wtorek, 29 stycznia 2013

Thomas J. Craughwell "Biblijne czarne charaktery"

Autor: Thomas J. Craughwell
Tytuł: Biblijne czarne charaktery
Wydawnictwo: Esprit 2009
Ilość stron: 368

W Biblii, czy to w Starym, czy w Nowym Testamencie, natykamy się na szereg bohaterów dobrych, prawych i sprawiedliwych. Jednak pośród tych pozytywnych postaci znajdziemy również osobniki spod ciemnej gwiazdy - bohaterów nikczemnych, oszustów, zdrajców... Krótko mówiąc - czarne charaktery...

To właśnie o nich traktuje niniejsza książka. Autor przedstawia historie przeróżnych złych bohaterów biblijnych: począwszy od bratobójcy, Kaina, przez zazdrosnego Jakuba, po Salome czy syna marnotrawnego. Ale oprócz tych znanych postaci, wspomniani zostali tu również Szeba, Chanun czy Mika Efraimita. Możecie zapytać - po co pisać o takich postaciach? Odpowiedź jest następująca: po to, by te historie przestrzegły nas, byśmy nie czynili tak samo. Żebyśmy potrafili oddzielić dobro od zła, nie poddawać się żądzom władzy, namiętnościom i nie powielać zachowań, które zgubiły tych niektórych biblijnych bohaterów. Ponadto, sięgnąć po tę książkę może nie tylko chrześcijanin. Przecież wszelkie słabości, namiętności, powszechne w dzisiejszym świecie zachowania dotyczą wszystkich, bez względu na wyznanie.

Autor dużo uwag i wskazówek kieruje do rodziców. Wiele bowiem historii dotyczy tu relacji między rodzicami a dziećmi, czy rodzeństwem - za przykłady mogą tu posłużyć córki Lota i problem kazirodztwa czy synowie Jakuba lub Amnon - w tych przypadkach zemsta. Dzięki takim poradom, książka ta wskazuje sposoby na zapobieganie błędom wychowawczym - czyż nie jest to uniwersalne?

Ale, ale! Te opowieści wcale nie są tylko i wyłącznie pouczające, nie prawią nam morałów, nie wytyczają zakazów i nakazów, do jakich mamy się stosować. Każdy ma przecież wolną wolę i wybiera to, co mu się podoba. Po "ale" chciałam natomiast dodać, że autor swoją książkę napisał w bardzo interesujący sposób. Opisał tu historie biblijnych typów spod ciemnej gwiazdy z pewną dawką humoru i dużą dozą polotu. Wplótł zabawne komentarze, co sprawia, że lektura jest nadzwyczaj lekka, a do tego wciągająca, wobec czego nie zauważa się ujętego w niej dydaktyzmu.

Koniecznie musicie poznać ten pasjonujący zbiór historii biblijnych rzezimieszków i wskazówek, jak nie popełnić podobnych czy takich samych grzechów i błędów. Lektura tej książki to również chwila refleksji i rozważań nad znanym, odwiecznym wyborem - dobro czy zło.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!


sobota, 26 stycznia 2013

Leonardo Faccio "Messi. Chłopiec, który zawsze się spóźniał, a dziś jest pierwszy"

Autor: Leonardo Faccio
Tytuł: Messi. Chłopiec, który zawsze się spóźniał, a dziś jest pierwszy
Wydawnictwo: Sine Qua Non 2012
Ilość stron: 252

Jestem fanką Realu Madryt i to się chyba nigdy nie zmieni. W zasadzie, jestem tego pewna. Ale przyznajcie sami, że w tym Messim jest coś niesamowicie intrygującego - oczywiście, mówię o jego fenomenie, który odbił się głośnym echem na całym świecie. Dwudziestopięcioletni piłkarz zgarnął już niemal wszystkie futbolowe trofea, po które można sięgnąć. I niewykluczone, że otrzyma ich jeszcze więcej...

Autor przedstawia nam historię Messiego. Jednak nie opowiada nam on tylko o piłkarskich osiągnięciach Argentyńczyka. Cofa się do młodzieńczych lat sportowca, a nawet wplata wątki jego rodziny. Messi był bardzo przywiązany do swojej babci od strony mamy, lecz zmarła ona gdy miał 10 lat. Sława nie pozwala Leo na częste kontakty z bliskimi. Autor pisze o tym w biografii, rozmawiał bowiem z wieloma osobami z otoczenia Messiego, również z jego rodziny.

Chętnie czytam biografie znanych ludzi, najczęściej sportowców, ale lubię biografie w ogóle. Dzięki nim dowiaduję się wielu faktów i interesujących rzeczy z życia tych osób. Jak zachowują się i co robią za kulisami, gdy gasną światła reflektorów i błyski fleszy. Odwrotnie niż wszelkie gazety czy serwisy plotkarskie, biografie nie skupiają się na skandalach z udziałem tych ludzi, lecz na ich życiu od "pieluszki". To dlatego tak je lubię.

W tym przypadku autor zadbał o to, by książkę czytało się szybko i przyjemnie, ale jednocześnie nie szczędził nam szczegółów z życia tego znanego sportowca. W ten sposób z kart biografii wyłania się obraz  człowieka skromnego, dla którego piłka nożna stanowi ważną część życia. W publikacji nie zabrakło również fotografii.

