niedziela, 30 grudnia 2012

Przed-końcowo-roczne refleksje

Rok się kończy, a mnie dopadają różne refleksje... Na przykład te dotyczące blogowania. Zaglądam często na różne blogi z recenzjami, bo zaciekawi mnie jakiś tytuł i chętnie dowiedziałabym się, o czym jest ta książka i czy warta jest przeczytania. Albo widzę recenzję książki, którą i ja czytałam, i chcę poznać zdanie innej osoby na temat tejże lektury.

Ale...

Ostatnio mam takie dziwne wrażenie, kiedy czytam niektóre recenzje, że... właśnie kiedyś je już czytałam. Powiem nawet inaczej - PISAŁAM. Tak, tak, moi Drodzy, na paru blogach spotkałam się ze skopiowanymi zdaniami, albo nieco tylko przekształconymi fragmentami, które ja zamieszczałam w swojej recenzji pisanej wcześniej. 

Czy naprawdę tak trudno wysilić się i samemu napisać tekst? Może jeśli ktoś nie umie, lub mu się nie chce, to niech wcale tego nie robi. A może niektórym osobom - podkreślam, niektórym - chodzi tylko o współpracę recenzencką, by otrzymywać "darmowe" książki?

Może mam szczęście, że mojej całej recenzji jeszcze nikt nie skopiował, ale kto wie, może to kwestia czasu? A może już nawet moja recenzja znalazła się na czyimś blogu lub krąży gdzieś w innym miejscu w Internecie, tylko ja o tym nie wiem?

Oczywiście, moje konkluzje nie dotyczą wszystkich blogów, z taką sytuacją spotkałam się dopiero na dwóch czy trzech blogach z recenzjami książek. Ale przykro się człowiekowi robi, kiedy widzi, że ktoś korzysta z czyichś recenzji (a przez to pracy).

~ ~ ~

Natomiast są jeszcze pozytywne refleksje - i całe szczęście. Bardzo się cieszę, że mój blog ma tak wielu czytelników, którzy zaglądają tu i czasem zostawią parę miłych słów w komentarzu. Miło mi, że należę do blogowej społeczności, którą nazwać mogę "blogową rodziną" i choć nie znam Was osobiście (poza paroma wyjątkami ;-)), to łączy nas wspólna pasja.

Z okazji Nowego Roku życzę Wam wiele szczęścia i radości, spełnienia marzeń i samych miłych chwil. A przede wszystkim - dużo przeczytanych książek i recenzenckiej weny!

a to taki sylwestrowy obrazek autorstwa mojej Siostry :)

Pozdrawiam Was serdecznie!

piątek, 28 grudnia 2012

Multikurs: Intensywny kurs języka angielskiego dla średnio zaawansowanych

Tytuł: Multikurs. Profesor Henry: Intensywny kurs dla średnio zaawansowanych
Język: angielski
Ilość multimedialnych lekcji: 18
Cena: 39 zł/ 3 miesiące, 59 zł/ 6 miesięcy, 89 zł/ 12 miesięcy

Wiecie już pewnie, że mam niezłego hopla na punkcie różnych metod nauki języków, a raczej na punkcie nauki języków w ogóle. Moim marzeniem jest mówić biegle w przynajmniej trzech językach obcych (angielski, włoski, hiszpański), ale chciałabym też opanować norweski, francuski i suahili. Ach, marzenia! Korzystam z wielu metod nauki: od ulubionych fiszek począwszy, przez oglądanie filmów w oryginalnej wersji, po różne ćwiczenia i testy w książkach i podręcznikach.

