niedziela, 29 stycznia 2012

Dom Nocy. Wybrana

Phyllis Christine Cast i Kristin Cast - "Dom Nocy. Wybrana", Wydawnictwo Książnica

Kontynuacja cyklu Dom Nocy [recenzje pierwszych dwóch tomów odpowiednio TU (Naznaczona) i TU (Zdradzona)]. Mówi się, że pierwsza część jest zazwyczaj najlepsza, ja śmiem twierdzić, że to właśnie ona była najgorsza, a do tej pory za najbardziej interesującą uważam Wybraną.

Początkowo mimo wszystko zapowiada się nieco nudno. Zoey obchodzi urodziny 24 grudnia i wobec faktu, że tego dnia przypada Gwiazdka, prezenty, które zawsze otrzymywała były połączeniem tych dwóch okazji. Sama jubilatka ma tego dość, ale i tym razem podarki - te od przyjaciół - mają charakter bożonarodzeniowy.

Dopiero potem robi się ciekawie. Zoey wie, że tylko ona może uratować swoją przyjaciółkę, która przeistoczyła się w Nieumarłą. Jednak i ona sama ma kłopoty. Musi wybierać między trzema chłopakami: jeden z nich to człowiek, drugi adept, a trzeci to już w zasadzie nie chłopak, lecz mężczyzna, i to w dodatku nauczyciel. W dodatku nie może nawet poradzić się swoich przyjaciół, ponieważ wiele spraw musi pozostać w sekrecie. Nieoczekiwanie pojawia się ktoś, komu Zoey może zaufać, ktoś, kogo i ja nigdy bym o to nie podejrzewała...

Trzeci tom jest jak dotąd najlepszy, zwłaszcza pod względem wydarzeń. Mamy tu nie tylko smętne "Och, co ja pocznę, mam trzech facetów i nie wiem kogo wybrać?!" (to oczywiście tylko moja interpretacja tegoż kłopotu bohaterki), ale i akcję, namiętność, zdradę, tajemnice... Są nieoczekiwane zwroty akcji, dobre tempo i niespodziewane zakończenie. Autorki tym razem się postarały i muszę przyznać, że niecierpliwie czekam aż zacznę czytać kolejną powieść z tej sagi. Mam nadzieję, że będzie równie dobra, ba, nawet lepsza. Na szczęście książka stoi na półce od bodajże roku (bez przerwy pożyczana innym w końcu wróciła do mnie, więc mogę ją wreszcie przeczytać!), także obejdzie się bez nerwowego pędzenie do biblioteki czy Empiku ;).

czwartek, 26 stycznia 2012

Stosik nr 4 :)

Przyszedł czas na kolejny stosik. Pisałam, że będę prezentować książki, które ostatnio przeczytałam wraz z linkami, byście szybciej mogli znaleźć interesującą Was pozycję, ponieważ zdarza mi się nie przebrnąć przez wszystkie sfotografowane książki (albo dana pozycja jest nudna, albo nie mam czasu lub też zainteresowanie wzbudza inna). Ale w dzisiejszym stosiku przedstawiam i książki, które przeczytałam i te, które przeczytam w najbliższym czasie. Będę miała duuużo czasu, ponieważ od soboty mam ferie :-)


OD GÓRY:
1. Helen Fielding - "Dziennik Bridget Jones", z biblioteki szkolnej
2. Lurlene McDaniel - "Najpiękniejszy dar", z biblioteki osiedlowej
4. Małgorzata Cichalewska - "Lato Joanny", z biblioteki szkolnej
5. P.C.Cast i Kristin Cast - "Dom Nocy. Wybrana", moja własna
6. Naomi Novik - "Smok jego królewskiej mości", pożyczona od przyjaciółki
7. Cassandra Clare - "Mechaniczny Anioł", z biblioteki szkolnej
8. Kate DiCamillo - "Dzielny Despero", pożyczona od przyjaciółki
9. Pierdomenico Baccalario - "Century. Miasto Wiatru", moja własna

A'propos ostatniej pozycji - dziś byłam w Biedronce i zakupiłam tę książkę na zimowej wyprzedaży (książki po 9,99 złotych - naprawdę świetna okazja, ale nie wiem, czy jeszcze znajdziecie coś ciekawego, bo w tej, w której kupowałam ja, były już pustki). Potem okazało się, że Century. Miasto Wiatru to trzecia część cyklu ;) No nic, może gdzieś zdobędę pierwsze dwa tomy. 
 A czy Wy czytaliście tę książkę lub którąś z wymienionych w stosiku? Chciałabym poznać Wasze opinie, więc mile widziane linki lub po prostu wrażenia w komentarzach :-)
Pozdrawiam!

