środa, 29 lutego 2012

Upiorna rodzinka. Spokojnie, to tylko rycerz bez głowy!

Klara Maciejewska
Upiorna rodzinka. Spokojnie, to tylko rycerz bez głowy!
Wydawnictwo Publicat

Seria Klary Maciejewskiej słynie z humoru. Ja do tej pory przeczytałam dwie książeczki spośród kilku, włącznie z niniejszą. Poprzednia ogromnie mi się podobała, właśnie ze względu na to, że mogłam się przy niej pośmiać, a możecie się o tym przekonać, zaglądając tutaj (tak, wiem, że moje linkowanie zaczyna się robić wkurzające, ale w ten sposób chętni mogą przeczytać wcześniejsze recenzje, nie szukając ich nerwowo :)) - to jedna z moich pierwszych opinii, nie miałam jeszcze wtedy żadnego doświadczenia w pisaniu takowych.

Ale do rzeczy. Spokojnie, to tylko rycerz bez głowy! to pozycja skierowana głównie do dzieci, lecz polecana również starszym. Główni bohaterowie to rodzeństwo Witek i Grzędziuszka, rodzice i wprost uzależniona od nowinek technologicznych babcia. Cała rodzinka prowadzi bardzo nietypowy interes: kierują Potwornym Pensjonatem, w którym, jak sama nazwa wskazuje, straszy. Oczywiście czytelnikom wiadomo, kto tak naprawdę za tym straszeniem stoi, to przybywający tam goście nie mają o tym zielonego pojęcia (ani żadnego innego). Choć zdarzają się wyjątki, które zamawiają sobie straszenie. Witek i Grzędziuszka starają się żyć normalnie, jak ich rówieśnicy, ale czy można żyć normalnie, mając u boku rycerza bez głowy, Białą Damę, przerażających zombiaków i inne niesamowite kreatury...?

Przy tamtej części bawiłam się świetnie, to przy tej nie było tak różowo. Przede wszystkim chodziło tu o humor: było go niezmiernie mało, i choć zauważyłam kilka rzeczy, które śmieszyć mogły, to jednak na mnie wrażenia nie zrobiły - może dorosłam, i nie bawi mnie to, co młodszych?

Coś drgnęło przy trzeciej historii zawartej w książce. Rozdział nosi tytuł Spotkanie z ciekawym człowiekiem i jest naprawdę zabawny - klasę odwiedza niezwykły gość, nie przedstawiając się i nie mówiąc, kim jest - to rzecz, którą mają odgadnąć dzieci. Staje się to przyczyną rzeki pytań, nieporozumienia i ogólnego rozgardiaszu, przy czym my, czytelnicy, mamy niezły ubaw.

Książkę nazwałabym "lekturką przeciwstresową" - rozerwiecie się przy niej, uśmiechniecie pod nosem, a czas spędzony przy niej nie będzie stracony, mimo że zbytnio wzbogacająca nie jest. Ot, zwykły czasoumilacz ;)

niedziela, 26 lutego 2012

Stosik nr 5 i 6 :)

I nadszedł czas na stos. Na dwa tym razem. Postanowiłam podzielić ostatnio zdobyte w ten czy inny sposób czytadła na dwie sterty, które teraz Wam zaprezentuję. Oto i one:

STOS WAMPIRZY


Opanowany całkowicie przez wampiry, więc jakże inaczej mógłby się nazywać ;) Od dołu:
# Stephenie Meyer - Drugie życie Bree Tanner (moja własna, niebawem recenzja)
# Alexandra Bullen - Złudne marzenia (z biblioteki)
# Alyson Noel - Ever (od przyjaciółki - R.)
# P.C. Cast, Kristin Cast - Osaczona (jak wyżej)
# P.C. Cast, Kristin Cast - Kuszona (jak wyżej)

STOS JĘZYKOWO - KOBIECY


"Kobiecy" - bo przedstawione w nim książki nadają się głównie dla płci żeńskiej (no może poza "Pajęczyną Charlotty"). Językowy - same widzicie ;) Od dołu:
# Kay Cassidy - Stowarzyszenie Kopciuszków (z biblioteki)
# E.B. White - Pajęczyna Charlotty (z biblioteki)
# Sophie Kinsella - Świat marzeń zakupoholiczki (jak wyżej)
# Helen Fielding - Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules (jak wyżej)
# Język angielski. 20 minut każdego dnia - efekt maminych zakupów w Biedronce
# Słownik Plus angielsko-polski, polsko-angielski - jak wyżej.

Oprócz wymienionych w stosikach pozycji, wciąż dochodzą nowe, więc nie zdziwcie się, jeśli pojawi się recenzja książki nie zamieszczonej na zdjęciu. A Wy - czytałyście może cokolwiek z danego stosiku? Jak Wasze wrażenia?

sobota, 25 lutego 2012

Pamiętnik księżniczki 4 i 1/2. Akcja "Księżniczka"

Meg Cabot
Pamiętnik księżniczki 4 i 1/2. Akcja "Księżniczka"
Wydawnictwo Amber

Na początek chcę zapytać: Dlaczego czytelników (czy raczej czytelniczki, bo głównie do dziewcząt jest skierowana) tej książki potraktowano jak idiotów już na pierwszej stronie?! Co ma oznaczać fragment:
Pytanie Co to właściwie jest ten Pamiętnik księżniczki 4 i 1/2?
Odpowiedź Numer 4 i 1/2 (to znaczy cztery i pół) mieści się między numerem 4, a numerem 5, więc miejsce tej książki przypada po tomie 4, ale przed 5 Pamiętnika księżniczki.