Tym razem chciałabym Wam opowiedzieć o Multikursie. Jest to kurs online, który pomoże nam w opanowaniu danego, wybranego języka - oczywiście, nie od razu. Bez pracy nie ma kołaczy i nie od razu Kraków zbudowano, dlatego nie oczekujmy nie wiadomo jakich wyników od tegoż kursu ;-) Osobiście z kursem online nie miałam do czynienia nigdy. Jeśli natomiast chodzi o kursy komputerowe, to owszem, korzystałam z nich, i była to naprawdę ciekawa metoda nauki. Gdy otrzymałam więc propozycję przetestowania Multikursu, nie wahałam się ani chwili. Okazało się, że kurs online to naprawdę świetny wybór. Nie trzeba niczego instalować, nie trzeba nosić ze sobą żadnych płyt ani słowników, bo wszystko ma się pod ręką na dowolnym komputerze. Potrzebny jest jedynie dostęp do internetu ;-) Co jeszcze sprawia, że ten kurs zasługuje na uwagę?

Już sama oferta językowa jest bardzo bogata - do wyboru mamy bowiem języki zarówno powszechnie znane: angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, rosyjski oraz włoski, jak i te bardziej egzotyczne: arabski, chiński i japoński. Dodatkowo można wybrać kurs dostosowany do poziomu znajomości danego języka (jeśli go nie znamy, możemy rozwiązać test sprawdzający dostępny na stronie multikurs.pl - ja z niego skorzystałam i dzięki niemu dowiedziałam się, że mój obecny poziom znajomości języka angielskiego to B1 - średnio zaawansowany). Każdy znajdzie więc tu coś dla siebie.

Dobrze, dobrze, ja tu gadu, gadu, a Wy pewnie chcielibyście wiedzieć, jak taki kurs wygląda "od kuchni". Już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż, jest podzielony na 18 lekcji, takich jak: 'Szukam pracy', 'Szaleństwo zakupów' czy 'Cztery strony świata'. W każdej lekcji znajdziemy różnorodne ćwiczenia, zarówno te polegające na słuchaniu, jak i pisaniu, uzupełnianiu czy wybieraniu właściwego tłumaczenia danego słówka. Takie nagromadzenie różnorakich ćwiczeń bardzo mi się podoba, dzięki temu nauka nie jest nudna, a niektóre zadania można nazwać mianem quizów, przez co ich rozwiązywanie sprawia wrażenie zabawy. Między innymi dlatego korzystanie z Multikursu jest dla mnie przyjemnością.

Oczywiście, nie znajdziemy tu tylko i wyłącznie ćwiczeń. Są tu też listy słówek, z jakimi musimy się zapoznać, by rozwiązywać dane zadania, są dialogi do odsłuchiwania, wzory krótszych i dłuższych form pisemnych (np. listów), a także, co pozytywnie mnie zaskoczyło, ciekawostki o Wielkiej Brytanii. Po kilku lekcjach mamy do zrobienia test słownictwa i gramatyczny. Całość w naprawdę udanej i miłej dla oka oprawie graficznej. Żeby pokazać Wam, jak to wszystko mniej więcej wygląda, zrobiłam kilka screenów (niektóre nieco poprzycinałam, by były wyraźniejsze, ale po kliknięciu na nie i tak się powiększą):







Mam nadzieję, że moja dalsza nauka przy pomocy tego kursu będzie równie przyjemna i owocna, co dotychczas.

Za możliwość przetestowania kursu bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard!


czwartek, 27 grudnia 2012

Poświątecznie :)

Święta, Święta i... po Świętach. W tym roku zleciały wyjątkowo szybko. Nie mogłam się doczekać Wigilii, a tu ani się obejrzałam, a jest już dwudziesty siódmy grudnia. Ależ ten czas leci...

Przepraszam, że nie weszłam na bloga, by złożyć Wam świąteczne życzenia, ale w związku z przygotowaniami do Bożego Narodzenia oraz spędzaniem tego czasu u Dziadka, gdzie nie miałam dostępu do internetu, było to po prostu niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że spędziliście tegoroczne Święta w miłym, rodzinnym gronie, że były one udane, prezenty trafione, a jedzonko przepyszne :) Wpadnę tu jeszcze przed sylwestrem, by złożyć Wam życzenia noworoczne, a może nawet z jedną czy dwoma recenzjami.

