wtorek, 2 kwietnia 2013

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci

Dzisiejsza data to rocznica śmierci naszego wielkiego papieża Jana Pawła II. Jest to również rocznica urodzin znanego baśniopisarza Hansa Christiana Andersena. Co najdziwniejsze, pogrążyłam się dzisiaj w lekturze Królowej śniegu autorstwa Andersena, i myślałam sobie o przygotowaniu notki o książkach dla najmłodszych. A tu dowiaduję się, że dziś obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci! Zbieg okoliczności? ;-)

Trochę historii...
W 1967 roku organizacja IBBY ustanowiła drugi kwietnia Międzynarodowym Dniem Książki dla Dzieci. Od tamtej pory obchodzony jest on co roku, a gospodarzem wybiera się różne państwa. Polska była takowym w 1979r.

W jakim celu ustanowiono taki dzień?
Okej, właśnie zadałam pytanie retoryczne. Pytać o cel w tym przypadku, to tak jakby zastanawiać się, w jakim celu przezroczyste coś leci z kranu. Najważniejszą chyba ideą jest propagowanie czytelnictwa wśród najmłodszych (choć nie tylko, bo i dorośli może znajdą chwilkę czasu, by poczytać swoim pociechom). No bo... Wyobrażacie sobie dzieciństwo bez książek?

Moje prywatne 'The best of Książki dla dzieci'
Każdy z nas ma swoje ulubione książki, które czytał w dzieciństwie, które przywołują mu ten okres na myśl, które kojarzą się z tym czasem... Ja chyba nie potrafiłabym, spośród tylu ukochanych tytułów, wybrać ścisłej czołówki, ale za to mogę wymienić choć kilka, które na uwagę zasługują, w ramach Międzynarodowego Dnia Książki dla Dzieci. Z góry ostrzegam, że mogę się bardzo rozpisać ;-)

Baśnie i bajki


Któż z nas nie zaczytywał się w baśniach Andersena, Perraulta czy braci Grimm? A może, poza tymi klasycznymi twórcami, sięgaliśmy po utwory innych baśniopisarzy, na przykład opowieści z Dalekiego Wschodu czy Afryki? Sama mam Złotą Księgę Baśni, którą w dzieciństwie sprezentował mi Tata; wielką książkę z baśniami z całego świata. Jednak najbardziej kocham chyba te pisane przez Andersena. Ciepło bijące ze słów, dobre zakończenia (przeważnie...) i uniwersalność każdej baśni - to jest chyba to, za co tak je cenię. Na zdjęciu możecie zobaczyć bardzo stare wydanie z 1988 roku, ale to właśnie po tę książkę z baśniami Andersena sięgam najczęściej. Może to czar pięknych ilustracji Jana Marcina Szancera? A może zapach pożółkłych stronic?
Oprócz baśni są też bajki. Tak właściwie nie rozumiem chyba różnicy między nimi. Zdaje się, że chodzi o to, iż bajki są krótkie, i z morałem, a baśnie są długie i... morału nie zawierają. I właśnie, jeśli o bajki chodzi, twórczość Ezopa przemawia do mnie najbardziej.

