym filmom ich oryginalne cechy, które czynią te filmy wyjątkowymi lub sprawiają, że są one jakby początkiem nowej ery w dziejach kina.

Świetna jest również oprawa graficzna: w każdym rozdziale znajdziemy dużo zdjęć, ilustracji i kadrów filmowych. Poza tym co ciekawsze czy ważniejsze informacje są wyszczególnione na specjalnym tle - są to na przykład fakty o aktorach, technikach filmowych czy terminach bezpośrednio związanych z produkcjami. Dzięki takiemu wyszczególnieniu dowiemy się z nich dużo więcej, a przy okazji poznamy np. anegdotki o gwiazdach. Ważne terminy są również pogrubione w tekście ciągłym. Na końcu znajduje się ich indeks, a także spis nazwisk osób związanych z filmem.
Lektura tej książki uświadomiła mi to, że tak naprawdę niewiele wiem o X Muzie. Cała moja wiedza, jaką do tej pory miałam, była jedynie ziarenkiem piasku na pustyni informacji dotyczących kina. Na szczęście dzięki niniejszej publikacji mogłam podszkolić się nieco w tym temacie i wkrótce będę mogła z dumą wygłaszać wszem i wobec mowy na temat historii filmu lub rzucać profesjonalnymi zwrotami przy rodzinnym obiadku ;-) A na razie planuję podczas przyszłego wyjścia do kina zasypać panią sprzedającą bilety pytaniami o to, czy w filmie, na który się wybieram, przeważają akcyjne ruchy kamery, czy też narracyjne, czy jednym z efektów jest retardacja i czy dużo gra w nim aktorów naturszczyków. Zapewne miny tej pani byłyby bezcenne... Ale ja przecież żartowałam ;-)

No cóż, dobry nastrój się nas trzyma, a ja zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Z pewnością się nie zawiedziecie, a ileż interesujących informacji, faktów, ciekawostek i nowinek czeka na Was na stronach tej publikacji!

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!



PS Pamiętacie, jak w ostatnim poście z cyklu Filmowy Weekend wspominałam o dokumencie traktującym o dziejach człowieka, którego tytułu nie mogłam sobie przypomnieć? Na szczęście na lekcji wiedzy o kulturze oglądaliśmy jego kontynuację, zaś tytuł brzmi: Narodziny człowieka, istoty myślącej.

czwartek, 18 października 2012

Alicja Jankowska - Jak skutecznie szukać pracy?

Autor: Alicja Jankowska
Tytuł: Jak skutecznie szukać pracy? Poznaj najlepsze strategie
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2012
Ilość stron: 170
Cena detaliczna: 19,99 zł

Poszukiwanie pracy to w dzisiejszych czasach proces trudny. Wciąż rośnie bezrobocie, młodzi ludzie wyjeżdżają więc za granicę w poszukiwaniu zatrudnienia. Powszechnym zjawiskiem są zwolnienia, ludziom wówczas trudno pogodzić się z utratą pracy. Często jednak dzieje się tak, że wakat, owszem, jest, ale przypadł komuś innemu. Dlaczego? Czy nie umieliśmy pokazać się od tej swojej najlepszej strony? Jak zatem szukać pracy, tak by osiągnąć wymarzony rezultat?

Strategie planu poszukiwania pracy zostały opracowane w przystępny sposób - podział na rozdziały, podrozdziały i konkretne zagadnienia sprawia, że szybko możemy znaleźć to, co jest nam na tę chwilę potrzebne, jeśli nie zamierzamy czytać książki 'od deski do deski'. Autorka poświęca dużo uwagi zachowaniu po stracie pracy i podsuwa skuteczne rady, jak ten fakt przekuć w coś pozytywnego - utrata zatrudnienia może być okazją do zmian, punktem zwrotnym w karierze.