Totalnie oburzona przystąpiłam do czytania, choć, wierzcie mi, po czymś takim nie miałam na to ochoty. Czy naprawdę czytelnik nie zorientowałby się, że numer 4 i 1/2 mieści się między nr 4 a 5?! Okej, pomyślałam, może główna treść książki nie będzie taka zła...

Księżniczka Mia chce spędzić wiosenne ferie pracując jako ochotniczka dla organizacji Domy Nadziei. Udaje jej się przekonać do tego rodziców, którzy pozwalają na wyjazd. Dziewczynie towarzyszą przyjaciele a także chłopak Michael. Jednym z głównych powodów dla których Mia chciała pojechać do Zachodniej Wirginii był właśnie fakt, że będzie spędzać z Moscovitzem bardzo dużo czasu... Wkrótce okazuje się, że obóz nie jest tak świetny, na jaki się zapowiadał, a przyzwyczajona do wygód księżniczka ma dość...

I można z tego wywnioskować, że Mia jest płytką dziewczyną. Irytuje mnie ta postać. Wciąż myśli o tym, że ma nieumyte włosy, że Michael nie chce się z nią całować właśnie z tego powodu, sama ma dość pracowania... Okej, mnie samej też nie podobałoby się spędzenie pięciu dni w obozie bez bieżącej wody, na dodatek budując domy (Panna Wygodnicka ze mnie), ale w takim razie czy był w ogóle sens pisania takiej książki? (Oczywiście, że był: sens zarobienia pieniędzy).

Sytuację ratuje humor - wiele zdarzeń jest naprawdę zabawnych i chwała Bogu za to, bo nie wiem, co bym zrobiła. Plus również za to, że książka jest krótka, w związku z czym bohaterka nie miała szans na to, by irytować mnie dłużej niż dwadzieścia pięć minut. I już na sam koniec chciałabym także przytoczyć zdanie z tej książki, z którym całkowicie się zgadzam, a brzmi ono tak:

(...) prawdą jest, co mówi Dorotka w Czarnoksiężniku z krainy Oz, a mianowicie, że nie ma jak w domu.


środa, 22 lutego 2012

Ucieczka z innego świata

Andrzej Gumulak
Ucieczka z innego świata
Ringier Axel Springer Polska

Książka, o której piszę, to kolejna historyjka o wampirach. Tak, tę z przekonaniem mogę nazwać "historyjką", ponieważ liczy sobie niecałe dwadzieścia stron... Myślicie: "Po co sobie zawracać głowę taką książeczką?". Cóż, wpadła mi w ręce, więc przeczytałam. Czy było warto poświęcać te pięć minut?

Historia opowiada o Evie, która jest wampirzycą i jej ludzkim chłopaku Robercie. Dziewczyna zataiła przed nim fakt, że nie jest zwykłym człowiekiem. Zdobywa się na wyznanie dopiero wtedy, gdy rani się naszyjnikiem, który Robert nosi, by... obronić się przed wampirami. Rana jest niebezpieczna i Eva może umrzeć. Para wyrusza więc do innego wymiaru, gdzie Eva ma szansę zdobyć antidotum, a także odzyskać życie, które oddała w zastaw za duszę, by przenieść się do świata ludzi.

Pomysł na pewno jest udany. Nieco gorzej z jego wykonaniem. Bohaterowie, mimo, że Eva jest wampirzycą, a Robert postawnym chłopakiem, są przesłodzeni. Dialogi marne. I od początku razi fakt, że historia jest tak krótka, w związku z czym trudno jest ją oceniać na równi z kilkuset-stronicowymi tomami. Jeśli ktoś chce już coś wydawać, to niech się przynajmniej odrobinę wysili.

Tak czy owak - plus za pomysł, plus za okładkę i za to, że... szybko się czytało ;)

PS Przepraszam, że dziś o tak mało wymagającej lekturze... Mam za to coś, przy czym na pewno się rozerwiecie - słowa kluczowe, po których można się dostać na mojego bloga żywcem wzięte ze statystyki. Nie chodzi o takie zwykłe słowa kluczowe - np. tytuły książek, tylko takie, przy których można się pośmiać.  Może nie jest tego dużo, ale zawsze to coś ;) Oto moja lista (zachowana oryginalna pisownia):
jak ma na imie miziołk z dynastii miziołkó - hm, może najpierw trzeba by było popracować nad ortografią :)
ala ma kota a kot ma ale doc. - hmm...
najgorsza książka do języka francuskiego - znacie jakąś?
o wilku mowa - ...a wilk tu! :)
bridget jones impreza - wybierasz się? :)
kot pacz walentynki - co ja paczę?
czy miziołek z dynastii miziołek myślał tylko o sobie - wystarczy przeczytać książkę, żeby się przekonać ;)
gigant urodzone dziecko w oleśnie 09.11.2011 - nie ten adres...
jacob black teraz - może się zbytnio nie zmienił ;)
smoki wielke - jakie?
najładniejsze aktorki hollywood - :)

I najlepsze na koniec:

szukam chlopaka z rzeszowa - tu go nie znajdziesz, niestety ;)
auc - zabolało?
mikołaj motocykl - od kiedy Święty Mikołaj przerzucił się z sań na motocykl?!
święte filmy - a są takie??
przedstawienie słowa smok w postaci smoka - ...