Pamiętnik księżniczki. Gwiazdkowy prezent

Meg Cabot - "Pamiętnik księżniczki. Gwiazdkowy prezent", wydawnictwo Amber

źródło: amber.sm.pl
"Pamiętnik księżniczki" to seria książek pisanych w formie dziennika. Jeszcze jakieś pięć lat temu szalałam za  nimi, ale po jakimś czasie motyw "księżniczek" przejadł mi się na rzecz motywu wampirów (który również zdążył mi się znudzić). Ostatnio jednak siostra wypożyczyła jedną z tych książek w swojej szkolnej bibliotece, więc i ja ją przeczytałam.

Mia Thermopolis to księżniczka Genowii, księstwa europejskiego. Jak co roku spędza święta w rzeczonym państewku, w tym roku jednak zachodzi pewna zmiana. Na święta przyjeżdża jej przyjaciółka Lilly wraz z bratem Michaelem, który jest chłopakiem Mii. W czasie tych świąt sporo się wydarzy, począwszy od kłopotów Lilly z etykietą obowiązującą w pałacu, skończywszy na temacie prezentów gwiazdkowych i dylematów z nimi związanych. Czy Boże Narodzenie okaże się katastrofą, czy też będzie najpiękniejsze jak dotąd?

I cóż mogę powiedzieć. Napisać, właściwie. Nie jest to lektura ubogacająca. Szczerze mówiąc, to jest książka, która kompletnie nic nie wnosi w nasze życie. Zdumiewające, jak bardzo zmieniają się opinie i gust czytelniczy wraz z wiekiem, prawda? Jeszcze wtedy, gdy byłam "Pamiętnikiem..." zauroczona, z pewnością oświadczyłabym, że ta książka jest świetna. A dziś? Moje zdanie już znacie. Dodam, że jest tam kilka zabawnych zdarzeń, ponadto jest to z pewnością książka, którą zainteresują się dziewczynki w wieku 9-13 lat. Ale starszym nie polecam.

środa, 25 stycznia 2012

Dzielny Despero

Kate DiCamillo - "Dzielny Despero", Philip Wilson

Kate DiCamillo to bestsellerowa amerykańska autorka pisząca dla dzieci. Obsypana nagrodami, każda jej powieść zajmuje pierwsze miejsce w rankingach i utrzymuje się na nich przez wiele tygodni. To zobowiązuje - gdy więc natknęłam się na "Dzielnego Despero", przy okazji sprawdziłam, czy rzeczywiście ta książka jest tak wspaniała, jak mówią. I nie zawiodłam się.

Historia dzielnej myszki, księżniczki Pi, zupie i szpulce nici rozpoczyna się narodzinami rzeczonej myszki. Niezwykłej myszki. Myszki z wielkimi uszami. Oraz z zamiłowaniem do muzyki i nieprzestrzegania mysich zasad uwzględnionych w kodeksie postępowania. Właśnie to zamiłowanie oraz to, że został przyłapany na kontakcie z ludźmi sprowadza na niego zgubę: zostaje zesłany do lochu.

-(...) Zgodnie z nakazami prastarego prawa myszy zamkowych będziesz zesłany do lochu. Do szczurów, dokładniej mówiąc. (...)
-Powiedzcie, proszę, co się z nim stanie? Co będzie z moim syneczkiem? (...) Powiedzcie mi - nalegała Antoinette.
-Szczury - odezwał się pierwszy kaptur. (...)
-Zjedzą go szczury - wyjaśnił drugi kaptur.
-Ach - westchnęła Antoinette. - Mon Dieu.