Kolejno opisywane przykłady działań w kierunku znalezienia pracy są bogate w pomysły i ciekawostki. Ponadto lekturę ubarwiają liczne tabelki, teksty wyróżnione umieszczeniem ich na tle lub pogrubieniem czcionki i schematy, które sprawiają, że wydanie jest przejrzyste i ciekawe wizualizacyjnie. Ale jeśli chodzi o treść, również nie ma na co narzekać. Wszystko jest dopracowane, interesujące i przydatne. Przytoczone rady odnoszą się nie tylko do samej pracy czy też procesu jej poszukiwania, ale również do wyglądu, zachowania i umiejętności.

Książka zawiera dodatek z wzorami listów motywacyjnych i życiorysów zawodowych - częstym zjawiskiem są trudności z prawidłowym napisaniem tych dokumentów aplikacyjnych, więc ich przykłady mogą okazać się pomocne. Wprawdzie łatwo znaleźć je w Internecie, ale w poradniku przygotowane są one profesjonalnie i nie trzeba przekopywać zasobów www, by odnaleźć potrzebny wzór.

Jeśli więc szukasz pracy albo w niedalekiej przyszłości zamierzasz to zrobić - ta książka z pewnością Ci się przyda.

Zobacz także: "Trudne pytania na rozmowie o pracę" Katarzyny Półtoraczyk i dowiedz się, jak zabłysnąć na rozmowie kwalifikacyjnej!

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!


środa, 17 października 2012

Ewa Żeromska - Kłótliwy poradnik partnerski

Autor: Ewa Żeromska
Tytuł: Kłótliwy poradnik partnerski
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2012
Ilość stron: 190
Cena detaliczna: 29,90 zł

Kłótnia to chyba nieodłączny element każdego małżeństwa. Pary, które się nie kłócą... po prostu nie istnieją ;-) Spory dotyczą par i z krótszym, i z dłuższym stażem. Co jest najczęstszą przyczyną ostrzejszej wymiany zdań? Hmm, nie ma co się zastanawiać, bo tak naprawdę... wszystko! Poczynając od perypetii kuchennych (tak, tak, "zupa była za słona"), przez sprawy typowo miłosne, aż po wspólne wyjazdy, zakupy, sprzątanie... Ewa Żeromska w swoim poradniku doradza, jak kłócić się z klasą i mądrze - tak, by szybko się pogodzić. Kłótnia bowiem jest wbrew pozorom czasem potrzebna i pomocna - oczyszcza atmosferę, sprawia, że nie dusimy swoich emocji w środku (a to jest jeszcze gorsze).

Książka zbudowana jest z dwudziestu rozdziałów, z czego pierwszy to krótkie wprowadzenie. W każdym rozdziale znajdziemy przykładowy dialog kłócących się osób wraz z komentarzem, do tego porady i sugestie. Wszystko to pisane lekkim, dość humorystycznym językiem, który ułatwia zapoznawanie się z książką. Poradnik zawiera także krótkie charakterystyki typów kobiet (np. kobieta bluszcz albo kobieta kumpel) i mężczyzn (mężczyzna pracoholik, mężczyzna generał...) oraz... teściowych. Trzeba przecież wiedzieć, z kim ma się do czynienia i jak postępować z naprawdę trudnymi przypadkami :P

Kłótliwy poradnik partnerski opatrzony został dowcipnymi ilustracjami na początku każdego nowego 'tematu'. Nadaje to humorystyczny charakter książce, choć przecież jest ona bardzo profesjonalna pod względem porad i wskazówek. Właśnie dlatego mi się spodobała - nie ma tu suchych faktów, zakazów i nakazów: co robić, a czego nie. Jest za to profesjonalne podejście do tematu, które skutkuje ciekawą treścią książki. Na końcu znajduje się dziesięć przykazań, którymi warto się kierować, jeśli nie chce się, by kłótnia przerodziła się w poważną awanturę. Warto zadbać o sztukę sporów - jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, jest ważne. Przecież nie chcemy przez byle jaką sprzeczkę zniszczyć swojego związku, prawda?

