sobota, 17 maja 2014

JĘZYKI OBCE: "Angielski w karteczkach. Słownictwo dla średnio zaawansowanych, cz. 1"

 

 

 

 

Pozostając w temacie języków obcych, chciałabym przedstawić Wam kolejny zestaw do nauki angielskiego. Ostatnio prezentowałam pozycję Wydawnictwa Cztery Głowy ("Amerykański kontra brytyjski"), teraz skupimy się na słownictwie dla średnio zaawansowanych z oferty Compagnia Lingua.







Wiele razy pisałam o fiszkach. To zdecydowanie moja ulubiona forma nauki języków obcych (chociaż próbowałam także np. z pojęciami z języka polskiego) - szybka, prosta, efektywna. Pozwala opanować naprawdę spory materiał w stosunkowo krótkim czasie, jeśli tylko się przyłożymy :).

Ten zestaw zawiera aż 1000 karteczek. Słownie: tysiąc. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak ogromną liczbą fiszek w jednym pudełku! To robi wrażenie. Dodatkowo dołączone zostały: CD z nagraniami; twarde przekładki, aby podzielić karteczki ze słówkami na te, które się umie, powtarza, pozostawia do nauki lub jest się w jej trakcie; etui a także smyczkę. No full wypas, byśmy powiedzieli, prawda?

Znacie pewnie zasady korzystania z fiszek. W tym przypadku warto wspomnieć o jednej istotnej różnicy, mianowicie tłumaczenie słówka zapisane jest na rewersie karteczki... do góry nogami. Obracamy zatem ją, kierując w górę. Ze spraw technicznych to tyle, ciekawe natomiast jest to, że w przeciwieństwie do innych fiszek, na tych oznaczona została także... popularność słówka. To pozwoli się nam zorientować, na ile ważny jest ten wyraz w codziennych konwersacjach.

Moja współpraca z tą publikacją jak na razie przebiega dość dobrze - przyswoiłam kolejnymi słówka, z czego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że jeśli tak dalej pójdzie, uda mi się opanować wszystkie wyrażenia i będę mogła zapoznać się z następnymi szczeblami poziomu średnio zaawansowanych :).

Za egzemplarz do recenzji dziękuję

środa, 14 maja 2014

JĘZYKI OBCE: Języki, których chcę się nauczyć

Jak zapowiedziałam, pozostajemy w temacie języków obcych (tak, pomęczę Was nim do końca tygodnia! ;)). Tym razem podzielę się z Wami bardziej osobistym wyznaniem - przedstawię języki, jakich chciałabym się nauczyć.

Tegoroczna Eurowizja pozostawiła we mnie dwa przekonania. Po pierwsze, że ta Conchita (ten Conchita?) śpiewa naprawdę dobrze. Jakich kontrowersji by nie wzbudzał(a), choć ja tam jestem w stosunku do niej (niego? Ludzie, ratujcie!) tolerancyjna, talent ma. Po drugie, naprawdę chciałabym wiedzieć, o czym śpiewają uczestnicy, gdy nie robią tego po angielsku. To wspaniałe uczucie znać więcej niż dwa-trzy języki. Nie mówiąc o tym, jak znajomość takiego szwedzkiego czy koreańskiego może przydać się w pracy!



JĘZYK ANGIELSKI
Tak, tak, nieprzypadkowo znalazł się w niniejszym wpisie. Powiecie pewnie: "Chwila, przecież już się go uczysz!". Macie rację. Angielski to język, bez którego znajomości w dzisiejszych czasach nie da się zrobić praktycznie nic. No, chyba że siedzieć i płakać. Dlatego chciałabym go znać na tyle dobrze, jakby to był mój język ojczysty. Bardzo żałuję, że nie jestem w klasie z rozszerzonym programem jego nauczania.

JĘZYK WŁOSKI
Jeszcze przed pójściem do liceum zaczęłam się go uczyć, bo chciałam go opanować. Nie byłam pewna, czy będzie realizowany akurat w mojej klasie. I może dobrze by się stało, gdyby nie był. Z miesiąca na miesiąc traciłam zapał do nauki, teraz nie ma chyba czego już zbierać. Mój zasób słownictwa jest niewielki, umiejętności gramatyczne - znikome. A właściwie żadne. Potrzebuję dobrej motywacji i sama zacząć przykładać się do nauki tego języka, bo w szkole to już nic z tego nie wyniknie.