wtorek, 21 lutego 2012

Dom Nocy. Nieposkromiona

Phyllis Christine Cast, Kristin Cast
Dom Nocy. Nieposkromiona
Wydawnictwo Książnica

Będąc zaledwie kilkanaście minut od przeczytania książki, wciąż jestem pod jej wrażeniem. Ogromnym. I chyba pozostanę aż do następnej części, gdy po nią sięgnę. O ile okaże się równie dobra, co czwarty tom cyklu o wampirach. Ten jest moim zdaniem najbardziej dopracowany, wreszcie coś się dzieje przez większość książki, a nie tylko pod jej koniec... Dom Nocy już nie jest zwykłą szkołą dla adeptów, dla których konieczne jest przejście Przemiany w dorosłego wampira. To siedlisko zła...

...ale od początku. Zoey, jak pamiętamy z poprzedniej części, straciła swoich przyjaciół, zatajając przed nimi pewne kwestie. Dobry kontakt utrzymuje z zaledwie dwoma osobami: jedna jest Nieumarłą, a druga Nienaznaczoną. Jednak w obliczu zagrożenia, jakie może spaść na cały świat, byli przyjaciele Zoey postanawiają wybaczyć dziewczynie. O jakim zagrożeniu mowa? Potężna kapłanka, Neferet, przechodzi na ciemną stronę i wypowiada wojnę ludziom. Zaś Zoey jest prześladowana przez tajemnicze kruki, których obecność nie jest przypadkowa. Wszystko zmierza ku niebezpiecznemu i strasznemu w skutkach końcowi...

Moja reakcja po przeczytaniu tej książki brzmiała mniej więcej tak: Wow! Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników kolejny tom serii może irytować (z większości opinii wynika, że najbardziej nie lubicie Zoey, bo jest koszmarnie denerwująca... Hm... Ja lubię tę postać, może nie przesadnie, ale nic do niej nie mam). Jednak ja jestem pod jego wielkim wrażeniem. Przede wszystkim akcja: toczy się już od początku, a nie po 200. stronach, nużąc niemiłosiernie. Kolejna sprawa: słownictwo. Widać, że poprawiło się ono, być może za sprawą tłumacza (zmienionego po dwóch tomach), być może również dlatego, że to autorki znacznie poprawiły styl pisania. Byłam również pozytywnie zaskoczona wieloma zwrotami akcji. Rzewnie płakałam podczas śmierci kolejnego adepta, śmierci, której Zoey znów była świadkiem. 

Książka wywołała u mnie burzę emocji, od radości i euforii, poprzez wstyd, osamotnienie, po smutek, żal i wściekłość. To się zdarzyło chyba pierwszy raz w moim życiu: by jedna powieść tak mnie rozemocjonowała. I mam nadzieję, że nie ostatni.

Przeczytaj również:

piątek, 17 lutego 2012

Dzień Kota




Na Dzień Kota kilka zdjęć mojego milusińskiego :) Fotografia nr 1: spacer po książkach - czyżby wstęp do bliższego zapoznania z literaturą? :) Fotografia nr 2: kiedy spał uchwyciłam jego śliczną kocią mordkę :) Fotografia nr 3: gdy odwiedził nas mały kuzynek i, hm, mocno go wymęczył, w geście obronnym kot warczał i ustawiał uszy do tyłu. Widowisko niezapomniane, ale uchwycone tylko tak, jak na załączonym zdjęciu...

czwartek, 16 lutego 2012

Wystarczy, że jesteś

Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Wystarczy, że jesteś
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Kolejna książka o miłości. I znów tej nastoletniej. Po Dzienniku zakochanej nastolatki chciałam sięgnąć po coś z gatunku powieści paranormalnych, bo zwykle robię właśnie tak na zmianę, ale dziwnym trafem wzięłam do ręki tę książkę i szybko ją przeczytałam.

Weronika to pesymistka. Nie wierzy w siebie, że ktoś ją pokocha, że znajdzie szczęście... Prowadzi bloga, na którym opisuje zdarzenia ze swojego życia, wplątując w nie istnienie tajemniczego Pana W., wymyślonego chłopaka. Jest zaczytana w Zmierzchu, co nastraja ją do kolejnych przemyśleń z gatunku "patrzę na świat przez ciemne okulary". Zafascynowana Edwardem, pragnie by ktoś taki jak on pojawił się w jej nudnym życiu, zaprosił na romantyczne spotkanie, by była dla niego najważniejsza na świecie. Jednak ciągłe porównywanie chłopców do wampira z powieści sprawia, że realni faceci wydawali się coraz bardziej beznadziejni. Do czasu, gdy jadąc pociągiem w odwiedziny do babci poznaje Filipa. Chłopak dosiada się do jej przedziału i rozpoczyna rozmowę. Okazuje się, że jest aktorem. Dziewczyna poznaje także Marka, lecz zostają tylko przyjaciółmi. Początkowo zafascynowana Filipem Weronika nie podejrzewa nawet, jaką cenę będzie musiała zapłacić za późniejszą bardzo bliską znajomość...

