Przepraszam za nieobecność na blogu. Spowodowana została moim "zmęczeniem materiału" związanym z dużą ilością książek do recenzji. Straciłam wówczas ochotę na czytanie, zresztą wiele recenzji napisałam nie przeczytawszy książki w całości, nawet przed tą sytuacją. Zaległe egzemplarze recenzenckie zrecenzuję w swoim czasie - wracam do czytania :). Książek, których nie doczytałam nie będę jednak recenzować ponownie.
Dziękuję za zrozumienie i odwiedzanie mojego bloga :).

piątek, 15 czerwca 2012

Amy Chua - Bojowa pieśń tygrysicy

Autor: Amy Chua
Tytuł: Bojowa pieśń tygrysicy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2011


Jak wychować dziecko, by wyrosło na osobę zdolną, ambitną, pewną siebie? Jak zapewnić mu 'udany start'? Jak sprawić, by miało swoje pasje, by wyróżniało się czymś spośród innych i miało poczucie własnej wartości? Nie, nie macie przed sobą recenzji poradnika dla rodziców, który w prosty sposób odpowie na zadane powyżej pytania. Bojowa pieśń tygrysicy to książka, w której autorka wspomina, jak wychowywała swoje dwie córki sposobem kontrowersyjnym i dość okrutnym...

Amy Chua opowiada o trudnej chińskiej metodzie wychowania dzieci. Mimo, że mieszka w Ameryce (jej rodzice są chińskimi emigrantami), tę właśnie metodę 'wypróbowywała' na swoich córkach. Z różnym skutkiem. Autorka wspomina wzloty i upadki. To, jak nieraz musiała dokonywać wyboru pomiędzy stanowczością, a miłością, między sercem, a rozumem. Nierzadko zaciskała zęby i walczyła. Jak tygrys. W chińskim zodiaku zwierzę to jest bowiem synonimem siły, waleczności i władzy. A Amy Chua przyszła na świat właśnie w roku tygrysa.

Czytając książkę, co chwila przecierałam oczy ze zdumienia. Chińska metoda wychowania wydała mi się tak okrutna, tak bezlitosna, że wręcz po prostu niedorzeczna. Dzieci wychowywane tym sposobem mają być najlepsze w klasie (a najlepiej w całej szkole), nie wolno im otrzymywać stopni niższych niż szóstka, prawie w ogóle nie mają wolnego czasu, gdyż cały plan dnia układają im rodzice i jeszcze do tego mają być za to wdzięczne! Nie mogłam pojąć, jak to możliwe. Dzieciństwo powinno być czymś miłym, wolnym od trosk, a nie istną harówką w pocie czoła. Powinno być po latach wspominane z nostalgią i uśmiechem na twarzy. Chińscy rodzice na przekór jednak twierdzą, że ich metoda wychowania jest lepsza od zachodniej, bo dzieci zyskują na przyszłość. A ja się zapytam - co zyskują? Wspomnienia pełne smutku i gorzkiego smaku? Uczucie zazdrości koleżankom czy kolegom mogącym robić to, co chcą, ponieważ ich rodzice nie przejmowali się złymi stopniami? Co z tego, że są najlepsze, że wyróżniają się spośród rówieśników, skoro zabrano im to, co moim zdaniem jest jedną z rzeczy najcenniejszych - beztroskie dzieciństwo...

Autorka wielokrotnie wspomina o tym, że jej córki (zwłaszcza młodsza) się buntowały. Nie było tak różowo. A i zresztą - dlaczego miałoby być? Nikt z własnej woli nie zgodziłby się na to, by go przymuszano, tu podam przykład z książki, do codziennej wielogodzinnej nauki grania na fortepianie czy skrzypcach. Nawet, jeśli miałoby to procentować na przyszłość. Takie wywieranie presji nie prowadzi do niczego dobrego - wręcz przeciwnie - to, do czego ktoś jest zmuszany, zostanie przez niego znienawidzone.