Ponieważ jestem bardzo ciekawskim osobnikiem, możecie się śmiało pochwalić, co znaleźliście pod choinką. Ale nie pogniewam się, jeśli nie zechcecie uchylić ani rąbka tej tajemnicy ;-)

A ja tymczasem zaprezentuję kilka świątecznych migawek:

Zdjęcie przedstawiające choinkę u Dziadka, a raczej jej fragment. Na pierwszym planie widzicie prezent, który moja Ciocia otrzymała ode mnie i mojej Siostry: oprawione w futrzaną ramkę zdjęcie jej kota :)


A to już nasza choinka. Niestety, długo ona w pokoju nie postała. Mama musiała wynieść ją na balkon, po tym jak koty (a właściwie tylko Bambi, bo Gustawa, o dziwo, drzewko nie interesowało) o mało nie rozniosły jej na kawałki i nie pożarły wszystkich igiełek.




A oto kartka świąteczna, którą dostałam od koleżanki z Twittera - postanowiłyśmy bowiem wymienić się świątecznymi pocztówkami. Jeszcze raz bardzo dziękuję! ♥


I Gucio w czapce Świętego Mikołaja. Do twarzy mu, prawda? ;-)


A na koniec półmiski z pierniczkami - od razu po upieczeniu, a więc niepolukrowane. Niestety, gdy już zostały pokryte lukrem, nie zdążyłam zrobić zdjęcia, nim zostały zjedzone :P

piątek, 21 grudnia 2012

Noble Smith - Mądrości Shire

Autor: Noble Smith
Tytuł: Mądrości Shire - krótki poradnik, jak żyć długo i szczęśliwie
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2012
Ilość stron: 232
Cena detaliczna: 32,90 zł

Polska nadal czeka na premierę głośnej ekranizacji tolkienowskiego Hobbita. Przyznam, że ja jestem tym filmem zainteresowana... choć sama nie wiem, czemu. Książkę czytałam w gimnazjum jako szkolną lekturę i wypadła jako tako (pomijając moje nastawienie do szkolnych lektur ;-)). A tu proszę, tak sobie nawet rozmyślam o kupnie biletu na seans.

W każdym razie, na fali zainteresowania kinową wersją Hobbita, na księgarskim rynku zaczęły się pojawiać pozycje traktujące o tych niezwykłych istotach (dowód: całe dwie duże strony w świątecznym katalogu Empiku, a to i tak jeszcze nie wszystko). Wiadomo, pisać każdy może... i tak dalej. Jakiś czas temu, przeglądając zapowiedzi, natknęłam się na interesująco wyglądającą książkę, po części (a może w większości) o hobbitach traktującą. To pozycja, o której właśnie piszę. Jej podtytuł brzmi: jak żyć długo i szczęśliwie. Już widzę Wasze kwaśne miny: 'Jak to - żyć długo i szczęśliwie? Takie rzeczy są tylko w bajkach!' Może i tak... a może jednak nie?

Książka traktuje o stworzonych przez Tolkiena postaciach. Każdy rozdział to coś w rodzaju opowiastki o życiu hobbitów i innych wykreowanych przez pisarza stworzeniach. Ale nie tylko. Bo tytułowe 'Mądrości Shire' to zbiór zasad, jakimi kierują się w życiu hobbici. I cech, jakimi się odznaczają. Mamy zatem dobro, uprzejmość, odwagę, moralność, spokój, współczucie, i wiele innych. Autor przeplata opowieści o tolkienowskich bohaterach ze swoimi przemyśleniami, a także historyjkami z własnego życia (związanymi z Hobbitem i Władcą Pierścieni) i z życia samego Tolkiena. Czynią one lekturę ciekawszą.

Jednak w pewnym momencie zauważyłam, że część z tych mądrości już gdzieś słyszałam. No jasne. To przecież podstawowe zasady jakimi my, ludzie, powinniśmy się w życiu kierować, wpajane nam od kołyski. Część z nich to również chrześcijańskie cechy i wartości, np. wymienione wyżej dobro, empatia, miłość. Ja nie jestem wielką fanką hobbitów ani tolkienowskiej prozy, o czym już wspomniałam na początku, dlatego trochę raziły mnie sformułowania takie jak: "Niech łaska elfów będzie z wami (...)"* czy "Niech światło Eärendila będzie przy was (...)"**. Zwłaszcza to pierwsze wydało mi się niezgodne z chrześcijańską wiarą, mimo iż rozumiem, że Tolkien opisał zupełnie inny świat i jest to czysta literacka fantazja.