Kiedy jednak dochodzą do niego wieści, że księżniczka Pi znajduje się w niebezpieczeństwie, Despero zdaje sobie sprawę, że musi ją uratować. Tak, ta właśnie mała myszka o wielkim sercu i odwadze.

Książka jest pełna pięknych cytatów (część z nich do zobaczenia TU i TU).Wzrusza, rozśmiesza, sprawia, że nie można się oderwać. Autorka doskonale połączyła ze sobą trzy światy: świat zwierząt, świat zwykłych ludzi i tych "wyższych rangą i urodzeniem" (rodzina królewska). I opowiedziała historię, która naprawdę wciąga.

Jest to bajka, która łączy pokolenia. Uczy i bawi. I przede wszystkim pokazuje, że nieważne, na jakiego się wygląda. Ważne, kim się jest.

niedziela, 22 stycznia 2012

FILM - Długi weekend

Tytuł polski: Długi weekend
Tytuł oryginalny: Long weekend
Rok: 2008
Reżyser: Jamie Blanks
W rolach głównych: Jim Caviezel (Peter), Claudia Carvan (Carla)
Gatunek: horror, thriller

"Długi weekend" z roku 2008 to remake filmu pod tym samym tytułem, ale innego reżysera. Wersją współczesną zajął się Jamie Blanks, zaś tą z 1978 roku - Colin Eggleston. Nie oglądałam oryginału, zaś niedawno miałam okazję zapoznać się z remake'm - TVP wyemitowało film nieco po godzinie 20, określając go jako "horror". Dodam, że nie lubię horrorów, ale pomyślałam z niedowierzaniem: "Horror tak wczesną porą?" i zasiadłam przed telewizorem razem z tatą.


Małżeństwo: Peter i Carla (tak na marginesie: ona była potwornie chuda) wybierają się na długi weekend nad  australijskie morze, by ratować rozpadający się związek. Ma im towarzyszyć znajomy Petera, ale coś nie idzie zgodnie z planem i małżonkowie są zmuszeni spędzić czas tylko w dwójkę. Po drodze na miejsce Peter potrąca kangura i... wkrótce zaczynają się dziać zupełnie niezwykłe rzeczy.

Małżonkowie popełniają coraz więcej złych czynów przeciw matce naturze: wyrzucają do morza sieć, pryskają sprayem w mrowisko, Carla rozbija orle jajo... Matka natura postanawia się więc zemścić. Stopniowo doprowadza do tragicznego finału.

Scena, która najbardziej zapadła mi w pamięć: bohaterom "towarzyszyło" tajemnicze zwierzę zwane "diugoniem" lub "krową morską". Była to matka małego diugonia, który zginął zaplątawszy się w sieć wyrzuconą do wody przez małżonków. Któregoś dnia i ona znalazła się na brzegu, co nie uszło uwagi bohaterów, miała rany jak od ciosów nożem. Kilka dni później Carla zauważyła ślady na piasku, a zwierzę było oddalone od linii wody - wyglądało to, jakby przemieszczało się. Peter zaś tłumaczył to sobie, iż to woda "wyrzuciła" zwierzę tak daleko od brzegu. Gdy jednak po przebudzeniu ujrzał uznanego wpierw za martwego diugonia tuż obok swoich nóg - zmienił zdanie. Za zwierzęciem ciągnął się identyczny ślad, jak ten zauważony przez Carlę na plaży. I to była właśnie ta scena, po której serce zabiło mi szybciej.

Film jest dobry. Komuś może się wydać przygłupi, dla naiwnych (no bo jak wytłumaczyć to, że martwe zwierzę samoistnie się przemieszcza?), ale to nie znaczy, że od razu trzeba go wpisać na listę filmów, których kompletnie nie warto obejrzeć. Bo ten warto. Nie ma tu seryjnego mordercy, działa sama natura, co jest nowością, bo spotykam się z horrorami, w których co rusz ktoś umiera, a krew leje się nieprzerwanie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że tu nie pojawia się krew, lecz nie chcę spoilerować. Najlepiej, jeśli sami obejrzycie i ocenicie. Ja uważam, że był całkiem niezły. A przecież, jak już wspominałam, horrorów nie lubię.

sobota, 21 stycznia 2012

Lato Joanny

Małgorzata Cichalewska - "Lato Joanny", Wydawnictwo Telbit

Wydawnictwo Telbit jak na razie jest moim ulubionym. Nie podlizuję się, bo nawet nie mam powodu. Po prostu każda książka tego wydawnictwa, z którą miałam przyjemność się zapoznać, okazywała się niezmiernie ciekawa, wciągająca. Tak było również i teraz.

