Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

czwartek, 29 grudnia 2011

Pyza na polskich dróżkach

Hanna Januszewska - "Pyza na polskich dróżkach" część pierwsza, część druga, Nasza Księgarnia

Obydwa tomy przygód i wędrówek mazowieckiej Pyzy towarzyszyły dzieciństwu moich rodziców, teraz towarzyszą także mi i mojej siostrze. Muszę przyznać, że te niezwykłe książeczki są uniwersalne i nie ma granic wiekowych dla czytelników: może po nie sięgnąć i młody, i stary, a myślę, że każdemu się spodobają. Z jakich powodów?

Po pierwsze, oprawa graficzna. Rysunki pana Adama Kiliana są niezwykłe: niby takie proste, bo tylko tu i ówdzie czarna kreska, ale jakie one zamaszyste i pełne emocji! Każda ilustracja odzwierciedla tekst książki, tak jakby rysownik nie chciał wszystkiego "odbębnić", żeby po prostu zarobić, tylko chciał coś przekazać przez samą tylko ilustrację. Moją ulubioną w pierwszym tomie jest ta ze str. 40, która obrazuje Chopina siedzącego przy fortepianie - ileż tam jest emocji i patosu! Wystarczy spojrzeć na sylwetkę Fryderyka Chopina, by się o tym przekonać. Natomiast rysunki w drugim tomie są jeszcze lepsze.

Po drugie, wydanie. Moim zdaniem to świetny pomysł, żeby pozostawić treść z pierwszego wydania "Pyzy na polskich dróżkach", z 1956 r., nic nie zmieniając, choć ze wstępu można się dowiedzieć, że syn autorki (mojej imienniczki :)) zastanawiał się nad tym i owym. Do tego twarda oprawa, świetny papier... Naprawdę, muszę się postarać, żeby te książeczki szybko znalazły się w mojej domowej biblioteczce! :-)

I po trzecie treść. Jako że książeczka pisana jest wierszem, szybko i łatwo się ją czyta (dlatego nadaje się zwłaszcza dla dzieci). Jedynym utrudnieniem mogą się okazać nieznane słowa, używane w czasach autorki, ale na końcu książki czeka nas miła niespodzianka - słowniczek (tak na marginesie, opracowała go kolejna moja imienniczka... ;-)) z trudnymi wyrazami i wyrażeniami! Tak więc nie ma się czym martwić, bo pani Hanna Baltyn postarała się, by zamieścić tam wszystkie słowa sprawiające kłopoty w zrozumieniu ich znaczenia. Dodatkowo mamy mapy z trasami wędrówek Pyzy po polskich dróżkach! Mile mnie to zaskoczyło, bo można szybko i łatwo sprawdzić, gdzież to nasza Pyza wędrowała i jakie miasta zwiedzała.

No dobra, koniec zachwalania, bo się znudzicie... Powiem tylko, a raczej napiszę: sięgnijcie po przygody Pyzy. Polećcie dziadkom, rodzicom, dzieciom, wnukom. Niech Pyza towarzyszy każdemu pokoleniu tak, jak to robiła dotychczas!

3 komentarze:

  1. Pamiętam dobranockę z dzieciństwa... miło powspominać, a i chętnie podrzuciłabym książeczkę paru znajomym brzdącom:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszyłam się :) Sama chętnie sięgnę po tę pozycję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Z wielką chęcią sięgnę tym bardziej, że kiedyś z głębokim zaciekawieniem oglądałam przygody Pyzy. Szkoda,że nie sięgnęłam po tą książkę jako dziecko, ale wszystko można nadrobić

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)