czwartek, 15 sierpnia 2019

Helen Russell - "Atlas szczęścia"



Tę książkę przeczytałam jeszcze w marcu, jednak pomyślałam, że warto byłoby napisać choć kilka słów na jej temat. Na fali popularności życia w stylu hygge powstają co raz to nowe pozycje książkowe, które w zasadzie bardziej cieszą nasz zmysł wzroku, niźli stanowią jakąś ambitniejszą lekturę. "Atlas szczęścia" to potwierdza, ponieważ jest pozycją faktycznie wydaną bardzo ładnie - twarda okładka, papier nieprzeciętnej jakości, świetny układ i oprawa graficzna. Jednak właśnie grafika to najmocniejszy element tej książki. Bo treść już nie jest taka nadzwyczajna...



Przede wszystkim budziło moje zdziwienie, a nawet powątpiewanie to, że autorka ma tylu bliższych czy dalszych znajomych z różnych części świata, którzy zdecydowali się opowiedzieć jej o krajowych zwyczajach i sposobach na szczęście. Może postaci te były raczej efektem wyobraźni, tak, aby urozmaicić książkę, aby wydała się bardziej wiarygodna? Cóż, nie mnie to oceniać czy podważać tę kwestię. Nie sposób jednak myśleć o tej pozycji inaczej niż w aspekcie swego rodzaju poradnika w stylu "jak żyć", co mnie jednak wcale nie przekonuje. Fakt faktem, że mamy tu dużo ciekawostek i można poniekąd poznać inne kultury, ale po każdym rozdziale na temat danego kraju następuje garść porad, jak brać przykład z jego mieszkańców i doświadczyć szczęścia stosując się do zasad wynikających z konkretnego sposobu na szczęście. Są to porady dość uniwersalne - typu, by cieszyć się życiem, okazywać życzliwość, rozkoszować się naturą czy pozwolić sobie na spontaniczność. Nie zrozumcie mnie źle, ale jest to w pewnym sensie trochę naiwne.

Nie oceniam tej książki na wskroś negatywnie. Tak, jak już wspomniałam, oprawa graficzna cieszy oko, a sama lektura może okazać się ciekawa dla osób, które zgłębiają wszelką wiedzę na temat innych państw i zwyczajów miejscowej ludności czy też mają ochotę na lekką, niezobowiązującą do czegokolwiek lekturę. Nie widzę zresztą innego celu, dla którego powstają tego typu książki - mają po prostu być przerywnikiem od bardziej ambitnych pozycji. No, może faktycznie popularyzują pewną wiedzę w postaci różnych ciekawostek.

Cóż, nie ma jednego przepisu na szczęście. Może nie tyle zaskakujący, co wart odnotowania fakt to brak ujęcia w książce Polski. Czyżbyśmy nie byli narodem, który ma swoje recepty i sposoby na osiąganie radości z życia? Czy tak bardzo przesiąkliśmy stereotypem wiecznie niezadowolonego Polaka, któremu nic nie jest w stanie dogodzić i który ciągle narzeka? Czy potrafimy być szczęśliwi? Może autorka po prostu nie znała nikogo z nadwiślańskiego kraju, jeśli oczywiście faktycznie wszystkie postaci pojawiające się w książce i opowiadające o swoich ojczyznach nie są fikcyjne. Z drugiej strony ten brak jest niejako pretekstem do zastanowienia się nad tym, co jest naszym narodowym sposobem na szczęście. Duńczycy mają swoje popularne hygge, Szwedzi lagom... a my?

7 komentarzy:

  1. Hmm sam temat jest ciekawy, ale szkoda, że nie ujęto Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że książkę i tak możesz sobie odpuścić, jeśli nie masz na nią specjalnej ochoty ;).

      Usuń
  2. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku , że polską receptą na szczęście jest narzekanie i to by drugi miał gorzej. Bo jak "somsiad" ma gorzej to jakoś tak od razu cieplej na serduszku u znacznej części naszego cudownego społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ją jakiś czas temu i fakt, oprawa graficzna naprawdę cieszy oko. Co do treści, bardziej odbierałam je jako ciekawostki, nie jako porady na życie. Prawdę mówiąc mam wrażenie, że każda osoba bez związku z danym krajem, stosuje cząstkę tych sposobów.
    Nigdy też nie zastanawiałam się nad polskim sposobem na szczęście, ale chyba jakiś czas temu wyszła książka z tym zagadnieniem i z podobną formą.

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz pewnie na myśli książkę, której tytułu nie jestem pewna - "Hygge po polsku" chyba :D. Ale to też nawiązanie do tej "duńskiej sztuki szczęścia", choć z pewnością marketingowe.

      Usuń

Drodzy Czytelnicy!
Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione słowa.
Bardzo lubię długie komentarze, zatem jeśli chcecie napisać coś więcej - śmiało! Przeczytam i odpowiem na nie z przyjemnością :)

Życzę miłych chwil przy odwiedzaniu mojego bloga :)

Polecany post

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: Jenny Blackhurst - "Noc, kiedy umarła"

Dzięki Wydawnictwu Albatros mogę podzielić się z Wami wrażeniami z lektury tej książki jeszcze przed jej oficjalną premierą, która będzie...