"Lato Joanny" to powieść dedykowana młodzieży. Myślę, że mogą po nią sięgnąć również starsi. Ja zresztą uznaję, że nie ma ograniczeń wiekowych, że niektóre książki nadają się i dla młodszych i dla starszych. Główną bohaterką jest oczywiście Joanna, co mamy zaznaczone w tytule. Dziewczyna pochodzi z Jagiełkowa, niewielkiej wsi na Mazurach. A skoro jest ona, to musi być też ON. I jest. Rodowity warszawiak, uciekł ze stolicy przed zgiełkiem w poszukiwaniu spokoju i bezpieczeństwa. Ich drogi się krzyżują. Mogłoby się wydawać, że czeka ich wielka miłość i happy end, ale pojawiają się wątpliwości i problemy. Tomasz ma czterdzieści lat, Joanna zaś jest studentką z planami na przyszłość - może nie do końca sprecyzowanymi, ale jednak. On zaś ma za sobą bolesną przeszłość i próbuje otoczyć się ochronną barierą, do której dopuszcza tylko Joannę. Jak to zwykle bywa - wścibskie sąsiadki zaraz wtykają nosy w nie swoje sprawy i wkrótce cała wieś trąbi o romansie młodej dziewczyny z przyjezdnym czterdziestolatkiem.

Czy zauroczenie okaże się prawdziwą miłością, która nie podda się osądom? Czy Joanna dojdzie jednak do wniosku, że nie warto marnować sobie życia dla mężczyzny, który mógłby być jej ojcem i wycofa się? A może Tomasz odsunie się, nie chcąc, by dziewczyna zawracała sobie nim głowę?
Tak, tak, miłość to wątpliwości, pytania, niepewności... Ale mamy w tej książce miłość nie tylko pomiędzy kobietą a mężczyzną, ale również miłość matki do dzieci czy Joanny do miasta Torunia... Autorka podaje nam przykłady, że miłość może być różna i wiele oznaczać.

Książkę czytało mi się wyjątkowo łatwo i przede wszystkim przyjemnie. Przyciągnęła moją uwagę już od pierwszej strony. A potem po prostu czytałam i czytałam, i nie zwróciłam uwagi, jak szybko pochłonęłam ją całą... Polecam!

środa, 18 stycznia 2012

Smerfy - seria książek

Peyo - "Dziwny Smerf", "Smerf dyktator", "Smerfomaszynka-pogodynka", Egmont

Pamiętacie piękne kreskówki o Smerfach emitowane wieczorami przez TVP w ramach dobranocki? Szczerze ubolewam nad tym, że Smerfy dostały teraz nowy wygląd - nowoczesny, cyfrowy. I naprawdę on mi się nie podoba - okej, możecie mnie na te słowa obrzucić błotem, ale takie są moje odczucia.

Ale notka nie ma być wcale o filmie czy kreskówce, ale o książeczkach wydawnictwa Egmont. Przeczytałam ostatnio trzy, z czystej ciekawości oraz dlatego, że zmęczona poprawianiem ocen przed końcem semestru i uczeniem się na bieżąco do kartkówek i sprawdzianów, nie miałam siły na ambitniejszą lekturę (co od dziś już poprawiam! :)) Smerfne historyjki są dla mnie czymś w rodzaju powrotu do dzieciństwa, które tak szybko minęło (no tak, nie mogę narzekać, bo jestem nastolatką, ale beztroskie czasy dzieciństwa już za mną...).