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!


poniedziałek, 15 października 2012

Virginia C. Andrews - Kwiaty na poddaszu

Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Wydawnictwo: Świat Książki 2012
Ilość stron: 384
Cena detaliczna: 34,90 zł

Czytaliście kiedykolwiek książkę, która poruszyła Wasze serca, sprawiła, że nie mogliście zasnąć po jej przeczytaniu (i nie mówię tu wcale o horrorach), że w Waszej głowie aż buzowało od nadmiaru emocji...? Że pisząc jej recenzję nie wiedzielibyście od czego zacząć, ani tym bardziej jak to rozwinąć i zakończyć...?

Oto przed Wami właśnie taka książka. Książka, która nie jest tylko lekturą do poduszki, ani tym bardziej taką, po którą sięga się z braku czegoś innego ciekawszego pod ręką. Nie jest to książka, którą po przeczytaniu wstawi się z powrotem na półkę, ani taka, która jest na niej, by po prostu tę półkę ozdabiać. Bestsellerowa seria amerykańskiej autorki rozpoczyna się tak niesamowicie szokująco, że aż boję się, co będzie w kolejnych tomach...

Historia rodziny Dollangangerów nie przedstawia się różowo. Ojciec ginie w wypadku, a matka w obliczu długów i braku pieniędzy postanawia przeprowadzić się wraz z czwórką dzieci do swoich rodziców. Problem tkwi w tym, że ci wydziedziczyli ją po tym, jak wyszła za mąż za swojego niewiele starszego wuja. Dzieci uznawane za diabelskie potomstwo muszą ukrywać się na poddaszu, póki ich matka nie odzyska łask swojego ojca. Dni spędzane na strychu zdają przeciągać się w nieskończoność, a każdy z nich przepełniony jest tęsknotą i niepokojem o to, co będzie dalej.

Narratorką powieści jest nastoletnia Cathy. Autorka znakomicie wykreowała tę postać. Dziewczyna mimo że nie stroniła od marzeń, jednocześnie stąpała twardo po ziemi i nie dawała się łatwo zbyć. Buntowniczka. Ją i jej rodzeństwo umieszczono na strychu, gdzie spędzali najważniejszy czas w swoim życiu: czas młodości, dorastania. Nie mogłam uwierzyć, że matka dzieci skazała je na taki los. Czytając książkę, jednocześnie zgrzytałam zębami ze złości na matkę i babkę, i zastanawiałam się, co by było, gdybym to ja została uwięziona na poddaszu. Niechybnie bym oszalała.

Trudno było mi uwierzyć w niektóre zdarzenia, jakie miały miejsce w tej powieści. Mnogość wstrząsających epizodów aż przytłaczała, sprawiała, że trudno było choć na chwilę oderwać się od lektury. Wciąż zaglądałam na kolejne strony, niecierpliwie wypatrując zakończenia kolejnych wątków, które, jak na ironię, zostawały jeszcze bardziej rozbudowane.

Jestem pełna podziwu dla kunsztu pisarskiego Virginii Andrews. Sposób, w jaki umiejętnie wplata ona kolejne epizody, jest wart wyróżnienia. Akcja jest prowadzona biegle, fabuła ciekawie rozbudowana, bohaterowie wyróżniają się na tle innych książkowych postaci. Zakończenie pozostawia niedosyt i każe jak najszybciej sięgnąć po kolejną część.

Nie będę niepotrzebnie przedłużać, powiem jeszcze tylko, że Kwiaty na poddaszu to prawdziwa perełka. Nie dajcie sobie odebrać przyjemności przeczytania tego arcydzieła.

Wiem, że moja recenzja wydaje się Wam bez ładu i składu, ale naprawdę nie mogę pozbierać myśli po lekturze tej książki...

niedziela, 14 października 2012

Filmowy Weekend #2

 
Cykl, w którym opowiadam o filmach, serialach, programach telewizyjnych, które obejrzałam w ciągu danego tygodnia. Nie samą książką przecież żyje człowiek ;-)

Dziś przedstawię Wam swoje opinie o Sherlocku Holmesie oraz filmie, który oglądałam w szkole na zajęciach z wiedzy o kulturze...