Ponadto, w pewnym momencie, natłok hobbickich bohaterów i wydarzeń zaczął mnie nieco przytłaczać. Ktoś, komu proza Tolkiena nie jest na co dzień obca, pewnie z chęcią 'wtopi się' w treść książki i nie będą mu przeszkadzały wyłaniające się z każdej strony nowe imiona postaci (zresztą, dla niego i tak nie są one nowe).

Na końcu książki znajdziemy test, dzięki któremu możemy sprawdzić, czy... jesteśmy hobbitami :-) Ja, uwielbiająca wszelkiego rodzaju zabawy - a testy to już zwłaszcza - nie mogłam się oprzeć, by nie rozwiązać tego quizu, i okazało się, że jestem... hobbitopodobna. Choć niewiele brakuje mi do tego, by stać się "hobbitem pełną gębą"! ;-)

Na uwagę zasługuje z pewnością oprawa graficzna - piękna, wytłaczana, twarda okładka, a w środku dobrej jakości papier oraz ozdobna czcionka.

Podsumowując, książka dostaje pierwszą "ocenę połówkę" w historii mojego bloga. Na pewno dla miłośników Tolkiena lub tych, którzy z niecierpliwością oczekują na kinową premierę Hobbita, pozycja ta będzie naprawdę wciągającą i interesującą lekturę. Ja fanką "niziołków" nie jestem, dlatego wady, o których wspomniałam, sprawiły, że książka nie spodobała mi się jakoś specjalnie...

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!



___
* cytat pochodzi z książki "Mądrości Shire", [aut. Noble Smith, wyd. SQN 2012, tłum. Bartosz Czartoryski], strona 144
** cytat pochodzi z książki "Mądrości Shire", [aut. Noble Smith, wyd. SQN 2012, tłum. Bartosz Czartoryski], strona 214

sobota, 15 grudnia 2012

Mitch Winehouse - Amy. Moja córka

Autor: Mitch Winehouse
Tytuł: Amy. Moja córka
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2012
Ilość stron: 304 + 2 wkładki ze zdjęciami
Cena detaliczna: 34,90 zł

Charakterystyczny, niski głos. Mocny makijaż, wysoko upięte włosy. Mnóstwo tatuaży. I zbyt wcześnie zakończona kariera... Czy wiecie już, o kim mówię? O Amy Winehouse - wokalistce obdarzonej wspaniałym talentem, słynącej z zamiłowania do narkotyków i alkoholu, która zamiłowanie to przypłaciła swoim życiem...

Być może nie byłam/jestem jej wielką fanką, ale znam i lubię kilka jej piosenek. Moja przygoda z muzyką Amy zaczęła się któregoś dnia bodajże 2007 roku. Wtedy to w telewizji oglądałam fragment jej występu na pewnej gali. Rok później dostałam od Mamy w prezencie płytę CD, składankę, na której był właśnie jeden z  utworów Amy. Od tamtej pory z miłą chęcią przysłuchiwałam się muzycznym poczynaniom wokalistki, co zaś do jej kolejnych wybryków - tak jak wszyscy, martwiłam się, słysząc o kolejnych. Kiedy zobaczyłam, że nakładem Wydawnictwa SQN ukazała się biografia Amy Winehouse, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Autorem książki jest ojciec wokalistki - założyciel Fundacji Amy Winehouse, na rzecz której przekazuje cały dochód z książki.

