Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

środa, 8 lutego 2012

Blondynka w kwiecie lotosu

Beata Pawlikowska
Blondynka w kwiecie lotosu
National Geographic


Beatę Pawlikowską bardzo cenię. Jako podróżniczkę i jako pisarkę. Uważam, że to świetny pomysł: z pasji uczynić zawód, choć nie każde hobby można przełożyć na pracę. Z podróżowaniem jednak się udało. Ale podróżowanie pani Beaty to nie spanie w hotelu i zwiedzanie zabytków z przewodnikiem u boku. Ona poznaje dany kraj poprzez zwykłych ludzi, smaki, zapachy... Zapuszcza się tam, gdzie chadzają tylko tubylcy. Bo podróżowanie według jej definicji nie ogranicza się do tego, żeby być w danym kraju, odwiedzić tylko te znane miejsca i zabytki, porobić milion zdjęć i przywieźć pamiątki. Przez podróż można poznać przecież inne kultury i doświadczyć czegoś nowego.

Książka Blondynka w kwiecie lotosu to zbiór "opowieści" o czterech krajach buddyjskich. Pojawiają się Himalaje, Sri Lanka, Tybet i Indie. Każda z tych historii była wcześniej publikowana w postaci niewielkich książeczek z cyklu Dzienniki z podróży, z których ja miałam okazję przeczytać Blondynkę na Zanzibarze (moja recenzja TU).

W książce tej Beata Pawlikowska przybliża nam każdy z krajów, lecz nie od strony geograficznej wraz z opinią autora, co mu się podobało, co nie, co warto zwiedzić, od czego trzymać się z daleka (zupełnie jak w najprostszym i najtańszym przewodniku). Tu pojawiają się wyrywki z historii, ciekawostki, niezwykłe zdarzenia, których pani Beata jest świadkiem... Wszystko spisane barwnym piórem i okraszone pięknymi fotografiami oraz zabawnymi rysunkami. Chyba najbardziej podobała mi się właśnie oprawa graficzna ;-) Minus daję zaś za twardą okładkę - w wielu sytuacjach wprawdzie się takowa przydaje, ponieważ wtedy książka nie niszczy się, lecz teraz okazała się kompletnie niepraktyczna, a tylko ciążyła mi w rękach. Cena również odrzuca - 59.90 złotych... To chyba lepiej kupić kilka małych Dzienników z podróży, gdyż zawierają to samo, a są tańsze, zdecydowanie mniejsze i z łatwością mieszczą się w kieszeni.

Beata Pawlikowska podczas swoich podróży poszukuje uniwersalnej prawdy o ludziach, spokoju i szczęściu. Podczas zagłębienia się w opowieść o Himalajach odnajdujemy buddyjską mantrę - Om mani padme hum oznaczającą "Bądź pozdrowiony klejnocie w kwiecie lotosu". Kwiat ten jest symbolem buddyzmu i ludzkiej duszy. Jest czysty, taka powinna być też dusza człowieka. Z kolejnej opowieści dowiadujemy się o trudnej historii Tybetu: pierwotnie odizolowanego od świata, teraz atakowanego przez Chiny, poniżanego i tracącego kulturę i tradycję. W następnej czytamy o plantacjach herbaty na Sri Lance, czym tak naprawdę są te krzewy oraz jak wielką rolę w życiu Lankijczyków spełnia astrologia. I w ostatniej, w której podczas czytania przenosimy się do Indii, odkrywamy, czym jest Taj Mahal, dlaczego Hinduski wyglądają jak barwne motyle i czym zasłużyły sobie szczury na to, by... postawiono im świątynię.

Himalaje zawsze będą miały dla mnie smak świeżego imbiru. Jest to korzeń o wielu cudownych właściwościach, używany w tradycyjnej medycynie jako środek przeciwko nowotworom, gorączkom, zapaleniom, przeziębieniom i wielu innym chorobom, ale przede wszystkim jest to źródło intensywnego smaku i aromatu nieporównywalnego z niczym.

Niecierpliwie czekam, aż wpadnie mi w ręce kolejna książka Beaty Pawlikowskiej, bym mogła znów wyruszyć w podróż, nie ruszając się z domu...

9 komentarzy:

  1. Sparzyłam się na książkach Pawlikowskiej, zdecydowanie wolę Cejrowskiego i Wojciechowską:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki pani Wojciechowskiej również bardzo lubię, zwłaszcza "Kobietę na krańcu świata", jak i również wersję tej książki w TV :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oj Isadora, no ale jak? Cała trójka jest przecież fenomenalna! Co Ci się nie podobało w pani Beacie? Napisz proszę :)))

    Bishoujo, czytałam tę książkę latem albo jesienią, już nie pamiętam, ale bardzo mi się podobała i nawet ją recenzowałam. W książkach pani Beaty straszliwie polubiłam te jej rysunki, które są przesłodkie i powodują, że czytelnik czuje się jakby bliżej autorki. Bardzo, bardzo cenię jej książki i ją samą, jest niezwykle silną kobietą i za to należy jej się szacunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, tak, rysunki są świetne: takie proste, ale właśnie niezwykłe.

      Usuń
  3. lubię takie książki właśnie dlatego, że umożliwiają odbywanie podróży bez wychodzenia z domu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dotąd nie czytałam żadnych książek p. Pawlikowskiej, ale ponieważ uwielbiam podróże z przyjemnością poznałabym wybrane lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci wspomniane w recenzji "Dzienniki z podróży" oraz książkę "Blondynka w dżungli". Słyszałam również o książkach pani Beaty do nauki języków obcych, dziś udaję się do Empiku, żeby sprawdzić, czy ta seria jest ciekawa :D

      Usuń
  5. Nie po raz pierwszy spotykam się z serią "Blondynka ..." i jej autorką Beatą Pawlikowską. Nie wiem, jakim cudem do tej pory żadnej z owych powieści nie przeczytałam. Bardzo lubię książki podróżnicze, więc na pewno wkrótce nadrobię zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  6. książki beaty Pawlikowskiej nie są kunsztowne pod względem literackim, ale dla każdego fana podróży stanowią gratkę i zachętę.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)