Sam Messi stał się wzorem dla wielu młodych chłopców marzących o piłkarskiej karierze. Ale nie tylko ich. Swoją historią związaną z karłowatością, a zakończoną happy-endem uświadomił cierpiącym na podobne schorzenie, że nie wolno się poddawać, bo to najgorsze, co można zrobić. Wszak mówi się, że nic nie jest niemożliwe, a każde brzydkie kaczątko zmieni się kiedyś w pięknego łabędzia.

Ach, i chyba nie muszę wspominać o wspaniałej oprawie graficznej? ;-)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!


sobota, 19 stycznia 2013

Wyróżnienie Versatile Blogger, czyli kilka faktów o mnie :)

Witam!
Mam dziś chwilowy dostęp do komputera (na Facebooku informowałam Was już o tym, że z powodu zepsutego PC nie będę mogła często dodawać nowych recenzji... Czekam, aż zostanie naprawiony, albo na kupno nowego ;)), więc postanowiłam wpaść i zamieścić notkę o wyróżnieniu Versatile Blogger, które otrzymałam od Ciarolki i Taki jest świat, za co serdecznie dziękuję!

Zabawa polega na tym, by pokazać nagrodę The Versatile Blogger na swoim blogu, podziękować tym, którzy go nominowali, zamieścić 7 faktów o sobie, a następnie nominować kolejnych 15. bloggerów.

A zatem... oto 7 faktów o mnie:

1. Moim ulubionym sportem jest siatkówka, na drugim miejscu plasują się skoki narciarskie, na trzecim zaś piłka nożna. Nie uprawiam żadnego z tych sportów, ani też jakiegokolwiek innego, ze względów zdrowotnych.
2. Mam Siostrę, która również prowadzi bloga z recenzjami książek. Chcecie zobaczyć, jak sobie radzi? ;) Zajrzyjcie do niej :) --> ksiazki-moim-zyciem.blogspot.com
3. Obecnie uczęszczam do pierwszej klasy liceum, na profilu humanistyczno-psychologicznym. Wolałabym klasę językową, ze względu na rozszerzony angielski, który chciałabym zdawać na maturze, ale tam uczą się języka niemieckiego w rozszerzeniu, a ja nigdy nie miałam z nim do czynienia...
4. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Mam tyle planów i ambicji, ale gorzej z zapałem no i z konkretnym wyborem czegoś.
5. Mam dwa koty, o czym już pewnie wiecie, bo wspominam o nich bardzo często. Ale co ja poradzę, skoro kocham zwierzęta, a swoje to już zwłaszcza! :)
6. Uwielbiam zakupy. Mogłabym całymi dniami chodzić po galerii, i nie nudziłoby mnie to. Najwięcej czasu oczywiście spędziłabym w Empiku, jak to ja, ale i do sieciówek odzieżowych chętnie zaglądam. Ach, gdyby tylko portfel był zawsze pełny! ;P
7. Chciałabym mieć tatuaż. Naprawdę. Moja Mama robi duże oczy, Tata puka się w czoło, a Siostra uważa, że to cool. Podzielam jej zdanie (Siostry, nie Mamy ;)). Tylko gorzej ze wzorem, jaki miałabym sobie wybrać. Może jakiś cytat z ulubionej piosenki...?

I to już wszystko. Nie wiem, kogo nominować, bo większość blogerów wzięła udział w zabawie. Ale jeśli ktoś jeszcze nie został wyróżniony, to zapraszam do opowiedzenia kilku faktów o sobie :)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Adam Molenda "Co się dzieje w tym mieście?!"

Autor: Adam Molenda
Tytuł: Co się dzieje w tym mieście?!
Wydawnictwo: Stentor 2009
Ilość stron: 255

Tajemnice, zagadki, niespotykane wydarzenia czy postaci... Któż z nas nie lubi czuć tego dreszczyku na plecach, któż z nas nie gustuje we wszelkiego rodzaju łamigłówkach? Osobiście, przepadam za tym pierwszym (ale, w umiarkowanej ilości ;)), to drugie natomiast uwielbiam! Z niezmierną ciekawością sięgnęłam po książkę o tytule Co się dzieje w tym mieście?!...

... i muszę przyznać, że było to naprawdę udane spotkanie! Książka opowiada o przygodach grupki dzieci, które podczas ferii zimowych w Żywcu przeżywają najpierw parę chwil grozy, aby później... szukać skarbów! Brzmi nieźle? I jest tak naprawdę! Razem z bohaterami wędrujemy nocą ulicami Żywca, by spotkać tajemniczych osobników kolorowo ubranych i dzwoniących dzwoneczkami. Natykamy się też na utopca oraz... ludzi niby lewitujących w powietrzu. Jest ciekawie, zaręczam!