Mitch Winehouse opowiada o życiu swojej córki od momentu jej narodzin, przez całą karierę, aż po niespodziewaną śmierć. Już we wczesnym dzieciństwie Amy była niezłym ziółkiem i wiedziała, czego chce. Autor przytacza wiele anegdotek z lat młodości wokalistki, m.in. to, jak chowała się w centrum handlowym, czy to, jak kilka razy lądowała na dywaniku u dyrektora. Widać również, jak bardzo Mitch i jego ukochana córka byli do siebie przywiązali - autor często o tym wspomina, zresztą na wspólnych zdjęciach widać wyraźnie, jak byli dla siebie nawzajem wsparciem; o Amy można nawet powiedzieć, że była prawdziwą "córeczką tatusia". W tym pozytywnym sensie, oczywiście. Ojciec Amy ze szczerością i naturalnością snuje historię nie tylko wokalistki, lecz również, przy okazji całej rodziny. Początkowo bowiem książka ta miała być właśnie opowieścią o rodzinie Winehouse. Los zdecydował inaczej.

Zagłębiając się w biografię, poznałam historię Amy, choć wcześniej nie kojarzyłam zbyt wielu faktów z jej życia. Momentami miałam wrażenie, jakbym wkraczała z butami w jej prywatność - czytając tego typu literaturę, zdarza mi się to często. Jednak gdyby nie książka, nie dowiedziałabym się tak wiele o tej wspaniałej piosenkarce. Nierzadko zdarzyło się, że uroniłam łzę podczas lektury tej opowieści. Ogromnie szkoda mi Amy, tego, że wpadła w szpony uzależnienia i nie potrafiła się z nich uwolnić. Show-biznes rządzi się swoimi prawami i nie każdy jest w stanie poradzić sobie z ciążącą na nim presją...

Amy to piosenkarka, która swoimi utworami wyróżniała się z grona innych wykonawców muzycznych. Jej piosenki to nie bezmyślna łupanina. One mają przesłanie. Choć Amy nie ma już wśród nas, jej twórczość pozostała.

To wspaniała książka. Jako biografia - napisana rzetelnie i szczegółowo. Ale publikacja ta ma również inny wymiar. To sposób, w jaki ojciec Amy chciał powiedzieć, że nie była ona taka, za jaką wszyscy ją uważali - a więc nierozsądna, imprezująca bez ustanku. Była bowiem niesamowitą, wrażliwą, pełną uczuć dziewczyną. Dla fanów pozycja obowiązkowa!

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!


środa, 12 grudnia 2012

Art Markman - Myśleć efektywnie

Autor: Art Markman
Tytuł: Myśleć efektywnie, czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele
Wydawnictwo: Edgard - Samo Sedno 2012
Ilość stron: 200
Cena detaliczna: 29,90 zł

Co to znaczy: myśleć sprytnie? Jak być kreatywnym? Jak wykorzystać potencjał swojego umysłu? Wiele z odpowiedzi na te pytania przewijało się już w innych recenzowanych przeze mnie poradnikach. Tym razem jednak Wydawnictwo Samo Sedno proponuje coś innego. Oto książka o myśleniu efektywnym. Co to dokładnie oznacza? Za chwilkę się przekonacie :-)

Z książkami dotyczącymi pracy nad efektywnością i wykorzystaniem potencjału umysłu spotykam się bardzo często. Może dlatego, że część mojej rodzinki bardzo się tymi zagadnieniami interesuje :-) Kiedyś mój wujek przywiózł mi książkę 'Mensa' z zagadkami i zadaniami na inteligencję. Nad jednym z ćwiczeń potrafiłam siedzieć kilka godzin, byleby znaleźć rozwiązanie. Dziś, gdybym sięgnęła po tę książkę, pewnie szybko odłożyłabym ją z powrotem na półkę. Brak mi cierpliwości, silnej woli i tego czegoś, co sprawiało, że kiedyś chciałam dowiadywać się jak najwięcej i próbowałam obmyślać twórcze rozwiązania.

Być może, że dzięki niniejszej książce się to zmieni. Autor proponuje nam technikę efektywnego myślenia, tzw. smart thinking. Dzięki niej możemy skutecznie rozwiązywać problemy, wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce i życiu codziennym, a jeśli tylko w naszej głowie pojawi się żaróweczka z pomysłem, dokonywać odkryć czy eksperymentować, nawet na miarę największych wynalazków.