Trzeba jednak przyznać chińskiej metodzie wychowania jedno - może faktycznie w niektórych aspektach się ona sprawdza. Rodzic musi być stanowczy i wytrwały w tym co robi - bo jeśli da dziecku wolną rękę, nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale i tak źle, i tak niedobrze. Jeśli chcecie poznać tę momentami szokującą historię i zastanowić się nad wychowaniem dziecka - sięgnijcie po Bojową pieśń tygrysicy. Bo jeśli uważacie, że jesteście dla swojej pociechy wymagający - po lekturze tej książki szybko zmienicie zdanie.

21 komentarzy:

  1. Książkę mam w planach, więc jak się uporam z zaległościami to chętnie po nią sięgnę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie jestem ciekawa tej książki, nawet się już w nią zaopatrzyłam, tylko muszę znaleźć jeszcze czas na lekturę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kraja mi się serce od czytania samej recenzji - nie jestem fanką 'bezstresowego wychowania', ale to, co opisujesz to jakiś koszmar! Ale z ciekawości sięgnę po tę książkę, jak tylko będę miałam okazję.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem do końca przekonana do lektury tej książki. Na dzień dzisiejszy nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, czy chciałabym czy też nie przeczytać tę książkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. spotkałam się już wielokrotnie z recenzjami tej książki. wszystkie były w jednym zgodne - takie wychowanie to niewolnicza praca dla dziecka. muszę w końcu sama ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. jak dla mnie, taka metoda jest aż tak okrutna, że aż w nią nie wierzę. Chyba sam muszę przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też nie mogłam w to uwierzyć, ale taka prawda...

      Usuń
  7. Interesujący temat. Może sięgnę. ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam kiedyś w Empiku jakieś 80 stron i muszę przyznać, że bardzo mnie zaciekawiła. Ale skoro byłam już mniej więcej na połowie to nie kupiłam, bo mi było szkoda kasy i stwierdziłam, że jak następny raz wpadnę do Empiku to doczytam. Niestety już jakieś od jakiegoś czasu gdy jestem w Empiku nie ma jej na półkach :/ Może uda mi się jeszcze kiedyś skończyć...

    OdpowiedzUsuń
  9. Okropne. :( Nie mogłabym znęcać się tak nad dzieckiem, bo niestety inaczej nie da się tego nazwać. To jest znęcanie i zabieranie dzieciom ich dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam o metodach wychowawczych w Chinach. Przerażające - taki ślepy upór w dążeniu do doskonałości. I to nie własnej, a swoich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka wygląda mi na wartościową, godną uwagi i pod względem tematyki w stu procentach mi odpowiada. Pochłaniam wszystkie książki o Chinach, dzieciach, wychowaniu. :) Lubię te klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  12. W szok wprawiło mnie to, co napisałaś. Wcześniej nie miałam w planach tej lektury, ale teraz chcę ją przeczytać - choćby z czystej ciekawości...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za przypomnienie, kiedyś sobie zapisałam tę książkę i jakoś tam mi umknęło, a bardzo chciałam ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podejrzewam, że nie zabiorę się za tą lekturę. Jakkolwiek chiński sposób wychowywania dzieci może mieć jakieś plusy, to podejrzewam że lektura tej książki tylko by mnie zdenerwowała. Byłabym oburzona zachowaniem rodziców stosujących tą metodę..a po co się denerwować?;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam 'Bojową pieśń...' i jako mama, nie mogłam uwierzyć, w to co czytam. Metody Amy Chua myślę, że są nie do przyjęcia w naszym społeczeństwie. Szkoda dzieciństwa, którego w sumie jej dzieci nie miały. Ogólnie to lekko mnie zdenerwowała ta lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewnie nie przeczytam - nie interesuje mnie ta książka. Kiedyś miałam zamiar się za nią zabrać, ale zniechęciły mnie te metody wychowania, o których napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialna pozycja. :))
    Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    http://zirtael-bibliomaniak.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ta metoda brzmi strasznie. Tak jak piszesz dzieciństwo powinno być osnute przyjemnymi chwilami, a nie musztrą i restrekcyjnymi zasadami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. zgadzam się z Zirtael - Bojowa pieśń to genialna pozycja, którą powinien przeczytać chyba każdy

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o tej książce, że jest dość kontrowersyjna. Nabrałam ochoty na przeczytanie, chociaż aż się boję, co to za chińska metoda wychowawcza.

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)