JĘZYK CHIŃSKI
Aka język przyszłości, proszę państwa. Chińczycy opanowują powoli cały świat, ale teraz, gdy ten język należy jeszcze do tych z rodzaju niszowych, jego znajomość będzie bardzo pożądana na rynku pracy. Do tego cała kultura chińska... No i muszę przyznać, że to po obejrzeniu (wprawdzie znowu nie od początku - już tak mam) filmu "Karate Kid" wkręciłam się w całą tą sprawę z chińskim ;).

JĘZYK NORWESKI
Ostatnio nie mam motywacji, by na serio w końcu zabrać się za naukę tego języka. Brak mi także potrzebnych materiałów, choć wiadomo, że "jak się chce, to się może wszystko".

JĘZYK ROSYJSKI
Trzeba przyznać, że choć podobny do naszego, to jednak na swój sposób oryginalny. I piękny. Ktoś może powiedzieć, że to obciach się go uczyć, że brzmi, jak rozmowa starszych pań, które zaciągają, aż uszy bolą. Ale posłuchajcie piosenki Ałły Pugaczowej "Я пою". Ja absolutnie kocham ten utwór.

Opcjonalnie: język hiszpański (miłość do Realu Madryt), język japoński (gdyby z chińskim nie wyszło, ewentualnie jako uzupełnienie... zresztą kiedyś już próbowałam!), język turecki (moi przodkowie byli Turkami czy też Tatarami - tu kwestia sporna - dlaczego by więc nie opanować ich języka?). Uff, trochę się tego nazbierało ;). Czy wystarczy mi samozapału i sił? Mam nadzieję!

Teraz Wasza kolej - koniecznie opowiedzcie mi o językach, jakich chcecie się nauczyć i jakich się uczycie, a także o metodach, które Wam w tym pomagają!

poniedziałek, 12 maja 2014

JĘZYKI OBCE: "Fiszki. Amerykański kontra brytyjski"

 

 

 

Będziemy się od dzisiaj bawić w Tydzień Języków. Tak sobie Hania wymyśliła, a co. Mam parę pomysłów na posty dotyczące właśnie tematyki języków obcych. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę... ale myślę, że raczej się to nie stanie ;). Na dzień dzisiejszy proponuję fiszki!

 

 


Fiszki znacie. Jeśli od odpowiednio długiego czasu do mnie zaglądacie, na pewno zauważyliście, że często korzystałam z takiego typu pomocy naukowych i prezentowałam je na blogu. Od tamtej pory upłynęło jednak trochę wody w rzece, dlatego postanowiłam odświeżyć nieco zaniedbany kącik językowy. Dzisiaj zapoznam Was z naprawdę interesującą pozycją - "Amerykański kontra brytyjski!".

Jak wiadomo, w szkołach uczą angielskiego. No, nie tylko w szkołach, i może nie we wszystkich też uczą, ale nie czepiajmy się szczegółów. Dobra, ale przecież nawet angielski nie jest ujednoliconym językiem - istnieją jego różne odmiany - głównie z brytyjskim i amerykańskim właśnie na czele - a także gwary, dialekty itp. Stąd też czasem dochodzi do nieścisłości i niezrozumienia, bo brytyjskie frytki to amerykańskie chipsy. Co z tego, że i te, i te robione są z ziemniaków?


Fiszki są o tyle przydatnym i pomocnym narzędziem do nauki, że u wzrokowca działają niemalże od razu. Wystarczy spojrzeć na karteczkę, odwrócić ją, znów spojrzeć i tymże sposobem utrwalamy słówka wraz z ich tłumaczeniami w pamięci. Na takich fiszkach znajdują się także przykłady użycia danych wyrazów w zdaniu (w tym przypadku też), jednak... ja zazwyczaj na nie nie patrzę ;). A gdy patrzę, to i tak bardziej skupiam się na zapamiętaniu samego słówka.

Niniejsza propozycja to fiszki przedstawiające amerykańskie wersje niektórych brytyjskich słówek i wyrażeń. To właśnie z tymi drugimi spotykamy się częściej. Warto jednak poszerzać swój zasób słownictwa. Znajomość obu tych odmian języka angielskiego na pewno nam się przyda, czy to w pracy, czy w życiu codziennym. Praca z tymi fiszkami uświadamia mi, że nie znam zbyt wielu amerykańskich odpowiedników poszczególnych wyrazów i zwrotów. Ale po to właśnie są, bym je poznała :). Już pobrałam na telefon nagrania mp3 i będę kontynuować moją przygodę z tym tytułem.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję