środa, 30 listopada 2011

Oskar i pani Róża

Eric-Emmanuel Schmitt - "Oskar i pani Róża", Znak

Pierwsze, co mogę o tej książce powiedzieć, to to, że płakałam, czytając ją. Znowu. Jakieś dwa czy trzy lata temu (a może nawet w podstawówce?) zapoznałam się z nią po raz pierwszy, wtedy wzbudziła we mnie ogromne emocje. Teraz czuję, że dojrzałam, by przeżywać ją na nowo. Gdy więc znów miałam książkę w ręku, postanowiłam skupić się na treści, nie płakać zbytnio i wyciągnąć wnioski czy morale z lektury. Udało się tylko to trzecie. Bo to jest chyba taka książka, przy której nie da się nie płakać. Warto, żebyście o tym wiedzieli, za nim po nią sięgniecie. No chyba, że nie należycie do pokolenia wrażliwców (w co wątpię, bo przecież każdy z nas w którymś momencie swojego życia się rozkleja, niektórzy po prostu świetnie udają, że wszystko jest okej).

Bohater książki to dziesięcioletni, chory na białaczkę chłopiec o imieniu Oskar. Jak na swój wiek jest niezwykle mądrym dzieckiem. Zdaje sobie sprawę z tego, że umrze.


-Ciociu Różo, dlaczego nikt mi nie mówi, że umrę?
 Spogląda na mnie. Czy zachowa się tak jak wszyscy? Proszę cię, Dusicielko z Langwedocji, wytrzymaj, nie zatykaj uszu!
-Czemu chcesz, żeby ci to mówiono, skoro sam wiesz, Oskarze! (str.13)

Wspomniana we fragmencie ciocia Róża to niemłoda już kobieta odwiedzająca Oskara. Chłopiec bardzo ją lubi, zresztą z wzajemnością, traktuje ją więc jak swoją ciocię. Róża opowiada mu o tym, jak kiedyś była zapaśniczką (stąd przydomek Dusicielka z Langwedocji). Proponuje chłopcu, by ten zaczął pisać listy do Pana Boga. Oskar przyjmuje to sceptycznie. Uważa, że Bóg jak i Święty Mikołaj (w którego istnienie wierzył, bo nawet jego rodzice wierzyli, i kiedy w szkole odkrył prawdę i przekazał im to, byli zdziwieni. Chłopiec uważał, że udawali zdziwienie.) to jedno i to samo, wielka propaganda i mówi, że nie da się na to nabrać. Jednak z każdą chwilą jego nastawienie się zmienia i w końcu daje się przekonać.

-A po co miałbym pisać do Pana Boga?
-Może poczułbyś się mniej samotny?
-Mniej samotny z kimś, kto nie istnieje?
-Spraw, żeby istniał. (str.15)

Każdy rozdział jest listem do Pana Boga, w którym chłopiec opowiada o swoim życiu. O cioci Róży, rodzicach, którzy boją się choroby syna, o Peggy Blue, do której Oskar po kryjomu wzdycha... Ciocia Róża proponuje mu, aby przez ostatnie dwanaście dni życia, udawał, że jeden dzień to jak dziesięć lat życia.

-Od dzisiaj będziesz bacznie obserwował każdy dzień, mówiąc sobie, że ten dzień to jakby dziesięć lat.
-Dziesięć lat?
-Tak. Jeden dzień to dziesięć lat.
-Więc za dwanaście dni będę miał sto trzydzieści lat!
-Tak. Wyobrażasz sobie? (str.27)

Eric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, powieściopisarz i eseista. "Oskara i panią Różę" napisał w 2002 roku. W moich planach są również inne książki tego autora: "Zapasy z życiem" czy najnowsza "Kiki van Beethoven" z płytą CD.

