piątek, 9 sierpnia 2019

JP Delaney - "Lokatorka"


Nowoczesny, kamienny budynek. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie wygląda jak dom mieszkalny. W środku jest niemal surowo, ascetycznie, a wszystko działa za pomocą elektroniki dzięki skorelowaniu ze specjalnym systemem. Nie jest to zatem zwykły dom, tak jak niecodzienne są również warunki jego najmu. Żadnych dzieci ani zwierząt. Zero książek, obrazów i roślin doniczkowych. Lista jest długa, ale coś przyciąga kolejnych chętnych - nie każdy będzie miał jednak sposobność do tego, by w tym niezwykłym domu zamieszkać. Selekcją zajmuje się sam jego architekt.



Historia opisana w książce przedstawia dwie kobiety - obie były lokatorkami domu przy Folgate Street. Jedna z nich, Emma, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Po jakimś czasie wprowadza się druga - Jane. Obie łączy też podobieństwo fizyczne... Czy to możliwe, że architekt wybiera kolejne lokatorki według sobie tylko znanego klucza? Czy śmierć Emmy była dziełem przypadku?


Na takie właśnie pytania musi sobie odpowiedzieć czytelnik podczas lektury książki. Pierwsze 200 stron pochłonęłam praktycznie jednym tchem - tak bardzo wciągnęła mnie historia. Jednak z czasem nieco zaczęła mi się dłużyć. Ostatecznie na jej przeczytanie wystarczyły dwa dni. Nie powiem, żeby nie była momentami przewidywalna. Już po lekturze myślę, że zazwyczaj w książkach stosowany jest schemat, który każe nam dociekać nie wiadomo czego i zastanawiać się nad każdym symbolem, tymczasem rozwiązania znajdują się tuż pod nosem.

W zasadzie "Lokatorka" to dość dziwna lektura. Na początku byłam przekonana, że to będzie naprawdę znakomity thriller psychologiczny, bo wczuwałam się w stworzony przez autora klimat i atmosferę (czuć tę surowość domu i nieprzeniknioną tajemnicę), ale w pewnym momencie coś siadło i z czasem mój entuzjazm zaczął opadać. Ostatecznie sądzę, że książka jest jednak warta uwagi.

Instagram: @hannamariarita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)

Polecany post

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: Jenny Blackhurst - "Noc, kiedy umarła"

Dzięki Wydawnictwu Albatros mogę podzielić się z Wami wrażeniami z lektury tej książki jeszcze przed jej oficjalną premierą, która będzie...