Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

środa, 30 listopada 2011

Oskar i pani Róża

Eric-Emmanuel Schmitt - "Oskar i pani Róża", Znak

Pierwsze, co mogę o tej książce powiedzieć, to to, że płakałam, czytając ją. Znowu. Jakieś dwa czy trzy lata temu (a może nawet w podstawówce?) zapoznałam się z nią po raz pierwszy, wtedy wzbudziła we mnie ogromne emocje. Teraz czuję, że dojrzałam, by przeżywać ją na nowo. Gdy więc znów miałam książkę w ręku, postanowiłam skupić się na treści, nie płakać zbytnio i wyciągnąć wnioski czy morale z lektury. Udało się tylko to trzecie. Bo to jest chyba taka książka, przy której nie da się nie płakać. Warto, żebyście o tym wiedzieli, za nim po nią sięgniecie. No chyba, że nie należycie do pokolenia wrażliwców (w co wątpię, bo przecież każdy z nas w którymś momencie swojego życia się rozkleja, niektórzy po prostu świetnie udają, że wszystko jest okej).

Bohater książki to dziesięcioletni, chory na białaczkę chłopiec o imieniu Oskar. Jak na swój wiek jest niezwykle mądrym dzieckiem. Zdaje sobie sprawę z tego, że umrze.


-Ciociu Różo, dlaczego nikt mi nie mówi, że umrę?
 Spogląda na mnie. Czy zachowa się tak jak wszyscy? Proszę cię, Dusicielko z Langwedocji, wytrzymaj, nie zatykaj uszu!
-Czemu chcesz, żeby ci to mówiono, skoro sam wiesz, Oskarze! (str.13)

Wspomniana we fragmencie ciocia Róża to niemłoda już kobieta odwiedzająca Oskara. Chłopiec bardzo ją lubi, zresztą z wzajemnością, traktuje ją więc jak swoją ciocię. Róża opowiada mu o tym, jak kiedyś była zapaśniczką (stąd przydomek Dusicielka z Langwedocji). Proponuje chłopcu, by ten zaczął pisać listy do Pana Boga. Oskar przyjmuje to sceptycznie. Uważa, że Bóg jak i Święty Mikołaj (w którego istnienie wierzył, bo nawet jego rodzice wierzyli, i kiedy w szkole odkrył prawdę i przekazał im to, byli zdziwieni. Chłopiec uważał, że udawali zdziwienie.) to jedno i to samo, wielka propaganda i mówi, że nie da się na to nabrać. Jednak z każdą chwilą jego nastawienie się zmienia i w końcu daje się przekonać.

-A po co miałbym pisać do Pana Boga?
-Może poczułbyś się mniej samotny?
-Mniej samotny z kimś, kto nie istnieje?
-Spraw, żeby istniał. (str.15)

Każdy rozdział jest listem do Pana Boga, w którym chłopiec opowiada o swoim życiu. O cioci Róży, rodzicach, którzy boją się choroby syna, o Peggy Blue, do której Oskar po kryjomu wzdycha... Ciocia Róża proponuje mu, aby przez ostatnie dwanaście dni życia, udawał, że jeden dzień to jak dziesięć lat życia.

-Od dzisiaj będziesz bacznie obserwował każdy dzień, mówiąc sobie, że ten dzień to jakby dziesięć lat.
-Dziesięć lat?
-Tak. Jeden dzień to dziesięć lat.
-Więc za dwanaście dni będę miał sto trzydzieści lat!
-Tak. Wyobrażasz sobie? (str.27)

Eric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, powieściopisarz i eseista. "Oskara i panią Różę" napisał w 2002 roku. W moich planach są również inne książki tego autora: "Zapasy z życiem" czy najnowsza "Kiki van Beethoven" z płytą CD.

Książkę "Oskar i pani Róża" mogłabym opisać tytułem innej - "Balsam dla duszy". Opowieść ta przywraca wiarę w Boga, uczy doceniać każdy dzień i patrzeć na świat tak, jakbyśmy widzieli go pierwszy raz w życiu. Oswaja nas ze śmiercią. Daje wskazówki, jak żyć. Wzrusza. Skłania do refleksji. A przez to jest książką, po którą sięgnąć może każdy: czy młody, czy stary.

1 komentarz:

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)