Książkę "Oskar i pani Róża" mogłabym opisać tytułem innej - "Balsam dla duszy". Opowieść ta przywraca wiarę w Boga, uczy doceniać każdy dzień i patrzeć na świat tak, jakbyśmy widzieli go pierwszy raz w życiu. Oswaja nas ze śmiercią. Daje wskazówki, jak żyć. Wzrusza. Skłania do refleksji. A przez to jest książką, po którą sięgnąć może każdy: czy młody, czy stary.

wtorek, 29 listopada 2011

Stosik nr 2 :)


OD GÓRY:
1. Nigdy w życiu!, Katarzyna Grochola
2. Zdążyć przed pierwszą gwiazdką, Katarzyna Grochola
3. Oskar i pani Róża, Eric-Emmanuel Schmitt (coś mnie podkusiło po TOP 10, żeby przeczytać to jeszcze raz...)
4. Herbata szczęścia, Agnieszka Grzelak (i to również czytałam, lecz zbyt dawno, by pamiętać dokładnie treść. Tak więc dla odświeżenia pamięci... :))
5. Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie, Małgorzata Gutowska-Adamczyk (zrecenzowałam już jedną książkę tej autorki - "13 Poprzeczną", patrz TUTAJ)
6. Dom nad rozlewiskiem, Małgorzata Kalicińska

A w tle moja ukochana maskotka - miś Pusia :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Z kim płaczą gwiazdy...

Ewa Barańska - "Z kim płaczą gwiazdy...", Telbit

Główną bohaterką książki jest siedemnastoletnia Weronika, piękna brunetka o zielonych oczach. Jej matka Elwira flirtuje z dużo młodszymi od siebie (często nawet z kolegami córki) i wszelkimi sposobami chce zachować młody wygląd. Dbałość o urodę jest w jej przypadku już obsesją; chce również, żeby Weronika zaczęła zdawać sobie sprawę ze swojego seksapilu.

Weronika chwilami miała wrażenie, że to ona, siedemnastolatka, matkuje swojej infantylnej, trzydziestosześcioletniej matce. Często czuła z tego powodu gorycz, lecz dotąd tłumiła ją w sobie tak skutecznie, że straciła nadzieję, iż kiedykolwiek odważy się spróbować. (str.20-21)

Weronika poznaje Michała, gdy opala się na łódce podczas wakacji nad Soliną. Chłopak proponuje jej darmowy rejs żaglówką, ale ona odmawia. Gdy wraca do domku letniskowego, Michał traci z nią kontakt. Prosi o pomoc przyjaciela Krystiana, który wykorzystując swoje flirciarskie umiejętności uzyskuje informacje od dziewczyny imieniem Jagoda. Dalej wszystko dzieje się jak w bajce: Michał odnajduje Weronikę, zostają parą i, standardowo już, mogliby "żyć długo i szczęśliwie". No właśnie, mogliby, gdyby nie jeden feralny wypadek. Michał skacze do wody na główkę i łamie kręgosłup. Mimo, że skakał wiele razy, tego dnia jednak coś poszło nie tak...

Weronika nie wyobrażając sobie życia bez Michała robi wszystko, aby przywrócić mu dawną sprawność. Przeszukuje internet, by znaleźć odpowiednie informacje, adresy klinik, które mogłyby przeprowadzić operację... Do pomocy przyłączają się rodziny Michała i Weroniki, oraz ich znajomi, a także jedno ze stowarzyszeń. Wszystko może iść po dobrej myśli, gdyby nie jeden szkopuł, z w zasadzie dwa: pierwszy z nich to ogromny koszt operacji: trzysta tysięcy złotych, drugi zaś to pesymistyczne nastawienie chłopaka.

Pisałam już o książce Ewy Barańskiej (była to moja pierwsza recenzja na tym blogu) - "Żegnaj, Jaśmino" i zauważyłam, że autorka lubi poruszać trudne problemy, "trudne sprawy" :). W tamtej książce było o narkotykach, tu o brawurze i jej skutkach, spotkałam się także z innymi jej powieściami, których temat stanowiła anoreksja czy samobójstwo... Książki tej autorki można więc określić jako obyczajowe.
Ewa Barańska (właściwie Stanisława Barańska) to scenarzystka i pisarka, urodzona w 1947 roku. Jest polską autorką powieści obyczajowych, fantastycznych i sensacyjnych.