Klasyka


Czas na książki, które od dawna widnieją na liście Klasyki literatury dziecięcej. Czy uchował się ktoś, kto nie słyszał o rudowłosej Ani Shirley, dzieciach wkraczających do tajemniczego ogrodu czy misiu o bardzo małym rozumku? Klasyka istnieje, i, czy się chce, czy nie, trzeba ją poznać. Sama za klasyką nie przepadam i sięgam po tego typu książki naprawdę baaaaardzo rzadko, ale kanon literatury dziecięcej jest dla mnie do zniesienia (i myślę, że byłby dla większości osobników, którzy również są z klasyką na bakier). Jednym z moich typów jest oczywiście 'Ania z Zielonego Wzgórza' - historia, która bawi kolejne pokolenia i która chyba nigdy nie zostanie zapomniana. 'Mała księżniczka' to książka, przy której nieraz uroniłam łezkę, ale również rozgrzewa ona serce. 'Kubuś Puchatek' to już chyba legenda. I nic już chyba nie muszę dodawać. Ale ten klasyczny, żelazny wręcz zestaw Książek, które trzeba znać, i które się zna wzbogaciłabym serią o Paddingtonie - uroczym misiu, którego pewna angielska rodzina przygarnęła ze stacji kolejowej. Pamiętam, jak się w tych książkach zaczytywałam (i, jak widać, się przez to ciągłe zaczytywanie poniszczyły - zwłaszcza tom pierwszy). Paddington to jeden z bohaterów-symboli mojego dzieciństwa. W moim sercu ważne miejsce zajmuje też literatura skandynawska, z Muminkami i powieściami Astrid Lindgren na czele. 'Dzieci z Bullerbyn', 'Madika z Czerwcowego Wzgórza', 'Pippi Pończoszanka'... Ale mnie wzięło na wspomnienia. Chyba skoczę jutro do biblioteki i wypożyczę powyższe tytuły, bo nabrałam chrapki na ich ponowne przeczytanie...

Literatura współczesna

Mało jest dziś naprawdę wartościowych książek dla dzieci. Rynek księgarski zalewają pozycje naprawdę marnej jakości, zarówno pod względem treści, jak i ilustracji. Ale to już chyba temat na kolejny post, bo zalewam Was słowotokiem, a notka robi się długa jak dzień po zmianie czasu z zimowego na letni. Pewnie nie wszystkie książki zamieszczone na zdjęciu powyżej mogą swobodnie pretendować do tytułu pozycji z literatury współczesnej, a ja zaraz zbiorę baty, że się nie znam. Ale - po pierwsze primo 'Mikołajek' bawi od pokoleń, po drugie primo 'Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki' to książka urocza, porywająca i wręcz pachnąca dzieciństwem. Poza tym w Polsce ukazała się niedawno, więc czemu by nie zaliczyć jej do współczesności? Ale jeśli chodzi o 'Kocie historie' to już nie ma wątpliwości, że należą one do dzisiejszych lektur.

Uff, ostrzegałam, że się rozpiszę!

Wszystkie te opowieści poleciłabym nie tylko dzieciom, ale także, a nawet szczególnie dorosłym. Bo to im najbardziej przydałyby się - po to choćby, by przypomnieć sobie, jak to jest być dzieckiem i po to, by tę cząstkę dziecka zachować w sobie jak najdłużej.

A jak Wasze typy?

14 komentarzy:

  1. Widzę, że nasze typy są całkiem podobne - zwłaszcza jeśli chodzi o Anię, Małą Księżniczkę czy Chwałę mojego ojca... ;) Mikołajka niestety jeszcze nie miałam okazji czytać, ale kiedyś to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hohoho, toś się rozpisała! Uważaj, bo ja też się rozpiszę - w komentarzu :D

    Baśnie - jak ja je uwielbiam! Tak samo jak bajki. Każde są bardzo ciekawe, no i pouczające. "Ania z Zielonego Wzgórza" była moją lekturą szkolną, którą, o dziwo, miło wspominam (bo wiesz, ja za lekturami szkolnymi zbytnio nie przepadam). Ta książka jest wspaniała! Mam chrapkę na kolejne części przygód tej rudowłosej dziewczynki. :) "Mała księżniczka", hmm... Nie, nie czytałam jej, ale sądzę, że kiedyś po nią sięgnę. A powieści o Kubusiu Puchatku są the best! <3 Jednak jeszcze nie miałam przyjemności zapoznać się z historiami o Paddingtonie. Muminki i książki Astrid Lindgren - ech, co tu dużo mówić... Są świetne! Mikołajek jest również fajny :D "Chwały mojego ojca. Zamka mojej matki" nie czytałam, ale mam zamiar. Jeśli chodzi o "Kocie historie" - ciągle się za nie zabieram, i się zabrać nie mogę :P Ale podczytywałam niektóre rozdziały we wszystkich trzech częściach tej serii i dla mnie super! Bardzo zabawne historyjki! <3