Poradnik ten niesamowicie mi się spodobał. Przykłady, jakie podał autor, nadają wszystkiemu autentyczności. Bogactwo rad, jakie nam zaserwował, może zainteresować nawet najbardziej wybrednych czytelników (tych, którzy twierdzą, że "takie coś nie działa"), leniuchów pobudzi do działania, a wszystkim innym pozwoli uwierzyć w to, że i oni mogą myśleć efektywnie. Potrzeba tylko czasu i chęci.

Książka rewolucją może nie jest, bo znalazłam tu wiele faktów, o których już wiedziałam, a także nieco informacji, o których wie każdy (np. że sen jest bardzo ważny, albo że rozkładanie nauki w czasie pozwoli na opanowanie jej bez stresu i bez poczucia, że zostawiliśmy coś na ostatnią chwilę). Ale bez wątpienia stanowi ona coś wyjątkowego na rynku, jeśli chodzi o zagadnienia, które porusza. Mi dodatkowo książka z pewnością pomoże w szkole, na profilu humanistyczno - psychologicznym, na którym obecnie jestem. Są tu bowiem zagadnienia dotyczące psychologii poznawczej. A jak na razie dzięki lekturze postanowiłam 'rozruszać' nieco swój umysł.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard - Samo Sedno!

wtorek, 11 grudnia 2012

Danuta Wałęsa - Marzenia i tajemnice (audiobook)

Autor: Danuta Wałęsa
Tytuł: Marzenia i tajemnice
Wydawnictwo: Literackie 2011
Czas trwania: 692 minuty
Cena detaliczna: 34,90 zł

Nie za bardzo interesuję się polityką. Co zobaczę podczas wieczornych wiadomości, oglądanych przez Rodziców, co przeczytam w serwisach informacyjnych, co usłyszę na lekcji WOS-u, albo zostanie zapamiętane, albo ucieknie w czeluści pamięci. Kiedy jednak usłyszałam o książce napisanej przez Danutę Wałęsę - Pierwszą Damę RP, żonę polityka i noblisty, postanowiłam (ku swojemu zdumieniu, bo przecież z polityką mi nie po drodze), się z nią zapoznać. Z książką, ma się rozumieć. Okazji jakoś brakowało, aż do niedawna, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania audiobooka - wybrałam więc ten tytuł...

Marzenia i tajemnice to pierwsza książka w wersji audio, jaką miałam okazję posłuchać. Parę lat temu zakupiłam audiobook Krzyżacy, by nie czytać tej książki (moje uprzedzenie do lektur już pewnie znacie ;-)), ale z ambitnym zamiarem przesłuchania jej. Niestety, plan ten spalił na panewce, niedługo potem, jak wcisnęłam przycisk odtwarzania. Nudny głos lektora, który czytał powieść, jakby go ktoś gonił, kompletnie bez dykcji, bez uczuć i wyrazu sprawił, że od razu wyłączyłam audiobook i nawet do niego nie wracałam.

Co się zaś tyczy Marzeń i tajemnic - przesłuchałam je całe. I, o dziwo, było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Miło się słucha Doroty Kolak - nie czyta tekstu drętwo, byleby tylko 'odbębnić' swoje, ale nadaje mu charakter i łatwość odbioru. Najbardziej chyba martwiłam się tym, że cały czytany tekst będzie mi umykał, że po chwili zapomnę, co usłyszałam i będę musiała słuchać go od nowa. Jestem przecież wzrokowcem. Ale nie - być może to dzięki lektorce, a może po prostu samoistnie - mimo że skupiałam się na innych zajęciach, a audiobooka słuchałam 'przy okazji', treść zapadała mi w pamięć i nie gubiłam się.