Właściwie podobają mi się jej książki, choć pisane są nieco ciężkim i podniosłym językiem. No bo która z siedemnastolatek powiedziałaby coś takiego:

Daruj sobie, babciu, tę płomienną demagogię. Odnoszę wrażenie, że twoja wiara jest miałka w treści i teatralna w dogmatach. (str. 134)

No nie wiem, może jestem przygłupia, ale naprawdę nie mam pojęcia co znaczy "demagogia". Ktoś wie? ;) Chyba bez słownika wyrazów obcych się nie obejdzie...

[demagogia: gr. "kierowanie ludem", wykorzystywana przez polityków sztuka zjednywania sobie tłumu przez schlebianie mu, mówienie "jego głosem" i obiecywanie rzeczy niemożliwych do spełnienia.]

Eee... Okej.
Ogólnie książka mi się podobała. Razem z bohaterami przeżywałam ich miłość, niepokój, depresję, rozpacz, strach i nadzieję. Liczyłam, że Michał wyzdrowieje, że uda się zebrać pieniądze na operację. Na końcu książki spotkała mnie (i pewnie nie tylko mnie) niespodzianka. "Zamiast epilogu" czyli informacja od autorki, że to do czytelnika należy pokierowanie losem bohaterów... Osobiście chciałabym, żeby wszystko skończyło się happy-endem, więc moim zdaniem dalsze losy potoczą się dobrze, ale jak zdecydują inni czytelnicy...?

PS Nasi siatkarze znów wygrali! Jako, że jestem chora, miałam okazję obejrzeć cały mecz, od 7.00 rano już byłam na nogach :) Świetnie, że tak dobrze sobie radzą, mistrzów olimpijskich (Amerykanów :)) rozgromili 3:0!

piątek, 25 listopada 2011

Jak wytrzymać z dorosłymi i nie zwariować

Aniela Cholewińska-Szkolik - "Jak wytrzymać z dorosłymi i nie zwariować", Zielona Sowa

Autorka podjęła się ciekawego tematu, jakim jest próba porozumienia się nastolatków z dorosłymi (hm, sama coś o tym wiem... ;)) Nie od dzisiaj wiadomo, że jest to trudniejsze niż wspinaczka na Mount Everest... Bo, z punktu widzenia nastolatka, "rodzice niczego nie rozumieją!", z punktu widzenia rodziców: "on/ona jest jeszcze za mały/mała, żeby o czymś decydować i co on/ona wie o życiu!" i tak dalej.

Tyle o międzypokoleniowych nieporozumieniach, teraz o samej książce. Mamy tam rozdziały o szkole, rodzinie, własnym życiu. W każdym porady, jakiś teścik (osobiście uwielbiam takie psychozabawy!), sposoby na rozwiązanie jakichś problemów i tym podobne.

Mamy na przykład porady na to, jak mądrze negocjować, jak efektywnie się uczyć, sposoby na stres, co mówią rodzice i co to znaczy... W sumie wszystko na dobrą sprawę można znaleźć w internecie, czasem samemu możemy dojść do niektórych wniosków, ale autorka podsunęła nam wszystko na (hm, papierowym? książkowym?) talerzu.

Sposoby na stres:
1. Dobrze przygotuj się do zdarzenia, które Cię stresuje.
2. Nie nakręcaj się!
3. Wycisz się i uspokój.
4. Poruszaj się.
5. Głęboko oddychaj.
6. Wyśpij się!
7. Myśl pozytywnie!