Dziwny smerf to historia smerfa, który chce podróżować po świecie. W wiosce zwyczajnie mu się nudziło. Postanowił więc, że opuszcza to miejsce, więc Papa Smerf dał mu magiczny gwizdek. Niezwykłą właściwością tego przedmiotu było to, że jeśli smerf znalazłby się w niebezpieczeństwie, po zagwizdaniu natychmiast znajdywał się z powrotem w wiosce. Dziwny smerf rozpoczął swoją wędrówkę i wkrótce natknął się na kogoś zupełnie nieoczekiwanego...
Smerfomaszynka-pogodynka to wynalazek Pracusia. Gdy deszcz pada nieprzerwanie od kilku dni, sprytny smerf postanawia stworzyć maszynkę, która będzie regulować pogodę. Ustawiona zostaje oczywiście na słońce. Nastają dni pięknej pogody i wszyscy są zadowoleni... Ale po kilku dniach deszczu zaczyna po prostu brakować. I, jak to trafnie ujęto na tylnej okładce książki, nie można mieć naraz i słońca, i deszczu...
Smerf dyktator opowiada o tym, jak Papa Smerf musiał udać się w poszukiwanie roślin, zaś jego miejsce jako przywódcy smerfów zajął Ważniak. Tak, tak, to ten przemądrzały smerf, którego nie wszyscy lubią (podejrzewam, że większość ;-)) - mnie zaś irytował szczególnie (to gdy jeszcze parę lat temu oglądałam bajkę ;)). Ważniak postanawia zbudować sobie rezydencję, ale nie robi tego sam - smerfy pracują w pocie czoła i wkrótce powstaje piękny pałac, do którego dyktator wprowadza się. Czy jednak wszystkie smerfy to zaakceptują?

Przyznam, że najbardziej podobały się mi dwie pierwsze książeczki, a więc Dziwny smerf i Smerfomaszynka-pogodynka. Historyjki są pełne ślicznych rysunków pana Peyo, tekst jest pisany dużymi literami i niewiele go na jednej stronie - wobec czego są to książeczki idealne dla tych dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z "poważnym" czytelnictwem ;) oraz dla wszystkich, którzy lubią smerfy. Nawet dla dorosłych - przypomną sobie dzieciństwo i smerfy sprzed... hm... "ataku techniki cyfrowej"...

sobota, 14 stycznia 2012

Najpiękniejszy dar

Lurlene McDaniel - "Najpiękniejszy dar", Lucky

Myślałam, że ta niewielkich rozmiarów - zarówno w liczbie stron, jak i ogólnym wydaniu - książeczka będzie lekką, odstresowującą lekturą, po którą można sięgnąć, przeczytać i zacząć narzekać, że była błaha i w niczym nie różniąca się od innych książek młodzieżowych. Myliłam się w swoich przypuszczeniach.

Susanna Scanland zwana Sissy to główna bohaterka książki. Jej starsza siostra Briana zwana Bree pewnego dnia ucieka z domu, by wraz ze swoim chłopakiem rozpocząć życie w Hollywood. Sielanka nie trwa zbyt długo: po jakimś czasie dziewczyna powraca do Duncanville i okazuje się, że... jest w ciąży. Matka chce, by dziecko zostało oddane do adopcji, ale sprawy się komplikują - Bree trafia do szpitala... Dalej nie zdradzę, bo nie chcę psuć Wam przyjemności czytania.

Książka niby krótka, a wzbudziła we mnie tyle emocji... Od złości na matkę Bree i Sissy za to, że chciała oddać dziecko do adopcji przez niedowierzanie dalszymi wydarzeniami aż po wzruszenie w przedostatnim rozdziale... Opowieść porusza ważne tematy: nastoletnie ciąże oraz problem adopcji. Ja mimo wszystko nie zdecydowałabym się na oddanie dziecka do wychowania komuś innemu - a Wy?

O treści mogę się wypowiadać w samych superlatywach, o okładce również, bo jest bardzo ładna, ale jeśli chodzi o wydanie, to, niestety, nie jest tak słodko. O pomstę do nieba wołają błędy interpunkcyjne i literówki prawie na każdej stronie! Początkowo dało się to znieść, bo w każdej prawie książce znajdziemy parę literówek. Ale żeby zdarzało się to notorycznie?! Okropnie mnie to drażniło, więc ostrzegam - przygotujcie się na masę takich właśnie błędów.

