niedziela, 22 stycznia 2012

FILM - Długi weekend

Tytuł polski: Długi weekend
Tytuł oryginalny: Long weekend
Rok: 2008
Reżyser: Jamie Blanks
W rolach głównych: Jim Caviezel (Peter), Claudia Carvan (Carla)
Gatunek: horror, thriller

"Długi weekend" z roku 2008 to remake filmu pod tym samym tytułem, ale innego reżysera. Wersją współczesną zajął się Jamie Blanks, zaś tą z 1978 roku - Colin Eggleston. Nie oglądałam oryginału, zaś niedawno miałam okazję zapoznać się z remake'm - TVP wyemitowało film nieco po godzinie 20, określając go jako "horror". Dodam, że nie lubię horrorów, ale pomyślałam z niedowierzaniem: "Horror tak wczesną porą?" i zasiadłam przed telewizorem razem z tatą.


Małżeństwo: Peter i Carla (tak na marginesie: ona była potwornie chuda) wybierają się na długi weekend nad  australijskie morze, by ratować rozpadający się związek. Ma im towarzyszyć znajomy Petera, ale coś nie idzie zgodnie z planem i małżonkowie są zmuszeni spędzić czas tylko w dwójkę. Po drodze na miejsce Peter potrąca kangura i... wkrótce zaczynają się dziać zupełnie niezwykłe rzeczy.

Małżonkowie popełniają coraz więcej złych czynów przeciw matce naturze: wyrzucają do morza sieć, pryskają sprayem w mrowisko, Carla rozbija orle jajo... Matka natura postanawia się więc zemścić. Stopniowo doprowadza do tragicznego finału.

Scena, która najbardziej zapadła mi w pamięć: bohaterom "towarzyszyło" tajemnicze zwierzę zwane "diugoniem" lub "krową morską". Była to matka małego diugonia, który zginął zaplątawszy się w sieć wyrzuconą do wody przez małżonków. Któregoś dnia i ona znalazła się na brzegu, co nie uszło uwagi bohaterów, miała rany jak od ciosów nożem. Kilka dni później Carla zauważyła ślady na piasku, a zwierzę było oddalone od linii wody - wyglądało to, jakby przemieszczało się. Peter zaś tłumaczył to sobie, iż to woda "wyrzuciła" zwierzę tak daleko od brzegu. Gdy jednak po przebudzeniu ujrzał uznanego wpierw za martwego diugonia tuż obok swoich nóg - zmienił zdanie. Za zwierzęciem ciągnął się identyczny ślad, jak ten zauważony przez Carlę na plaży. I to była właśnie ta scena, po której serce zabiło mi szybciej.

Film jest dobry. Komuś może się wydać przygłupi, dla naiwnych (no bo jak wytłumaczyć to, że martwe zwierzę samoistnie się przemieszcza?), ale to nie znaczy, że od razu trzeba go wpisać na listę filmów, których kompletnie nie warto obejrzeć. Bo ten warto. Nie ma tu seryjnego mordercy, działa sama natura, co jest nowością, bo spotykam się z horrorami, w których co rusz ktoś umiera, a krew leje się nieprzerwanie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że tu nie pojawia się krew, lecz nie chcę spoilerować. Najlepiej, jeśli sami obejrzycie i ocenicie. Ja uważam, że był całkiem niezły. A przecież, jak już wspominałam, horrorów nie lubię.

4 komentarze:

  1. Oglądałam ten film jakiś czas temu, i ostatnio w tv też chwilę, ale jednak spodziewałam się czegoś innego po nim, czegoś tu brakowało. Za mało akcji... a już na pewno nie jest horrorem. Widoki są na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja uważam, że nie wygląda to na horror... Prędzej można go uznać jako "niezły triller" :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oglądałam i szczerze mówiąc niby wszystko było ok, ale czegoś mi brakowało w tym filmie. Scena, którą zaprezentowałaś w fotosie z filmu przeraziła mnie chyba najbardziej, czy też raczej zaskoczyła. Ale gościu chyba zasłużył sobie na ten los, trochę bardziej szkoda mi jego żony - jej chwiejność emocjonalna miała swoje wytłumaczenie, natomiast jego zachowanie było manifestacją okrucieństwa.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten właśnie los (co w recenzji ujęłam jako tragiczny) małżeństwa niezmiernie mnie zdziwił, szczerze mówiąc spodziewałam się innego zakończenia, a tu proszę - zaskoczenie. Za to plusik, natomiast tak jak piszesz - mi także brakowało czegoś w tym filmie.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)