Dlaczego przytoczyłam ten właśnie fragment poradnika? Coraz więcej ludzi boryka się ze stresem. Jeśli więc przeczytaliście porady, macie pewną wiedzę, co robić w takich momentach... Chociaż - czasem i to nie pomaga (stwierdzam z własnego doświadczenia). Poza tym: "wyśpij się"?! Jak można się wyspać, jeśli do szkoły (lub pracy) trzeba iść tak wcześnie, że oczy kleją się po drodze? I żadne tam "połóż się wcześniej", bo jak "położę się wcześniej", to nie mogę zasnąć, przewracam się z boku na bok, a zasypiam dopiero o zwykłej porze... no, zasypiania ;) Czyli między dwudziestą trzecią trzydzieści a północą. Co według mnie i tak jest to wczesna pora, bo z tego, co stwierdzają moi znajomi, dla nich o tej godzinie zaczyna się wieczór... Hm, godne zastanowienia ;)

Ogólnie książka jest ciekawa, ale polecam raczej młodzieży do, mniej więcej, 16 lat - porady tam zawarte są starszym z pewnością znane, a kolorowe ilustracje to nie jest to, co ich zainteresuje :)

PS Książkę mogłam przeczytać dzięki mojej koleżance - Roksanie, której serdecznie dziękuję! ♥

sobota, 19 listopada 2011

Madagascar

J.E.Bright - "Dream Works Treasury. Madagascar", BUCHMANN

W chwilach, gdy za oknem zimno i plucha, często sięgam po jakąś niezobowiązującą, rozweselającą literaturę, taką, która sprawi, że nie będę się niczym przejmować i po prostu się rozerwę, czytając ją. Tak więc pomyślałam, że oparty na filmie animowanym pod tym samym tytułem "Madagascar" taką lekturą właśnie będzie. Zwłaszcza, że jest to książka raczej dla o wiele młodszych dzieci.
No i można powiedzieć, że się nie zawiodłam. Bo "Madagascar" jest idealny dla właśnie najmłodszych czytelników... no może nie tak całkiem małych... raczej takich, które umieją już czytać i nie przestraszy ich rysunek ludzkiego szkieletu dokładnie na stronie 47 :).

Zwierzęta spojrzały do góry i ku swemu przerażeniu ujrzały tylko ludzki szkielet, wiszący na spadochronie.
-A macie może jakichś żywych? - zapytał cichym głosem lew.
-Nie - odpowiedział szybko król Julian. - Tylko nieżywych.

Historia opowiada o tym, jak to czwórka przyjaciół: lew Aleks, zebra Marty (nie Marta!), hipopotamica Gloria i żyrafa Melman uciekają z nowojorskiego zoo. Zostają jednak złapani, wsadzeni do skrzyni i umieszczeni na statku. Są przekonani, że ludzie przenoszą je do innego zoo. Udaje im się jednak uciec na wyspę Madagaskar. Tam spotykają lemury i ich przywódcę - króla Juliana (on i zebra Marty to moje ulubione postaci! :)). Aleks przepędza foosy, które zagrażają lemurom i w ten sposób przybysze stają się miło widzianymi gośćmi... do czasu. Aleks jest bowiem mięsożercą, a na wyspie niewiele jest tego mięsa... oprócz lemurów i jego przyjaciół właśnie. Toteż gdy zgłodniały lew wgryza się w tyłek Marty'ego (co dla mnie było raczej śmieszne, niż przerażające) przyjaciele opuszczają go i uciekają do dżungli.

Okładka książki jest nawet, nawet. Mamy na niej głównego bohatera - czyli lwa Aleksa - na tle palm, plaży i oceanu, ogólnie mówiąc na tle wybrzeża Madagaskaru. Postać, tytuł, logo wydawnictwa i napis "Uwaga! Zawiera kultowe teksty" są wytłaczane. To nie jedyna książka z takiej serii. Mniej więcej w ubiegłym roku czytałam "Shreka". Jeszcze jedna zaleta: szybko się ją czyta. "Madagascar" przeczytałam w niecałe pół godziny, może to zasługa tego, że trzy czwarte książki stanowią wielkie ilustracje (dodam jeszcze, że są to kadry filmowe).