I owszem, polecam, ale tylko jeśli chodzi o treść...

czwartek, 12 stycznia 2012

Blondynka na Zanzibarze

Beata Pawlikowska - "Blondynka na Zanzibarze", National Geographic

Niewielkich rozmiarów książeczka, która może zmieścić się w kieszeni (w mojej się zmieściła ;)). Blondynka - czyli Beata Pawlikowska - w serii swoich "Dzienników z podróży" zabiera nas na wycieczkę dookoła świata, odwiedzamy wszelakie zakątki i poznajemy tajemnice dotąd nieodkryte. Tekstom towarzyszą często zabawne rysunki i piękne fotografie.

W "Blondynce na Zanzibarze" autorka przedstawia nam cudowny Zanzibar, wyspę w pobliżu Afryki zwaną rajem na ziemi. Dlaczego rajem? Wystarczy spojrzeć raz na piękne piaszczyste plaże, by się zakochać. Ja po przeczytaniu tej książeczki (jakieś pół roku temu) miałam "fazę" na Zanzibar. I mam nadal. Marzę, żeby tam pojechać. Zobaczyć na własne oczy na przykład Kamienne Miasto, ale przede wszystkim te plaże...

W książce znajdziemy wszelakie historie: od zwykłych, po niezwykłe. "Słodkie" i "gorzkie": Zanzibar to nie tylko "raj", słynie on również z handlu niewolnikami - dziś wprawdzie zakazanym, ale niegdyś... Znajdziemy informacje o roślinach i przyprawach tam rosnących. Opowieść o arabskiej księżniczce. A także to, co mnie totalnie zaskoczyło - pochodzenie Fredd'ego Mercurego, wokalisty zespołu Queen - tak, on pochodził właśnie z Zanzibaru!

Nie jest to zwykła książka podróżnicza, autorka nie zdaje nam nudnej relacji z pobytu na Zanzibarze. Beata Pawlikowska postarała się i stworzyła serię, która zaciekawi nawet tego, kto za podróżami nie przepada. Po lekturze jednej z tych książeczek z pewnością niejeden domator zapragnie znaleźć się poza swoim mieszkankiem ;-)

niedziela, 8 stycznia 2012

Koszmarny Karolek i Bestia Boiska

Francesca Simon - "Koszmarny Karolek i Bestia Boiska", Znak

Jak już wspominałam, książki o Karolku uwielbiam. Sięgam po nie, gdy chcę się zrelaksować, albo gdy nie mam nic pod ręką do czytania lub po prostu chcę przeczytać coś naprawdę śmiesznego. Tym razem padło na część pod tytułem "Koszmarny Karolek i Bestia Boiska", w skład której wchodzą opowiadania: Koszmarny Karolek i dziennik Damianka, Koszmarny Karolek i Bestia Boiska, Koszmarny Karolek i wielkie zakupy oraz Koszmarny Karolek i jego arcywróg.

Opiszę każdą historyjkę po kolei - myślę, że w ten sposób będzie bardziej czytelnie i nie będziecie musieli wyławiać z gąszczu informacji tego, co Was interesuje w danym opowiadaniu.
  • Koszmarny Karolek i dziennik Damianka - brat Karolka, Doskonały Damianek, zaczyna prowadzić dziennik na polecenie swojej nauczycielki Pani Miodzik. Karolek jest przekonany, że młodszy brat napisał o nim same złe rzeczy, więc któregoś dnia potajemnie zakrada się do pokoju Damianka...
  • Koszmarny Karolek i Bestia Boiska - w tytułowym opowiadaniu pani Kat-Toporska, nauczycielka Karolka, ogłasza, że bohaterowi mecz rozegranego podczas dużej przerwy, przypadną w nagrodę dwa bilety na spotkanie drużyn piłkarskich Ashton Athletic i Manchester United. Karolek oczywiście już widzi, jak odbiera z rąk nauczycielki bilety... Czy to marzenie się spełni?
  • Koszmarny Karolek i wielkie zakupy - Karolek odkrywa, że wszystko jest na niego za ciasne. Nie mieści się w spodnie, buty go cisną, a długie rękawy sięgają zaledwie do łokci... Mama zabiera go wówczas na zakupy... ale problem w tym, że Koszmarny Karolek nienawidzi zakupów.
  • Koszmarny Karolek i jego arcywróg - ci, którzy czytali już niektóre książki z tej serii, z pewnością znają Władczego Władzia - syna szefa taty Karolka. Na nieszczęście Karolka Władczy Władzio pojawia się w jego szkole... a na dodatek klasie! Chłopiec donosi swojemu ojcu o wszystkim, co Karolek przeskrobał, ten zaś powtarza wszystko tacie koszmarnego dziecka. Koszmarny Karolek obmyśla plan - jak się pozbyć Władczego Władzia ze szkoły...
Trzy pierwsze historyjki to moim zdaniem dopiero "rozgrzewka" przed ostatnią - przy arcywrogu śmiałam się do łez. Napiszcie mi koniecznie po przeczytaniu, która historyjka z tego tomu najbardziej się Wam podobała!

