Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

sobota, 5 kwietnia 2014

FILM: "Mój biegun"

 

 

 

 

Z filmami nakręconymi na podstawie autentycznych wydarzeń to jest tak: albo okaże się szmirą, która chce tylko wycisnąć kasę na ciekawej historii, albo obrazem, który wciśnie w fotel, wywoła emocje i zbierze dobre oceny.


Historię Jaśka Meli zna chyba każdy. Nie znasz? Ups. I mimo że nie zaczyna się różowo, to ma niesamowity wpływ. Motywuje. Daje siłę. Pokazuje, że warto walczyć, wierzyć, spełniać marzenia. Że nie można się poddawać. Że wszystko jest możliwe.

Skupiając się na kreacjach aktorskich, mogę powiedzieć, że Bartłomiej Topa (odtwórca roli ojca Janka) przyćmił chyba wszystkich. Dał niezły pokaz swoich umiejętności. Nawet Magdalena Walach (tutaj jako matka) zagrała dość ciekawie, chociaż niezbyt za nią przepadam. I w końcu Maciej Musiał, który zmierzyć się... musiał (sic!) z główną rolą. Dzięki temu odciął się trochę od postaci bananowego Tomka Boskiego z popularnego serialu "rodzinka.pl", i trzeba przyznać, że nawet dobrze mu poszło.

Co mnie nieusatysfakcjonowało? Oglądając film, zastanawiałam się, ile jeszcze będzie trwać, skoro tyle już minęło, a nadal nie było mowy o tytułowym biegunie. No i gdzie nakręcą te sceny - w Tatrach? Okazało się jednak, że scen biegunowych nie nakręcano ani w Tatrach, ani w Alpach ani w innych górach. Wstawiono po prostu fragmenty oryginalne z wyprawy Jaśka. Czy pozostawiło to niedosyt? No może w pewnym sensie, ale za to dodało filmowi realizmu.

Przypomina się film poświęcony historii Agaty Mróz-Olszewskiej, "Nad życie". I porównując oba te obrazy, muszę przyznać, że "Mój biegun" robi lepsze wrażenie. Nie wiem, czy to sprawka aktorów, scenariusza, montażu, muzyki czy czego tam jeszcze (bo przecież obie te historie wzruszają i zapadają w pamięć), ale film o Jaśku zdaje się jakby bardziej autentyczny.

Powracając klamrą do wstępu - szmira to to nie jest. I choć do arcydzieła trochę temu obrazowi brakuje, to na pewno warto go obejrzeć. Ot, choćby aby poznać całą historię tego niezwykłego chłopaka.

8 komentarzy:

  1. Boję się takich filmów- strasznie mnie wzruszają i nie mogę po nich wrócić do porządku dziennego- ale jednak za to je właśnie kocham!

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam z klasą w kinie na tym filmie. Niektórzy podeszli do niego emocjonalnie inni...cóż, szczeniacko, a film jest niesamowity. Oby nikomu więcej nie przytrafił się taki wypadek :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy wcześniej nie ssłyszałam o tym filmie, czego żałuję. Chyba właśnie podsunęłaś mi zajęcie na wieczór! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie go wczoraj obejrzałam. Mam jednakowe odczucia co ty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę go w końcu zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tym filmie! I powiem Ci, że jestem zaciekawiona :) Chociaż nie spodziewam się szału :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam o nim, ale boję się wylanych łez :D

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)