No, i jeszcze o postaciach. Jak już wspominałam, najbardziej lubię króla Juliana i zebrę Marty'ego. Obaj są niezwykli :) Pamiętacie pewnie chwytliwe "Wyginam śmiało ciało"? Chyba wszyscy to nucili, a młodsza siostra opowiadała, jak grali to na dyskotece w jej szkole... A Marty - za co jego polubiłam? Za oryginalność, odwagę, radosne usposobienie... i umiejętność obrócenia w żart nawet najbardziej stresującej sytuacji, jak  na przykład ta:

 Tymczasem na Madagaskarze Melman, który wpadł w ogromną depresję, wykopał sobie w piasku grób, postanowił bowiem umrzeć w dziczy.
 Aleks nie przestawał oskarżać Marty'ego.
-Wpędziłeś Melmana do grobu! - krzyczał.
-To jeszcze nie koniec świata - odparł przyjacielowi Marty. - Przecież to może być najlepsza rzecz, jaka nas w życiu spotkała.

piątek, 18 listopada 2011

Stosik nr 1 :)

Czas na znany Wam pewnie z innych blogów czytelniczych stosik książkowy. Mój jest mały, ale to dlatego, że nie mam zbyt wiele czasu na czytanie (przygotowuję się do próbnych egzaminów gimnazjalnych...). Przepraszam również za jakość zdjęcia, postaram się to poprawić w przyszłych stosikach, które, mam nadzieję, pojawią się niedługo :).
A tak przy okazji, zmieniłam trochę "image" bloga, moim zdaniem ten jest ładniejszy :)

A OTO STOSIK:
OD GÓRY:
1. Gdy moja śliczna śpi, Mary Higgins Clark - kryminał z biblioteki. Już nie mogę się doczekać! :)
2. Z kim płaczą gwiazdy, Ewa Barańska - z biblioteki.
3. Matilda, Roald Dahl - od koleżanki. Wersja angielska, wprawdzie trochę streszczona. Pamiętacie pewnie, bo już wspominałam o tym, że tłumaczę.
4. Naznaczona, P.C.Cast + Kristin Cast - moja własna. Czytałam, ale mam zamiar to zrobić jeszcze raz. Dobrych książek nigdy za wiele!
5. Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: niepokój, Michael Grant - moja własna. Dostałam od Mamy na urodziny ponad rok temu, a nadal nie przeczytałam :) Przeleżała gdzieś na półce, zapomniana. Może wreszcie uda mi się po nią sięgnąć...

To nie wszystkie książki, które zamierzam przeczytać w najbliższym czasie. Jak już wspominałam, wybieram się w sobotę... czyli jutro... do salonu Empik na książkowe zakupy. Mam w planach "Monster High, Upiór z sąsiedztwa", "Anielski ogień" lub "Bogini oceanu". Jestem rozdarta - co wybrać? Zastanawiam się nad pierwszą i trzecią - na drugą po przeczytaniu recenzji z innych blogów częściowo straciłam ochotę...
No nic. Pójdę, zobaczę, wybiorę. A na razie pozdrawiam Czytelniczki i Czytelników!

czwartek, 17 listopada 2011

Monster High. Upiorna szkoła

Lisi Harrison - "Monster High.Upiorna szkoła", Bukowy Las


Seria o potworach podbija świat. A ostatnio zainteresowała się nią Ewa Farna (wokalistka - przypominam dla tych, co nie wiedzą) - przepraszam, ale BYŁAM PIERWSZA! :) Rzeczywiście, zwariowałam na punkcie tej serii. Głównie dlatego, że odróżnia się czymś od innych książek, czymś, czego nie potrafię nawet określić. Ale przejdźmy do rzeczy.