Książkę czyta się niezwykle szybko, a lekturę ubarwiają opisy niesamowitych historii, legendy, opowieści o skarbach i historie sprzed wojny. Jeśli jesteście spragnieni dreszczyka emocji, to i tu go nie zabraknie, choć jest to powieść dla młodszych czytelników. Ale i starsi będą mieć z jej czytania dużo frajdy - zwłaszcza, jeśli są miłośnikami niezwykłych historii ;)

Książka porusza również ważny wątek niepełnosprawności. Myślę, że ma ona więc również funkcję nieco pouczającą, choć nie w wydumanym, moralizatorskim stylu, lecz bardzo subtelnie i ciekawie. Znajdziemy tu również wątek... miłosny i parę historycznych ;-)

Nieco jednak ubolewam nad faktem, że część wydarzeń została tu przedstawiona nieco na wyrost - zupełnie nieprawdopodobnie. I nie, wcale nie chodzi mi o te elementy fantastyczne, bo przecież bez nich nie byłoby książki. Chodzi o inne szczegóły, nie będę zdradzać ich wszystkich, ale czy możliwe jest to, by kilkunastoletnia dziewczyna ukończyła kurs nurkowania? Hmm, dla mnie to było trochę dziwne. I jeszcze kilkoro postaci... Głównie dziewczyn. Zarówno Wanda i Eliza wydawały mi się nieco przemądrzałe... Może taka ich rola? Ale przyznam, że trochę to gryzło.

Podsumowując, książka jest jednak świetną lekturą, którą można zaliczyć zarówno do literatury przygodowej, jak i tej 'z dreszczykiem'. Parę zaskakujących zwrotów akcji oraz nieszablonowych postaci, które ubarwiły tę książkę (jak John Bacon, z którego, ilekroć się w książce pojawiał, miałam ubaw ;-)) sprawiły, że czytanie jej nie było jakąkolwiek stratą czasu.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!


czwartek, 3 stycznia 2013

"Książka kucharska włoskiej Mamy. Prawdziwie domowa kuchnia"

Autor: praca zbiorowa, świat Mamy wykreowany przez Dominica Uttona
Tytuł: Książka kucharska włoskiej Mamy. Prawdziwie domowa kuchnia
Wydawnictwo: Firma Księgarska Olesiejuk 2011
Ilość stron: 222

Lubię jeść. Przyznaję to szczerze, choć muszę uściślić, że niekoniecznie wszystko. Mam swoje ulubione potrawy, które potrafiłabym pałaszować dniami i nocami, ale niektórych nie ruszyłabym za nic w świecie. Z gotowaniem jest już nieco gorzej: nie mam do tego cierpliwości, a zazwyczaj również i ochoty ;-). Z przyjemnością przeglądam jednak książki kucharskie. Widząc przepis na smacznie wyglądającą potrawę aż ślinka cieknie, a w głowie pojawia się życzenie, by przysmak w magiczny sposób przeniósł się z kart książki na nasz stół...

Przepraszam, rozmarzyłam się.

Moi drodzy, oświadczam wszem i wobec, że recenzowana dziś przeze mnie publikacja to najlepsza, najpiękniej wydana i w ogóle 'naj' książka kucharska ze wszystkich, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Znajdują się tu naprawdę proste (wiem, bo sama kilka wypróbowałam, ale o tym za chwilę) przepisy na włoskie dania okraszone pięknymi zdjęciami. Książka jest bardzo dopracowana i szalenie efektownie wydana - uwagę zwraca papier: grubszy i (chyba) kredowy - nie jestem ekspertem od papieru, więc nie wiem tego na pewno ;-) - i twarda oprawa. Absolutnie zachwyciła mnie szata graficzna. Nazwa każdej potrawy (nie tylko po polsku, lecz i po włosku) umieszczona jest w ramce, podobnie jak składniki, lecz ramki różnią się kolorem. Tekst pisany jest ozdobną czcionką, co oceniam na plus - jest to kolejna cecha tej publikacji, która różni ją od większości pozostałych książek kucharskich.

Oprócz przepisów w książce znajdziemy również porady i wskazówki dotyczące nie tylko gotowania, ale np. wyposażenia kuchni, zarządzania domem czy tego, jak być radosnym każdego dnia, a także opisy tradycji, jakie panują we włoskich rodzinach.

Wspominałam o łatwości przepisów. Oczywiście, nie wypróbowałam ich wszystkich, więc nie mogę wypowiedzieć się na temat tego, czy każde opisane w książce danie może przyrządzić nawet kulinarny laik. Ale większość z nich naprawdę nie jest trudna. Ot, chociażby bruschetty z mozarellą czy pizza, które przygotowywałam z Mamą i Siostrą na sylwestra.

Odchodząc jednak nieco od przepisów, byłam zdziwiona, że tytułowa "Mama" to... postać, której świat został wykreowany przez Dominica Uttona. A na początku myślałam, że autorką jest prawdziwa Włoszka, tyle tu przecież zdjęć i rodzinnych historii... I choć przecież nie mamy do czynienia z powieścią, tylko z książką kucharską, to zaskoczyło mnie to, że ta "Mama" nie jest prawdziwa, tylko stworzona na potrzeby książki. Cóż, to nic. Wszakże w tej publikacji chodzi o przepisy i wydanie. A już samo jej przeglądanie to prawdziwa uczta dla oczu!