Książka mogłaby być świetna. Pani Gutowska-Adamczyk to dobra pisarka, ale jeśli chodzi o tę powieść, liczyłam na więcej. Powieść opowiada, przytaczam opis z okładki, o dojrzewaniu do miłości, potrzebie kochania i bycia kochanym, pierwszych rozczarowaniach oraz trudnej drodze do zrozumienia, co jest naprawdę wartościowe. I albo ta droga jest zbyt trudna, albo zbyt długa. Przez kilkadziesiąt stron przelewa się potok myśli Weroniki, tych negatywnych, co ona mogła zrobić, dlaczego miłość jest tak okrutna... Owszem, miłość bywa okrutna, ale w tej książce właśnie takich stwierdzeń jest wiele. Weronika była nieszczęśliwa w jednym ze swych związków, co stało się przyczyną rozpisywania się na temat jej uczuć, gdy wydawała się smutna, przygaszona, osamotniona - czyli praktycznie zawsze.

Znajdzie się jednak parę "ale". Książkę czyta się szybko, co samo w sobie jest zaletą. Co by to było, gdybym musiała się przedzierać przez parę setek stron, natykając się wciąż na takie pesymistyczne myśli! Ta na szczęście nie ma nawet trzystu. No i mamy przedstawioną nastoletnią miłość, wszystkie jej oblicza, to, że bywa trudna.

Czy powieść ta ma jakieś przesłanie? Może, że nie warto być pesymistą...? A może, że nie można być na czyjeś zawołanie...? Lub że pierwsza miłość rani...? Cóż, moim zdaniem dowodzi temu, że nie warto marzyć, tylko skupiać się na rzeczywistości. Bo Weronika marzyła o Edwardzie i do czego ją to doprowadziło? A przecież marzenia to najlepsze, co nas spotyka, one sprawiają, że na chwilę odrywamy się od szarej rzeczywistości. Tu chyba jednak są przedstawione jako coś złego. A może źle zrozumiałam całe przesłanie...

Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nie osunąć się w przepaść lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę?
Dlaczego piękne historie zdarzają się tylko w kiepskich powieściach?

Ta powieść może nie jest aż tak kiepska. Lecz mnie nie zachwyciła na tyle, bym mogła jej dać ocenę większą niż 4...

środa, 15 lutego 2012

Dziennik zakochanej nastolatki

Pierdomenico Baccalario, Elena Peduzzi
Dziennik zakochanej nastolatki
Wydawnictwo Olesiejuk

Miałam tę książkę zrecenzować w walentynki. Bo opowiada ona, jak można się już po samym tytule spodziewać, o miłości. Tej nastoletniej. Dorośli nazywają ją zauroczeniem, ale młodzi twierdzą inaczej. Bo przecież wielka miłość może spotkać ludzi w każdym wieku.

To do Grety Schirsch należy pamiętnik w niebieskim notesie z literą "G" na okładce. Zostaje znaleziony w opuszczonym domku wakacyjnym przez młodego pisarza cierpiącego na brak weny. Mężczyzna nie może się oprzeć i zagłębia w lekturę dziennika, przeżywając razem z jego autorką radość, zawód, strach, niepewność i wszelkie towarzyszące jej uczucia. Jeszcze nie wie, że przeczytanie pamiętnika będzie niosło ze sobą zupełnie niespodziewane skutki...

A pamiętnik rozpoczyna się od wakacji. Greta jest zła na rodziców za zmianę decyzji o wakacyjnym wyjeździe, ponieważ miała wiele planów. Ale musi się z tym pogodzić. Po co bowiem psuć sobie wypoczynek złym humorem? Ważne, aby się dobrze bawić. I Greta razem z tatą, młodszym bratem i dziadkami wyjeżdża na Elbę - wyspę w kształcie ryby. Tam czeka już na nią jej przyjaciółka Penelope zwana Penny oraz kilkoro jej znajomych, z którymi w późniejszym czasie zakoleguje się również Greta. A z czasem z niektórymi zacznie łączyć ją coś więcej...

Dziewczyna opisuje wszystko w swoim dzienniku, jednak ostatnią jego stronę... wyrywa. Pisarz jest zdezorientowany, lecz tak bardzo pragnie poznać zakończenie całej historii, że postanawia odnaleźć Gretę. Czy jednak będzie to takie proste? Czy, jeśli się uda, Greta zechce opowiedzieć obcemu mężczyźnie, co wydarzyło się na końcu? Nasuwają się setki pytań, jednak odpowiedź jest tylko jedna i odnaleźć ją można tylko w książce...

Dziennik zakochanej nastolatki to naprawdę dobra książka. Ciekawym zabiegiem literackim było wplatanie w historię Grety komentarzy pisarza o danym fragmencie. Dodatkowo książka podzielona jest na dwie "części": pierwsza, Odpływ, to opowieść z dziennika dziewczyny, zaś druga, Przypływ, prowadzona przez pisarza, opisuje jego wrażenia po lekturze pamiętnika. Jak mniemam, autorką części pierwszej jest Elena Peduzzi, zaś drugiej i komentarzy - popularny i ceniony Pierdomenico Baccalario. Książka idealna, gdy chcemy przeczytać o nastoletniej miłości, pozornie takiej niewinnej, ale czasem ogromnej...

Za możliwość przeczytania książki dziękuję mojej przyjaciółce R.!

poniedziałek, 13 lutego 2012

Kuchnia polska

Ewa Aszkiewicz
Kuchnia polska. Wielka księga sprawdzonych przepisów
Wydawnictwo Publicat

Książka ta przeznaczona jest dla gospodyń domowych lub osób interesujących się kulinariami. Autorka zawarła w niej około 500 przepisów i wiele porad dotyczących kucharzenia, przydatnych informacji o składnikach kulinarnych, przyprawach, winach.

W obszernej księdze znajdziemy takie działy jak:

  • przekąski zimne,
  • przekąski gorące,
  • przekąski świąteczne,
  • sosy gorące, 
  • sosy zimne,
  • dania z warzyw,
  • puree, 
  • surówki, 
  • zupy: kremy, chłodniki, słodkie, letnie, pożywne, świąteczne, 
  • dania: z cielęciny, z wołowiny, wieprzowiny, mięsa mielonego, baraniny, królika, dziczyzny, drobiu, ryb i owoców morza,
  • pasztety, 
  • podroby, 
  • dania z jajek, ziemniaków, kasz,
  • dania mączne, 
  • kompoty, desery mleczne, desery z kaszy manny, ryżu, 
  • kompozycje z lodami, 
  • kremy i musy, 
  • desery świąteczne, 
  • słodkie sosy,
  • ciasta drożdżowe, biszkoptowe, piaskowe, kruche, 
  • kruche ciasteczka, 
  • serniki, serniki bez pieczenia,
  • szarlotki i jabłeczniki, 
  • pierniki,
  • torty, torty bez pieczenia, 
  • ciasta świąteczne,
  • koktajle mleczne, 
  • napoje ze świeżych owoców,
  • napoje kawowe, z herbaty, różne, 
  • konfitury,
  • dżemy, 
  • powidła, 
  • marmolady,
  • galaretki, 
  • soki, 
  • nalewki staropolskie, 
  • oleje ziołowe, 
  • octy ziołowe,
  • przetwory różne.


Publikację zdobią wyjątkowe fotografie, które dodają smaczku (zamierzona gra słów) przepisom zamieszczonym w książce. Każde spojrzenie na dane zdjęcie powoduje, że natychmiast cieknie ślinka i chce się połknąć czym prędzej sfotografowany przysmak.

Wykorzystane składniki są ogólno-dostępne, więc nie będzie problemu z przyrządzeniem danego dania. Wadą tej książki jest natomiast jej format: bardzo duży, wówczas kłopotem może okazać zmieszczenie pokaźnej księgi na stole zapełnionym po brzegi składnikami potrzebnymi do zrobienia potrawy :)

sobota, 11 lutego 2012

Bridget Jones. W pogoni za rozumem

Helen Fielding
Bridget Jones. W pogoni za rozumem
Zysk i S-ka Wydawnictwo

Druga część książki Dziennik Bridget Jones. Podczas gdy poprzednia bawiła już od pierwszych stron, ta niestety zaczynała się całkiem marnie. Gdzie humor? Gdzie dowcip? - dziwiłam się, wgłębiając się w kolejne strony, i poszukując czegoś, co by mnie rozśmieszyło. Aż w końcu - uff, znalazłam dwa takie momenty: pierwszy, gdy Bridget miała wjechać na koniu przed kamerę, i drugi, gdy poszła na siłownię i nakłamała trenerowi, co częściowo wyszło na jaw.

A potem było już lepiej i ucieszyłam się, że nie odłożyłam tej książki, nie doczytawszy jej do końca. Bo oto Bridget jest w końcu z Markiem Darcy'm ale sieć nieporozumień sprawia, że ich związek staje pod znakiem zapytania... W dodatku Rebecca, koleżanka Bridget, która tak naprawdę koleżanką zwać się nie powinna, bezczelnie flirtuje z Markiem, aż związek Jones i Darcy'ego się rozpada. Bridget wyjeżdża na wakacje ze swoją przyjaciółką Sharon do Tajlandii. I tu zaczyna się prawdziwa eksplozja śmiechu, którym wybuchałam co chwilę. Shaz poznaje w samolocie Jeda, który wygląda jak sobowtór Harrisona Forda i często podróżuje. Niestety, z upływem czasu okazuje się, że facet nie ma miłych zamiarów. Gdy przyjaciółkom giną bagaże, bilety i karty kredytowe, ten wprawdzie okazuje swoją pomoc, pożyczając pieniądze i torbę, w której... ukryte są narkotyki. Nieszczęście spada na Bridget: podczas kontroli na lotnisku zostaje złapana i... trafia do tajlandzkiego więzienia. W tej kryzysowej sytuacji, gdy ona roniła łzy z rozpaczy, ja płakałam ze śmiechu.

Gdyby więc nie nudny początek, książka byłaby świetna i dorównałaby poziomem pierwszej części, i kto wie, czy może nawet nie okazałaby się lepsza. Bridget wciąż jest zakompleksiona, liczy kalorie, jednostki alkoholu, jest obsesyjnie zazdrosna o Marka Darcy'ego. Pobyt w więzieniu ostatecznie nie okazuje się dla niej taki zły: schudła, przemyślała parę spraw, a w dodatku była podziwiana przez pozostałe więźniarki, jako że jedyna znała teksty piosenek Madonny. 

Można się jeszcze długo rozwodzić nad postacią Bridget, ja jednak chciałabym wspomnieć o jej przyjaciółkach. Pierwsza, Sharon, zwana Shaz lub Shazzer - zatwardziała feministka, głosząca tezę, że kobieta bez problemu poradzi sobie bez mężczyzny, w końcu się zakochuje - z wzajemnością. Dowód na to, że wszystko jest możliwe. Druga, Judith, zwana Jude - po hektolitrach wypłakanych łez z powodu Podłego Richarda, decyduje... Cóż, nie wypada zdradzać fabuły, więc tego nie zrobię, powiem tylko, że to kolejny dowód na postawioną wyżej tezę oraz na jeszcze jedną: kobiety potrafią wybaczać. A mężczyźni przepraszać. I trzecia przyjaciółka - Magda, mężatka, potrójna matka. "Wyłamała" się z kręgu samotnych znajomych Bridget, za co nie jest szczególnie lubiana przez rzeczonych singli. Ma zupełnie inne poglądy na różne sprawy. Panna Jones, przyjaźniąc się z nią, widzi, jak trudne bywa czasem życie mężatki.

I to właśnie Magda jest moją ulubioną bohaterką, wydaje mi się bowiem bardzo pozytywną postacią. Co zaś do ulubionego fragmentu - zdecydowanie jest nim wywiad Bridget z... Niech to będzie dla Was niespodzianką :)

piątek, 10 lutego 2012

Lenka, Fryderyk i podróże

Olga Masiuk
Lenka, Fryderyk i podróże
Wydawnictwo Literatura

Podczas recenzowania literatury dziecięcej trzeba się przestawić na tryb "mało-wymagającej lektury", zapomnieć o 300-stronicowych tomach i przypomnieć sobie, czym są książki z obrazkami. Wtedy łatwiej wczuć się w klimat takiej historyjki i zrecenzować ją prawie na równi z książkami, które czytamy na codzień.

Historia, którą mam przed sobą została nagrodzona w II Konkursie Literackim imienia Astrid Lindgren*, co oznacza, że musiała być bardzo dobra i posiadać morał. Czy jednak tak rzeczywiście jest - o tym za chwilę.

Lenka, Fryderyk i podróże to opowieść o przygodach i czytaniu książek. Główni bohaterowie to stworki zamieszkujące Przełęcz. Lenka uwielbia podróżować pociągami - to sprawia jej wielką radość. Jej przyjaciel Fryderyk też podróżuje - ale w zupełnie inny sposób: siedzi w wygodnym fotelu i... pochłania książki. Pamiętacie, jak w poprzedniej recenzji pisałam o podróżowaniu bez wychodzenia z domu, tylko za pomocą literatury podróżniczej? Nieźle się moje opinie zbiegły ;-)

Ale wracam do książki. Pewnego dnia Lenka jak zwykle udała się na dworzec, dźwigając ciężki plecak wypełniony zupełnie niepotrzebnymi w podróży rzeczami. Pociąg zmierzał nad Wielką Rzekę, lecz Lenka wysiadła dwa przystanki wcześniej... trafiając w ten sposób do Dziwacznej Doliny. Natomiast w tym samym czasie Fryderyk postanowił również wyruszyć w podróż. Wszystko jedno gdzie, byle jechać, byle nie siedzieć ciągle w jednym miejscu, nie zamknąć swojego światu w Przełęczy, byle poznać inne miejsca... I tak rozpoczęła się pierwsza podróż Fryderyka.

Postaci nakreślone są barwnie: mamy, oprócz wspomnianych głównych bohaterów, także bliźniaczki Euzebie (obie mają tak na imię) oraz stworki poznane w podróży przez Lenkę i Fryderyka. Ilustracje Agnieszki Żelewskiej dopełniają całości: są proste, może niezbyt wyszukane i nie takie, o których moglibyśmy powiedzieć "piękne" czy "cudowne", ale myślę, że dzieciom nie zrobi to różnicy. A moim zdaniem powinno się używać własnej wyobraźni, lecz przecież książka dla dzieci nie obejdzie się bez ilustracji.

No i morał. Hm... Trudno mi było go określić. Podróże i książki. Pociąg i fotel. Znane i nieznane. Myślę, że główne przesłanie tej książki jest takie: nie należy się ograniczać, zawsze warto spróbować czegoś innego, bo być może oczaruje, spodoba się... Tak jak Fryderyk pokochał podróże, a Lenka - czytanie książek. Lubię to! :)

* informacje o książkach nagrodzonych w konkursie znajdują się tu: http://cpcd.pl

środa, 8 lutego 2012

Blondynka w kwiecie lotosu

Beata Pawlikowska
Blondynka w kwiecie lotosu
National Geographic


Beatę Pawlikowską bardzo cenię. Jako podróżniczkę i jako pisarkę. Uważam, że to świetny pomysł: z pasji uczynić zawód, choć nie każde hobby można przełożyć na pracę. Z podróżowaniem jednak się udało. Ale podróżowanie pani Beaty to nie spanie w hotelu i zwiedzanie zabytków z przewodnikiem u boku. Ona poznaje dany kraj poprzez zwykłych ludzi, smaki, zapachy... Zapuszcza się tam, gdzie chadzają tylko tubylcy. Bo podróżowanie według jej definicji nie ogranicza się do tego, żeby być w danym kraju, odwiedzić tylko te znane miejsca i zabytki, porobić milion zdjęć i przywieźć pamiątki. Przez podróż można poznać przecież inne kultury i doświadczyć czegoś nowego.

Książka Blondynka w kwiecie lotosu to zbiór "opowieści" o czterech krajach buddyjskich. Pojawiają się Himalaje, Sri Lanka, Tybet i Indie. Każda z tych historii była wcześniej publikowana w postaci niewielkich książeczek z cyklu Dzienniki z podróży, z których ja miałam okazję przeczytać Blondynkę na Zanzibarze (moja recenzja TU).