Głównymi bohaterkami są dwie dziewczyny - jedna to śmiertelniczka Melody Carver, druga, Frankie Stein, została stworzona w laboratorium przez swojego ojca, Victora. Obie są nowe w szkole Merston High - tak naprawdę brzmi jej nazwa, to uczniowie przekonani, że w okolicy i w szkole grasują potwory, nieoficjalnie zmienili ją na "Monster High". Melody przyjechała do Salem z Beverly Hills, razem z rodzicami i kapryśną starszą siostrą. Candace jest niezadowolona z przeprowadzki, ale dla rodziców ważne jest dobro ich młodszej córki - Melody. Natomiast Frankie... już wiecie, że stworzył ją jej ojciec, szalony naukowiec. Dziewczyna ma piętnaście dni, a wygląda na piętnaście lat. W dodatku musi ukrywać wszelkie ślady tego, że nie jest zwykłą istotą - a więc śruby, szwy i zieloną skórę, nosząc gryzące, wełniane swetry i nakładając grubą warstwę makijażu - uwaga - na całe ciało. Nie jest to jednak jej wybór. To rodzice - Viktor i Viveka bezwzględnie zakazują jej ujawniania swojej tożsamości. Dziewczyna jest rozdarta - w popularnych magazynach dla dziewczyn wciąż piszą o tym, jak to nie warto bać się pokazać swojej prawdziwej twarzy i prawdziwego "ja", a tutaj tyle zakazów, reguł i zasad... Melody natomiast, po pozbyciu się garbka z nosa (dzięki chirurgicznemu zabiegowi) i ataków astmy (głównie przez przeprowadzkę do miejsca, gdzie jest pełno świeżego powietrze), chce zacząć życie od nowa, jako gwiazda w szkole. Czuje się jednak odrobinę nieswojo w nowym miejscu, aż do chwili, gdy poznaje Jacksona. Chłopak skrywa w sobie pewien sekret...

Na początku żadna z nich nie radzi sobie zbyt dobrze z zawieraniem znajomości. Wkrótce jednak i Frankie, i Melody zdobywają nowe przyjaciółki (ta pierwsza królową szkoły i jej, hm, "poddane", a druga - dziewczynę, która pragnie w przyszłości napisać książkę, i jej asystentkę) i... wspólnego chłopaka. Okazuje się być nim Jackson, a jego sekret polega na tym, że on, jak Frankie, nie jest zwykłym człowiekiem. Można powiedzieć, że cierpi na rozdwojenie jaźni, choć tak naprawdę... nie cierpi zbyt z tego powodu :) A jako "ten drugi" uważa się za niejakiego D.J.a i podoba mu się Frankie, którą pieszczotliwie nazywa "iskierką".

 Przez te kilka ostatnich minut przed wschodem słońca Melody zdążyła opowiedzieć o swoim zadurzeniu w Jacksonie Jekyllu, o jego problemach z wysokimi temperaturami, o matce chłopaka, pani J., o jego pokręconym przodku i jego... poniekąd... potomku - D.J.u Hydzie.
 Następnie w skrócie streściła im historię Bekki, jej zazdrości, Bretta, pocałunku, incydentu z głową, nagrania Jacksona, szantażu, miejsca Frankie w całej sprawie, uciekającego czasu... Podsumowując, przyznała, że kompletnie nie wie, co teraz zrobić.
-Powiedz mi tylko, czy dobrze kombinuję - przerwał jej w pewnym momencie D.J., uśmiechając się promiennie. - Można więc powiedzieć, że obie jesteście moimi dziewczynami?
 Melody wyglądała na zniecierpliwioną.
-Teoretycznie tak.
-Super! - zawołał.

Dziewczyna przy okazji odkrywa, że nie jest jedyną "inną" w szkole, że oprócz niej jest cała banda potworów, które wolą się nazywać Ruchem Atrakcyjnie Dziwnych - w skrócie RAD. Zaś pozostali to normalsi.

-Jesteśmy przedstawicielami wyjątkowej grupy, pochodzącej od postaci, które normalsi zwykli nazywać potworami - wytłumaczyła Viveka. - Sami wolimy skrót RAD.
-Czyli Ruch Atrakcyjnie Dziwnych - uzupełnił Viktor. [cytat str. 40]

Tak sobie właśnie myślę, że w czasach, gdy prym w literaturze wiodą powieści o wampirach, to książki, które o krwiopijcach nie traktuą stały się towarem deficytowym. Lisi Harrison, pisząc o potworach na równi z ludźmi, w pewien sposób ominęła standardy i trendy w obecnej literaturze. I chociaż swój wątek w powieści ma wampirka Draculaura, to nie brak tam innych równie oryginalnych postaci.
Hasło na tylnej okładce książki - "Nie bądź jak inni - wyróżnij się z tłumu!". jest moim zdaniem idealnym sposobem na zachęcenie do jej przeczytania. A przednia strona okładki, mimo, że jest raczej prosta (i chwała Bogu za to, że nikt tu nie próbował przedobrzyć i powstawiać rysunek postaci z animowanego serialu, bo chociaż i one są ładne, to jednak naprawdę wolę tę okładkę), bardzo mi się podoba. Zwłaszcza błyszcząca świecąca, wytłaczana czaszka :)