sobota, 7 stycznia 2012

Dom Nocy. Zdradzona

Phyllis Christine Cast i Kristin Cast - "Dom Nocy. Zdradzona", wydawnictwo Książnica

Po rozczarowaniu pierwszą częścią cyklu, po drugą sięgnęłam ostrożnie. Nie chciałam znów się zawieść, zwłaszcza, że gdy czytałam ją półtora roku temu (na wakacjach w 2010r.) bardzo mi się podobała. A tak samo było z "Naznaczoną", lecz po ponownym zapoznaniu się z treścią pierwszego tomu cyklu o szkole wampirów, miałam pewien niedosyt i, krótko mówiąc, rozczarowałam się.

W drugim tomie Zoey - główna bohaterka, przewodnicząca szkolnej organizacji Cór Ciemności - zmaga się z nowymi problemami. Odkrywa, że nie tylko ona ma okropnych rodziców, co wcale jej nie pociesza, flirtuje ze swoim nauczycielem Lorenem, choć ma dwóch chłopaków (jeden to człowiek, drugi wampir)... A to nie wszystko. Dochodzą informacje o zaginięciu kilku ludzkich nastolatków, z którymi Zoey była w pewien sposób związana... Dziewczyna czuje, że dzieje się coś strasznego, w tym przekonaniu utwierdzają ją kolejne zdarzenia - tych już jednak nie zamierzam Wam zdradzić, by nie psuć przyjemności z czytania i odkrywania nowych tajemnic.

Napisałam "przyjemności", bo drugi tom rzeczywiście jest lepszy od poprzedniego. Wprawdzie mniej więcej do strony 190 książka jeszcze jest nudnawa i chociaż wprowadzane są już elementy sensacyjne, takie właśnie jak zaginięcie nastolatków, to wciąż można odnieść wrażenie, że jest to zwyczajna "młodzieżówka". Ale potem akcja zdecydowanie się rozkręca, pojawił się też moment, gdzie naprawdę się rozpłakałam, a zdarzyło się to gdy czytałam rozdział dwudziesty drugi. Dalej zagłębiałam się w lekturę już bez przerwy, tak mnie wciągnęła. I po przeczytaniu od razu sięgnęłam po kolejną część - "Wybraną".

Mogę więc powiedzieć, że opinii sprzed półtora roku nie zmieniam. Książka podobała mi się i cieszę się, że postanowiłam przeczytać cykl "Dom Nocy" w 2012r. (ranking TOP 10 TUTAJ), bo myślę, że niejedna jeszcze książka pozytywnie mnie zaskoczy.

piątek, 6 stycznia 2012

Srebrzyste dzwoneczki

Walt Disney - "Srebrzyste dzwoneczki", Egmont

Tę cieniutką książeczkę odnalazłam niedawno w stercie książek i papierów. To był prezent dla Siostry na święta parę lat temu (chyba sześć, jeśli się nie mylę), ale jak widać został zapomniany lub też raczej zagubiony, na co wskazuje to, że był prawie na samym spodzie sterty... Miałam wolne pięć minut, więc wzięłam książeczkę do rąk i zaczęłam czytać.