Tytuł polski: Sherlock Holmes
Tytuł oryginalny: Sherlock Holmes
Rok: 2009
Reżyser: Guy Ritchie
Gatunek: kryminał, przygodowy

Postać Sherlocka Holmesa oczywiście jest mi znana, jednak do tej pory przeczytałam zaledwie jedną książkę o jego przygodach (Pies Baskerville'ów). Tak, tak, wiem, zaraz spuścicie na moją głowę wiadro pełne zimnej wody, żebym otrzeźwiała i jak najszybciej wyruszyła do biblioteki, by poznać inne jego perypetie. Nawet nie próbuję się tłumaczyć, bo zwyczajnie nie wiem, czemu do tej pory sięgnęłam tylko po jedną opowieść o sławnym detektywie; dodatkowo była to moja lektura szkolna, i gdyby nie to, pewnie nawet bym jej nie przeczytała... Ale już, już, kończę swoje bezsensowne wywody, bo ładu to nie ma, i składu, a tylko pewnie Was irytuje, bo chcielibyście przeczytać recenzję filmu...

Sherlock Holmes ma tym razem za zadanie zdemaskować spisek, który może stanowić zagrożenie dla całego kraju. Za spiskiem tym stoi prawdopodobnie Lord Blackwood. Holmesowi pomaga jego bliski przyjaciel, doktor Watson. Pojawia się także Irene Adler, która okazuje się równie piękna, co niebezpieczna.

Robert Downey Jr. odtwarzający główną rolę, nadał jej niesamowitego charakteru. Filmowy Holmes wprawdzie nieco różni się od swojego literackiego pierwowzoru (chociaż, co ja mogę o tym wiedzieć, przeczytawszy zaledwie jedną książkę...), ale ten brak podobieństwa wychodzi całkowicie na plus. Detektyw jest ekscentryczny, ironiczny, rzuca ripostami na prawo i lewo, a przy czym wcale nie traci na tym jego intelekt i wrodzony spryt. Jego postać nadaje pewnej świeżości całemu filmowi. Ciekawej interpretacji roli nie można też odmówić aktorowi wcielającego się w postać doktora Watsona, Jude Law. Obaj aktorzy odnaleźli się w swoich rolach i nadali im świetny 'wyraz'.

Film podobał mi się również ze względu na charakteryzację, kostiumy i rekwizyty. Wszystko idealnie wpasowywało się w klimat Londynu z XIX wieku. Może gdyby nie liczne efekty specjalne, nawet nie zauważyłabym, że to film nakręcony zaledwie przed trzema laty ;-) Z niecierpliwością czekam na pojawienie się kontynuacji w telewizji - bowiem w kinie jak zwykle ją przegapiłam. Mam jednak nadzieję, że nadchodzącej trzeciej części już nie ominę! Trochę magii (a może zwykłej iluzji...?), dużo humoru i niebanalna fabuła, a przy tym świetna obsada - to trzeba obejrzeć! 9/10

~ ~ ~

Kolejny film, o którym chciałam Wam opowiedzieć, to dokumentalny obraz przedstawiający dzieje człowieka pierwotnego. Oglądałam go na dwóch kolejnych lekcjach wiedzy o kulturze (i najprawdopodobniej jego następne części również obejrzę na tym przedmiocie). Muszę się jednak przyznać, że... tytuł wyleciał mi z głowy. W każdym razie, jestem w stanie przypomnieć sobie, o czym z grubsza jest ten film. Jak już wspominałam, traktuje o życiu ludzi pierwotnych, o ich codzienności, początkach handlu, hodowli zwierząt i życia osiadłego. Cały film jest dość interesujący i z pewnością pożyteczny, bo dostarcza wielu informacji na temat bytowania ludzi w tym okresie. Jeśli w przyszłym tygodniu będziemy oglądać kontynuację tego dokumentu, z pewnością zapiszę sobie jego tytuł i Was o nim poinformuję :) 5/10 (więcej nie dam, bo stanowi tylko dobrą pomoc w przyswajaniu sobie wiadomości na temat pierwotnych ludzi i jest ciekawie zrealizowany - a piątka to przecież i tak bardzo dobra ocena :-))

A Wy - co oglądaliście w tym tygodniu?
Miłego niedzielnego popołudnia!