Historia Melody i Frankie oraz pozostałych bohaterów książki spodobała mi się na tyle, że postanowiłam kupić wszystkie tomy serii. Jeszcze niedawno w napięciu czekałam na ukazanie się "Upiora z sąsiedztwa", a teraz myślę, że w sobotę udam się do Empiku, żeby ową książkę kupić (na szczęście dostałam niedawno gotówkę od cioci, więc pieniądze mam).

Tak więc, jeśli chcecie wiedzieć, jak to wszystko się zakończy (a w zasadzie zacznie, bo to dopiero początek serii :)), zajrzyjcie do tej książki. Szczerze polecam!
A dla chętnych zapoznania się z całą serią oraz filmikami "Monster High" podaję adres oficjalnej polskiej strony

Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 2

I znów wczoraj nie było postu...
A to dlatego, że jestem teraz zajęta tłumaczeniem z języka angielskiego książki Roalda Dahla "Matilda" z wydawnictwa Penguin Readers. Wprawdzie ma ona jakieś czterdzieści stron, więc diabelnie mało, i tłumaczenie idzie mi dość szybko (gdy się ma całe sterty słowników polsko-angielskich...:)) ale trochę czasu to zabiera.

Małgorzata Budzyńska - "Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 2", Świat Książki
 - "Ala Makota 2". 

Ala ma kota - krótka historia podręcznika
Pamiętacie pewnie słynne zdanie "Ala ma kota", którego autorem był Marian Falski. A teraz ciekawostka - początkowo fraza brzmiała "Ala ma Asa" - dopiero w kolejnych wydaniach książki "Elementarz" można zobaczyć przytoczone wyżej hasło. A doczekała się ona aż 84 wydań! Poraz pierwszy wydano ją w 1910 roku, ale korzystano z niego przez cały XX wiek. No, to tyle z historii elementarza, a teraz o właściwej książce, którą recenzuję - "Ala Makota 2". Zastanawiacie się, czemu zaczynam od dwójki, pomijając pierwszą część? Niestety, pierwszą, choć czytałam, to słabo pamiętam, bo było to dość dawno, a treść drugiej jeszcze sobie przypomnę :)


Ala Makota (tak, bohaterka naprawdę się tak nazywa, i jest to przyczyną sporej liczby nieporozumień) i jej przyjaciółka Puszka jadą do Hiszpanii na wakacje. Ala poznaje tam chłopaka, który się w niej zakochuje.

Dreszcz mnie przeszedł, a on powiedział "bjutiful"*
*zachowana oryginalna pisownia :)

Puszka również poddaje się urokowi jednego z Hiszpanów, ale Makota nie potrafi zapomnieć o swoim byłym chłopaku, Danielu. Mimo wszystko dziewczyny świetnie się bawią na wakacjach, poznają Elwirę, która prowadzi sklep i, ku zaskoczeniu przyjaciółek, jest Polką. Ale wakacje się kończą, czas więc powrócić do nudnej, szarej rzeczywistości. A tam... rozwód rodziców Ali. Można by pomyśleć, że dziewczyna naprawdę nie ma łatwo, ale... czy tylko ją jedną to spotkało?