Kubuś Puchatek razem z Krzysiem nie mogą się doczekać świąt. Ten pierwszy - z powodu miodku, który, w jego przekonaniu, miał czekać na niego pod choinką. Krzyś natomiast uważał, że (tu przytoczę cytat):

Gwiazdka oznacza, że trzeba myśleć o innych i spełniać ich życzenia. (str.3)

Przyjaciele postanawiają pomóc Świętemu Mikołajowi w dostarczaniu prezentów. Odwiedzają po kolei wszystkich mieszkańców Stumilowego Lasu i... nagle okazuje się, że upłynęło sporo czasu. Czy przyjaciołom uda się zdążyć z pomocą Mikołajowi?

Wesoła opowieść o tym, że nieważne jest otrzymywanie prezentów, ale obdarowywanie innych. Świetnie czyta się ją przed świętami Bożego Narodzenia, teraz to już trochę za późno, ale w ten sposób możemy sobie przypomnieć magiczną atmosferę Gwiazdki :-)

środa, 4 stycznia 2012

Stosik nr 3 :)

Postanowiłam zmienić nieco zasady publikowania na blogu moich stosików i od tej pory będę zamieszczać tylko te, które zawierają książki, które przeczytałam. Ewentualnie zdobycze książkowe, na przykład podczas wycieczki do księgarni lub Empiku :)

Dzisiejszy stosik przedstawia zatem książki, które przeczytałam i zrecenzowałam na blogu ostatnio (dodałam także linki, w razie gdyby chcielibyście zapoznać się z daną recenzją ;)). A OTO ON:


OD GÓRY:

Niedługo pojawią się kolejne recenzje, być może najpierw innych części o Koszmarnym Karolku, ale postaram się o coś z literatury "bardziej ambitnej" czyli dla starszych czytelników :)
Bardzo też proszę o klikanie w banerki umieszczone po prawej stronie - odnośniki do stron http://www.pustypokoj.pl i http://www.pustamiska.pl - każde kliknięcie na te strony, a następnie na link umieszczony na nich (nieco niżej, pod reklamą) to pomoc zwierzętom w schronisku i dzieciom z domów dziecka. Z góry bardzo Wam za to dziękuję!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Koszmarny Karolek i wampirozombi

Francesca Simon - "Koszmarny Karolek i wampirozombi", Znak Emotikon

Książeczki o Koszmarnym Karolku ubóstwiam. Chyba nie ma innej serii, która tak by mnie rozśmieszała i sprawiała, że mam ochotę wyłącznie na więcej i więcej. Koszmarny Karolek to chłopiec, który... no... jest koszmarny (tu wyraz ogłupienia na mojej twarzy). No dobra. Koszmarny Karolek jest utrapieniem dla swoich rodziców, którzy chcą go wychować na porządnego obywatela, ale bezskutecznie. Chłopiec ma młodszego brata, Doskonałego Damianka (który oczywiście jest doskonały...), którego, mówiąc wprost, nie znosi. Ma również kolegów: Ordynarnego Ola (który... no dobra, daruję to sobie), Chciwego Henia, Bezwzględnego Bola oraz koleżanki, które nienawidzą go w równym stopniu, jak on nienawidzi je. Są to Wredna Wandzia, Jędzowata Jadzia, Mądra Misia.

Niniejsza książeczka jest zbiorem czterech historyjek o tytułach: "Koszmarny Karolek pisze opowiadanie", "Koszmarny Karolek i zdrowa żywność", "Koszmarny Karolek i zabawa w robota" oraz "Koszmarny Karolek i wampirozombi". Muszę przyznać, że najbardziej spodobały mi się opowiadania o zdrowej żywności i zabawy w robota. Zdziwiona jestem natomiast pierwszą historyjką, kiedy to Karolek pisze opowiadanie, które brzmi... dość strasznie, jeśli popatrzeć, do jakiej grupy wiekowej kierowana jest książeczka. Hm... Olbrzymy depczące i zjadające wróżki? No sami przyznajcie.

Mimo niesmaku w związku z tym opowiadaniem, pozostałe historyjki sprawiły, że, jak zwykle przy czytaniu przygód Koszmarnego Karolka, na twarzy pojawił mi się uśmiech. Może nie aż taki, jak przy czytaniu "zębowej wróżki", ale jednak. Tylko pamiętajcie - nie czytajcie przed snem dzieciom, które nie skończyły siedmiu lat!