piątek, 19 lipca 2019

Remigiusz Mróz - "W kręgach władzy I. Wotum nieufności"

O swoich początkach z twórczością Remigiusza Mroza mogłabym powiedzieć, że były to dość... chłodne stosunki (sic!). Jako pierwszą z jego książek przeczytałam "Hashtag", kolejną (niedawno) - "Listy zza grobu". W obu dopatrzyłam się dość abstrakcyjnych zakończeń, mimo początkowo obiecujących historii. Czy "Wotum nieufności", będące pierwszym tomem serii political fiction "W kręgach władzy", okazało się w moim przypadku podobnym rozczarowaniem czy może pozytywnym zaskoczeniem?


Zdecydowanie opcja druga. Jest to dobrze napisana powieść z gatunku political fiction. Wciąga, intryguje. Perfekcyjnie odsłania sekrety skrywane w sejmowych kuluarach. Walka o władzę przybiera tu postać ciosów bezwzględnie i precyzyjnie wymierzanych w rozmaite czułe punkty bohaterów. Nie będę mówić, że książka jest idealna, bo dopatrzyłam się w trakcie lektury kilku chyba typowych dla Mroza niedociągnięć i naciągnięć, choć w późniejszym czasie ulegają one zatarciu. A już na pewno w ogólnym kształcie nie wpływają tak na całość.

Zabieram się zatem za kolejne tomy. Chętnie dowiem się, jakie Wy macie doświadczenia z prozą Remigiusza Mroza. Zapraszam na moje konto na Instagramie, gdzie również mówię i piszę o książkach: @hannamariarita.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Gillian McAllister - "Wszystko oprócz prawdy"





Mam trochę problem z tą książką. A konkretnie, z kwalifikacją jej do danego gatunku literackiego. Czy jest to thriller psychologiczny z wątkiem obyczajowym czy raczej powieść obyczajowa z motywem skrywanych sekretów z przeszłości? A może romans, w którym przeplatają się oba powyższe? Oczywiście, książka okraszona jest superlatywami typu "pełna zwrotów akcji", "intrygująca i wciągająca" czy "porywająca od pierwszej do ostatniej strony". Jakżeby inaczej, wszakże podobno znalazła się w pierwszej dziesiątce bestsellerów pisma "Sunday Times".




Jak dla mnie jednak książka nie jest specjalnie wybitna. Określiłabym ją raczej mianem przeciętnej, poprawnej. Irytowali mnie bohaterowie, oboje skrywający tajemnice. Cholera wie, kto bardziej zaszedł mi za skórę - może jednak Rachel, tak dramatycznie próbująca odkryć prawdę na temat swojego partnera, a przy tym sama mająca coś za uszami. Książka napisana jest dość sprawnie, jednak długawe opisy spowalniały akcję. Z kolei wspomnianych "zwrotów akcji" z opinii magazynu "Hello" moim zdaniem nie ma tak wiele. Słowa te zostały raczej nadane na wyrost. Ogólnie uważam, że nie ma co się aż tak zachwycać tą pozycją. Są książki znacznie lepsze, wciągające faktycznie od początku do końca, angażujące czytelnika. Nie mogę odmówić tej, hm, powieści tego, że ma w sobie pewien interesujący aspekt, związany z tajemnicą Rachel, jednak nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, by czegoś nie zdradzić. Natomiast, szczerze mówiąc, jest po prostu przeciętna.

piątek, 12 lipca 2019

Remigiusz Mróz - "Listy zza grobu"

"Listy zza grobu" to druga przeczytana przeze mnie książka autorstwa Remigiusza Mroza. I druga, którą się nie zachwyciłam. Nie wiem, czy mam takie "szczęście", że trafiam na książki Mroza, które zamiast utwierdzić mnie w przekonaniu, że zachwyty czytelników nad jego warsztatem są uzasadnione, prowadzą raczej do głębokiego zastanawiania się nad tym, dlaczego jako pisarz odniósł taki sukces. Przeczytany przeze mnie jako ostatnia w 2018 roku książka "Hashtag" wprawdzie nie był na wskroś zły, bo doceniłam pomysł na fabułę, sama historia zaciekawiła mnie i wciągnęła... Ale zakończenie skomplikowało odbiór całej powieści i stwierdziłam, że potencjał został nie tyle zmarnowany, co niewykorzystany w pełni. Serio, jakby w połowie pompowania pękł balonik.


"Listy zza grobu" również intrygują fabułą, wciągają w tajemnice i wydarzenia rozgrywające się w niewielkiej mieścinie w województwie lubelskim. Wprawdzie fikcyjnej, ale nawet mój rodzinny Zamość pojawia się w książce jako miasto, skąd przyjeżdża prokurator będący jednym z bohaterów. Ale do rzeczy. Już na początku nieco naciągane wydało mi się to, że bohaterowie niczym po nitce do kłębka dochodzą do kolejnych wskazówek i odkrywają nowe karty prowadzące do... No właśnie, do czego? Do rozwiązania całej zagadki? Może rozwiązanie nie istnieje, a bohaterowie wplątali się z zastanawiających przyczyn w niecną intrygę? Może odpowiedzi nie ma, a z każdą kolejną wskazówką pojawia się nowa, i tak bez końca?

Ostatnie kilkadziesiąt stron to jest coś, czego mogłam się domyślić. Czyli totalna abstrakcja. No bo jak inaczej rozwiązać całą zagadkową historię? O RANY. Wyobraźni panu Mrozowi nie brakuje... Ja natomiast znowu mogę skwitować, że zakończenie jest po prostu błahe. I zamiast wielkiego WOW jest wielkie SERIO? Przynajmniej nie mamy do czynienia z totalną grafomanią, bo język książki jest dobry i nie ma wulgaryzmów na co drugiej stronie. Bohaterów też raczej da się lubić, a nawet po cichu im kibicujemy, mimo świadomości, co kto ma za uszami. Nie jestem natomiast w stanie bezapelacyjnie polecać tej książki wszem i wobec, ponieważ nie jest świetna, a raczej przeciętna.

Dam jeszcze szansę Mrozowi, bo wypożyczyłam ostatnio całą serię "W kręgach władzy", wobec czego... zobaczymy. Może odkryję w końcu, czemu zaczytuje się w nim połowa użytkowników polskiego Instagrama ;-). A przy okazji, zapraszam do obserwacji mojego konta - KLIK - tam również dzielę się  opiniami na temat przeczytanych książek - krótko, zwięźle i na temat.