W książce tej Beata Pawlikowska przybliża nam każdy z krajów, lecz nie od strony geograficznej wraz z opinią autora, co mu się podobało, co nie, co warto zwiedzić, od czego trzymać się z daleka (zupełnie jak w najprostszym i najtańszym przewodniku). Tu pojawiają się wyrywki z historii, ciekawostki, niezwykłe zdarzenia, których pani Beata jest świadkiem... Wszystko spisane barwnym piórem i okraszone pięknymi fotografiami oraz zabawnymi rysunkami. Chyba najbardziej podobała mi się właśnie oprawa graficzna ;-) Minus daję zaś za twardą okładkę - w wielu sytuacjach wprawdzie się takowa przydaje, ponieważ wtedy książka nie niszczy się, lecz teraz okazała się kompletnie niepraktyczna, a tylko ciążyła mi w rękach. Cena również odrzuca - 59.90 złotych... To chyba lepiej kupić kilka małych Dzienników z podróży, gdyż zawierają to samo, a są tańsze, zdecydowanie mniejsze i z łatwością mieszczą się w kieszeni.

Beata Pawlikowska podczas swoich podróży poszukuje uniwersalnej prawdy o ludziach, spokoju i szczęściu. Podczas zagłębienia się w opowieść o Himalajach odnajdujemy buddyjską mantrę - Om mani padme hum oznaczającą "Bądź pozdrowiony klejnocie w kwiecie lotosu". Kwiat ten jest symbolem buddyzmu i ludzkiej duszy. Jest czysty, taka powinna być też dusza człowieka. Z kolejnej opowieści dowiadujemy się o trudnej historii Tybetu: pierwotnie odizolowanego od świata, teraz atakowanego przez Chiny, poniżanego i tracącego kulturę i tradycję. W następnej czytamy o plantacjach herbaty na Sri Lance, czym tak naprawdę są te krzewy oraz jak wielką rolę w życiu Lankijczyków spełnia astrologia. I w ostatniej, w której podczas czytania przenosimy się do Indii, odkrywamy, czym jest Taj Mahal, dlaczego Hinduski wyglądają jak barwne motyle i czym zasłużyły sobie szczury na to, by... postawiono im świątynię.

Himalaje zawsze będą miały dla mnie smak świeżego imbiru. Jest to korzeń o wielu cudownych właściwościach, używany w tradycyjnej medycynie jako środek przeciwko nowotworom, gorączkom, zapaleniom, przeziębieniom i wielu innym chorobom, ale przede wszystkim jest to źródło intensywnego smaku i aromatu nieporównywalnego z niczym.

Niecierpliwie czekam, aż wpadnie mi w ręce kolejna książka Beaty Pawlikowskiej, bym mogła znów wyruszyć w podróż, nie ruszając się z domu...

poniedziałek, 6 lutego 2012

Kot-Czytelnik


Mój kot uciął sobie właśnie drzemkę na stosiku książek. Chyba postanowił się ukulturalnić i w tym właśnie celu położył się tam, przykrywając książki łapą, jakby to była jego własność (a dodam, że książki są z biblioteki) ;) Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia :)

A Wy macie jakieś zwierzęta?

piątek, 3 lutego 2012

Dziennik Bridget Jones

Helen Fielding - Dziennik Bridget Jones, Zysk i S-ka Wydawnictwo

Bridget Jones to kobieta, której zabawne perypetie zawojowały świat. Zmagająca się z nadwagą trzydziestolatka z zamiłowaniem do palenia papierosów, picia "jednostek alkoholu" i notowania wszystkiego w swoim dzienniku podbiła serca czytelników. A czy moje również...?

Gdy sięgnęłam po książkę, zerknęłam najpierw na opinie znajdujące się na tylnej stronie okładki. A tam... Same zachęty! Pamiętam również film (tak, oglądałam, parę lat temu :)) i to, że podobał mi się, więc z książką powinno być podobnie.

I było.

Książka bawi już od pierwszych stron. Z szerokim uśmiechem na twarzy śledziłam zmagania Bridget związane z odchudzanie: niestety bezskuteczne. Ale jakże zabawne! Pierwszego dnia nowego roku panna Jones poznaje Marka Darcy'ego - nudnego, sztywnego, bogatego adwokata. Ma na sobie sweter w romby i skarpetki w trzmiele, a pierwsze pytanie, jakie zadaje Bridget, brzmi: "Czytałaś ostatnio jakieś dobre książki?"... Z całą sympatią, jaką żywię do książek, ale takiego pytania nie zadaje się kobiecie, gdy się ją poznaje... Bridget postanawia się nie przejmować tym, że nawet facet w skarpetkach w trzmiele nie zwraca na nią uwagi i wciąż potajemnie wzdycha do swojego szefa, Daniela Cleavera. Wkrótce to podkochiwanie przestaje być sekretem, a Daniel zostaje chłopakiem Bridget - takim z krwi i kości. Oczywiście związek jest dość burzliwy, jak można było przypuszczać - nie dość, że Daniel jest szefem Bridget, to jeszcze niezłym przystojniakiem i panna Jones jest o niego niezmiernie zazdrosna.

Książkę czyta się szybko, utożsamiając się z bohaterką i jej problemami. Bridget nie ma silnej woli, nie umie gotować (przykładem niebieska zupa, którą przyrządziła dla przyjaciół), kompletnie nie zna się na programowaniu i obsłudze magnetowidu, wydaje pieniądze na rzeczy, których potem nie używa... Któż nie ma podobnych kłopotów czy nie przeżył podobnych sytuacji?