    Hmm, nie wiem, czy bym coś jeszcze dorzuciła, bo prawie wszystkie moje typy zgadzają się z Twoimi :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś miałem taki fajny Kuferek Bajek Braci Grimm - fajne historie w fajnym wydaniu :)
    Poza tym największym sentymentem darzę "Dzieci z Bullerbyn" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym miała dzieci to przede wszystkim czytałbym im klasykę czyli baśnie braci Grimm i inne książki z mojego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. fantastycznie,ze u ludzi zmienił się tez pogląd,czytaja ksiązki dzieciom,w dziś w świecie komputerów,czytanie książek zanika,dobrze,że dorośli jednak zwaracają uwagę na to,że to ksiązki rozwijają wyobraznię:]
    lubię tu u Cb przebywać:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, w dzisiejszym świecie dzieciom już od najmłodszych lat kupuje się komputery, telefony dotykowe, odtwarzacze muzyki... Może i to też jest ważne, żeby dziecko obcowało ze światem techniki, ale np. wspólne czytanie schodzi na dalszy plan, a zainteresowanie książkami spada. Ja w dzieciństwie nie miałam komputera, miałam książki i zabawki - i to mi wystarczało ;)

      Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  6. Mi najbardziej utkwiła bajka o misiu i tygrysku, jak szukali panamę - nie pamiętam dokładnie tytułu, ale wg mnie świetna bajeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, chodzi Ci zapewne o bajki Janosha? Również się w nich zaczytywałam w dzieciństwie :)

      Usuń
  7. Oj,naczytałam się swoim córeczkom bajeczek, wierszyków i baśni. A pamiętasz Haneczko "Cudaczka Wyśmiewaczka", to była książka, z którą nie rozstawałaś się i wciąż prosiłaś, by Ci czytać.Na półkach stoi bardzo dużo "bajecznych" książek, może kiedyś pochwalisz się nimi na blogu?

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje ulubione bajki to Kopciuszek, Królewna Śnieżka i Kubuś Puchatek. Pamiętam też jedną bajkę o królewnie Adalminie,niestety autora nie mogę sobie przypomnieć. Moim dzieciom opowiadałam bardzo często tę bajkę. Cykl o Ani Shirley przeczytałam cały, nawet tę pierwszą książkę wprowadzającą, innej autorki Budge Wilson "Droga do Zielonego Wzgórza". "Kocie historie" polecam, to książka dla miłośników kotów w szczególności, autor tak plastycznie ukazał koci charakter i w tak zabawny sposób opisał przygody trzech przedstawicieli kociego gatunku. Wymieniać mogę bardzo dużo bajek, bajeczek czy baśni, ale jedno jest pewne: bez nich świat byłby szary i nieciekawy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm.. Magia dziecięcych książek...

    OdpowiedzUsuń
  10. Baśnie Andersena i "Kubusia Puchatka" miałam dokładnie w tym samym wydaniu.
    A mój typ już znasz. Zdecydowanie "Dzieci z Bullerbyn"

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam 5 lat jak przeczytałam "Dzieci z Bullerbyn", wszelkie baśnie i bajki były mi czytane przez siostrę i rodziców, gdy byłam troszkę większa pochłaniałam książki w całości, i tak mi zostało ;) Bardzo dobry temat swoją drogą ;)
    zapraszam do mnie na recenzję "poradnika pozytywnego myślenia" :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z rozrzewnieniem wspominam "Dzieci z Bullerbyn", "Tajemniczy ogród" i "Małą księżniczkę". Baśnie braci Grimm poznałam już w późniejszym wieku, bo dopiero w liceum, i teraz należą do moich ulubionych. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)