Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

piątek, 25 kwietnia 2014

LITERATURA: "Klinika pod Boliłapką. Muszka, która nie umie latać", Liliana Fabisińska

 

 

 

 

 

 

Gdy recenzujesz książkę przeznaczoną dla dzieci, a sama masz już niemalże osiemnaście lat, musisz przyjąć postawę rodzica. Albo udawać, że nadal jesteś dzieckiem.









"Muszka, która nie umie latać" to pozycja z serii Klinika pod Boliłapką. Byłam zaskoczona, a jednocześnie ucieszyłam się (jak dziecko ;)), gdy okazało się, że otrzymałam książeczkę z kotem na okładce, a więc o tymże zwierzęciu traktującą. Autorką jest Liliana Fabisińska, którą bardzo dobrze znam z serii "Bezsennik", w której zaczytywałam się, będąc młodsza i innych książek, poznanych nie tak dawno.

Tytułowa Muszka to kotka, która pewnego dnia niefortunnie spada z parapetu. Konieczna jest wizyta u weterynarza. Tę przyjemną książeczkę zarówno można czytać dziecku, jak i przekazać mu do samodzielnej lektury. Parę razy zapominałam się jednak, że ta pozycja przeznaczona jest dla młodych czytelników oraz że właścicielka Muszki to kilkuletnia dziewczynka, i dziwiłam się jej naiwności (bohaterki, nie książki). Ale przecież dziecko nie ma rozumu dorosłej osoby, no, Hanka, puknijże się w głowę!

Dlaczego warto mieć tę książkę w swojej biblioteczce? Przede wszystkim jest to pozycja wartościowa. Nie traktuje o księżniczkach czekających na swojego księcia z bajki albo wróżkach mieszających magiczne mikstury. "Muszka, która nie umie latać" uczy poszanowania dla zwierząt i odpowiedzialności, pokazuje także, jak wygląda praca weterynarza. Duży druk i ilustracje ułatwiają czytanie. A okładka jest prześliczna! Prawda?
 
Sama, mimo że mam tyle lat, ile mam, chętnie zapoznałabym się także z pozostałymi książeczkami z serii "Klinika pod Boliłapką" :).
 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję
Wydawnictwu Publicat.

2 komentarze:

  1. Na książkę jestem za stara, aczkolwiek kiedyś na pewno będzie to dobra pozycja dla moich przyszłościowych dzieci ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, zwłaszcza że, jak już wspomniałam w recenzji, jest to pozycja wartościowa :).
      Pozdrawiam!

      Usuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)