Co zaś do filmu, to był on również bardzo dobry. Trochę dziwnie jest czytać książkę, kiedy mniej więcej wie się, co się wydarzy, wyobrażając sobie Renee Zellweger jako Bridget, nie mogąc użyć własnej wyobraźni. Pamiętacie tę słynną scenę, gdy Bridget jako jedyna przebrała się za króliczka na przyjęciu...?

Książkę oceniam na 9, ponieważ jest pełna humoru, który w takie mroźne dni nieźle rozgrzewa :)

środa, 1 lutego 2012

Podsumowanie - styczeń 2012

No i styczeń już za nami. Można powiedzieć, że zaniedbałam ten miesiąc książkowo, a dlaczego - o tym za chwilę. Od poniedziałku mam już ferie, wyznaczyłam sobie za cel przeczytanie dziesięciu książek, ale nie wiem, czy podołam, bo śpię do 11. (to wersja minimum), a w ciągu dnia albo siedzę i czytam blogi, albo wyglądam przez okno, albo obmyślam plan kreatywnego wykorzystania reszty wolnych od szkoły dni. Niemniej jednak postaram się w końcu sięgnąć po to, co odkładałam - Dziennik Bridget Jones i Nieposkromioną.

Liczba książek przeczytanych: 15
Liczba książek zrecenzowanych: 14 (seria o smerfach w jednym poście :))
Liczba przeczytanych stron: 2146
Średnia stron dziennie: 69
Liczba wyświetleń stron (styczeń): 1319
Najlepsza książka miesiąca: Naomi Novik - Smok jego królewskiej mości
Najgorsza książka miesiąca: wobec faktu, że w styczniu dane mi było przeczytać niezbyt wymagające książki, to wybranie tej najgorszej nie wchodzi w grę - za mała konkurencja ;)
Wygrane książki: "Zew pustyni" w candy u Jaśminy, choć jeszcze nie przyszło.

A teraz parę innych spraw.
Po lewej stronie na moim blogu zamieściłam ankietę. Pytam w niej, którą książkę lepiej kupić, bo mam dylemat, a nie chcę uszczuplać zasobów pieniężnych na słabą lekturę. Dlatego zdaję się na Wasz gust i opinie - zagłosujcie na książkę, która Waszym zdaniem wydaje się najciekawsza. Będę wdzięczna :)

Kolejna rzecz - widzicie zapewne stronę "Sprzedaż / Wymiana książek". Długo nie aktualizowałam pozycji do sprzedaży czy też wymiany, ale dziś już to zrobiłam. Tak więc zapraszam TU :)

To by było na tyle. Dziękuję za uwagę :) i pozdrawiam!

Smok jego królewskiej mości

Naomi Novik - Smok jego królewskiej mości, Dom Wydawniczy REBIS

Książka, której moją opinię czytacie, to niezwykle udane połączenie fantasy i powieści historycznej. Naomi Novik (jej matka jest Polką!) zgrabnie wplotła to, co fikcyjne w wydarzenia, które naprawdę miały miejsce: takie jak bitwy między Anglią a Francją w czasach napoleońskich.

Załoga okrętu o nazwie Reliant przechwytuje fregatę francuską, na którym odnajduje jajo smoka. Kapitan Will Laurence proponuje odbyć losowanie, wskutek którego ma zostać wyłoniony ten, kto założy smoku uprząż. Jednak dziwnym splotem zdarzeń tuż po wykluciu to właśnie Laurence opasa smoka uprzężą i nadaje mu imię; zaś według zasad, ten kto to zrobił, zostawał awiatorem czyli opiekunem. Laurence musi zatem porzucić służbę morską na rzecz wstąpienia do Korpusu Powietrznego. Jest to jednostka skupiająca smoki służące w obronie Anglii. Rozpoczyna się intensywne szkolenie Temeraire'a i Laurence'a, aby w razie natarcia Napoleona Bonaparte byli oni gotowi odeprzeć atak...


Dużymi atutami książki są wartka akcja i świetnie wykreowane postaci głównych bohaterów: smoka Temeraire'a i jego opiekuna Laurence. Zwierzę już od początku wzbudziło moją sympatię. Mądry, pojętny, kochający książki (!), darzący wielką miłością swojego pana Temeraire wcale nie sprawiał wrażenia przerażającej kreatury, z jaką może się niektórym skojarzyć już na samo słowo "smok". Jestem pewna, że polubicie Temeraire'a już od pierwszego spotkania! A i sam Laurence, początkowo uprzedzony, potem nie wyobrażał sobie życia bez Temeraire'a, z wielką sympatią odnosił się do niego, wieczorami czytał książki i robił wszystko, by mu dogodzić i umilić życie. Nie zabraknie także humoru, miłości, przyjaźni oraz okrutnej zdrady...

Jedyne, co mnie drażniło, to zbyt duża ilość słów z danej dziedziny (słownictwo typowe dla marynarzy oraz komendy podczas bitew i szkoleń smoków) i ogrom bohaterów. Czasem wręcz nie mogłam się połapać, kto jest smokiem, a kto człowiekiem ;) Są to jednak wady, które nie mają większego wpływu na moje pozytywne odczucia co do tej książki. Z wielką przyjemnością daję tej pozycji najwyższą ocenę!