Przechodząc do treści - Danuta Wałęsa w swojej książce przerywa milczenie, opowiadając o życiu przed i po ślubie z Lechem Wałęsą. Wspomina, jak bardzo chciała się wyrwać z niewielkiej, rodzinnej miejscowości, a potem jak wiodło jej się w wielkim mieście. Przywołuje wiele zarówno wartych refleksji, jak i uśmiechu, zdarzeń. W czasach stanu wojennego, gdy jej mąż był często aresztowany, Danuta Wałęsa walczyła o przetrwanie swoje i swoich dzieci. Dowiedziałam się również, jak ważny był dla niej Ojciec Święty Jan Paweł II. Autorka zaznaczyła, że wielu rzeczy nie pamięta, ale swoją historię snuje z zaskakującą szczerością, na wiele spraw patrzy subiektywnym okiem. Pani Wałęsa odznacza się wielkim chartem ducha, jest odważna, momentami jej postawę odebrałam jako wręcz feministyczną. Mogłabym jeszcze rozwodzić się nad fabułą, przytoczyć wiele zdarzeń z życia autorki... ale nie chcę Wam zabierać przyjemności czytania lub słuchania (zależy, jaką formę wybierzecie).

Moja Mama również przysłuchiwała się temu audiobookowi, zainteresowała ją historia państwa Wałęsów. Ja dowiedziałam się z niej również wiele o życiu w czasach stanu wojennego. Słuchanie audiobooka było przyjemnym doświadczeniem, i gdyby dziś ktoś mnie zapytał, czy będę obcować z książkami w takiej wersji, moja odpowiedź brzmiałaby krótko: TAK! :-)

Za możliwość przesłuchania audiobooka bardzo dziękuję serwisowi Audeo.pl!

piątek, 7 grudnia 2012

Mike Flynn, Doug Gregg - Uzdrowienie wewnętrzne

Autorzy: Mike Flynn, Doug Gregg
Tytuł: Uzdrowienie wewnętrzne. Pozwól Jezusowi uzdrowić Twoje serce
Wydawnictwo: Esprit 2012
Ilość stron: 336
Cena detaliczna: 34,90 zł

Każdy z nas przeżywa czasem coś trudnego. Traumy z przeszłości, które mają wpływ na teraźniejszość, wydarzenia, które sprawiły, że poczuliśmy się odrzuceni, lęki, fobie, nieakceptowanie samego siebie... Trudno się uporać z podobnymi odczuciami. Autorzy niniejszej książki opisują w jaki sposób możesz sobie pomóc. Uzdrowienie wewnętrzne, bo o nim właśnie mowa, to forma Bożej łaski, dzięki której uzyskujemy szczęście.

Autorzy przytaczają wiele historii, zarówno biblijnych, jak i tych z życia codziennego, dotyczących uzdrowienia wewnętrznego. Byłam naprawdę zaskoczona, czytając niektóre z nich, oczywiście w tym pozytywnym sensie. Cała książka i zawarte w niej historie są niesamowicie inspirujące do zmiany swojego życia na lepsze: do uwierzenia w to, że Bóg chce naszego dobra i pomaga nam, choć my nie zawsze jesteśmy tego świadomi i do otworzenia się na działanie Ducha Świętego.

Czasem lubię sięgnąć po takie książki. Ich lektura wiele mi uświadamia. Ta książka rozstrzygnęła kilka nurtujących mnie kwestii i dzięki niej wiem więcej na temat tego, jak Bóg działa poprzez Ducha Świętego. To publikacja niemal idealna na Adwent: czas refleksji, pracy nad sobą.

Uzdrowienie wewnętrzne umiejscowiłam poza oceną: książka ta jest uniwersalna i nie da się jej porównać z innymi, jakie recenzuję na blogu.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!



PS Przepraszam Was, że ostatnio tak rzadko zamieszczam recenzje. Niestety, na tygodniu prawie nie mam czasu, by czytać ani tym bardziej pisać opinie - nauka zajmuje na razie najwięcej mojego czasu. Postaram się jakoś to unormować, pogodzić, tak, by czytać i pisać częściej, mam nadzieję, że mi się to uda! Pozdrawiam ciepło w ten mroźny dzień! ;-)