Autorka - Małgorzata Budzyńska - pisała tę książkę (w zasadzie całą serię) i chyba szczególnie adresowała ją do nastolatek. Starszy czytelnik nie znajdzie tu bowiem czegoś, co by go zainteresowało, przykuło jego uwagę. Znudzi się po kilku stronach. Bo problemy typowych nastolatek - jak to, na przykład, że "ON nie chce się ze mną umówić!" albo "Co mam włożyć na dyskotekę?" - kompletnie go nie obchodzi. Moim zdaniem, gdyby autorka wplotła w fabułę coś, co z chęcią przeczytałaby każda grupa wiekowa czytelników, wyszłoby to korzystniej dla jej książki. Chociaż i tak seria ma ogrom fanek w całej Polsce :)

Książkę czyta się szybko i łatwo, może dlatego, że pełno w niej młodzieżowego słownictwa, którego Ala nadużywa, poza tym często wplecione są sformułowania jakby kogoś młodszego - poprzestawiane szyki zdań to chyba niezbyt dobry przykład dla czytelnika, bo przecież często korzystamy z książek, by - jeśli chodzi o szkołę - napisać dobre wypracowanie. Dodatkowo mamy tu cytaty - często także znanych osób - i wiele z nich bardzo mi się spodobało. Mogę więc wam polecić tę książkę ze względu na same cytaty ;)
Więcej o serii "Ala Makota" znajdziecie TU.

wtorek, 15 listopada 2011

Peggy Sue i duchy. Sen demona

Serge Brussolo - "Peggy Sue i duchy. Sen demona", Albatros

Pisałam już o pierwszej części cyklu powieści o dziewczynce noszącej tajemnicze okulary - "Dzień niebieskiego psa". W poprzednim odcinku :) Peggy rozprawiała się z Niewidzialnymi (przypominam: duchami) i usiłowała doprowadzić miasto do porządku, co nie było łatwe, bo wszystkim kierował mały, niebieski kundelek (ale więcej TUTAJ)


W tej części Peggy już nie ma nic przeciwko niebieskiemu psu, ba, nawet się z nim zaprzyjaźnia i od tej pory kundelek jej pomaga. A ma w czym. Ojciec Peggy znajduje pracę na opuszczonym lotnisku - ma strzec samolotów w hangarach. Problem w tym, że lotnisko jest bardzo daleko od najbliższych osad, znajduje się na pustyni, jest tam okropnie gorąco i... niedługo zaczyna brakować wody. Peggy jest przekonana, że to sprawka Niewidzialnych, zwłaszcza, że po tym zdarzeniu psuje się samochód rodziny. Dziewczynka ma rację - to rzeczywiście dzieło duchów.

Jakby tego było mało, Peggy dowiaduje się od jednego z przyjaznych mężczyzn, że nad pustynią grasuje fatamorgana, do której mogą się dostać jej bliscy, a nawet ona sama. I tak się dzieje - na początku fatamorgana "połyka" rodziców i starszą siostrę Peggy - Julię, a zaraz potem dziewczynka rusza im na ratunek. Towarzyszy jej pies.

Od tego momentu książkę czyta się dosłownie jednym tchem. Nieoczekiwane zwroty akcji, nowi bohaterowie, historie mrożące krew w żyłach i nie taka słodka rzeczywistość w fatamorganie sprawiają, że książka zyskuje same plusy. Ja sama podczas jej czytania czułam się, jakbym była w krainie fatamorgany :). Peggy poznaje nastolatków, którzy na początku stoją za nią murem i chcą jej pomóc w obudzeniu olbrzyma-demona, który stoi za całą tą sprawą. Ale niektórzy tchórzą, bo po drodze czeka wiele niebezpieczeństw, niektórzy dają się nabrać urokom fatamorgany lub zostają zaczarowani, a niektórzy po prostu odwracają się od niej, właśnie w tej chwili, gdy ich najbardziej potrzebuje. Zdrajcą okazuje się też... niebieski pies, którego Niewidzialni skusili propozycją zostania człowiekiem...

Swój wątek w powieści ma również chłopiec, który kilkadziesiąt lat temu wszedł do fatamorgany, jako nastolatek, ale nie mógł z niej wyjść. Chłopiec ma na imię Sebastian i Peggy ulega jego urokowi. Niestety, historia ich, hm, miłości nie ma szczęśliwego zakończenia, chociaż można się dopatrywać pewnych zalet takiego wyboru autora. No cóż, może autor jednocześnie chciał nie rozdzielać Peggy i Sebastiana, ale również nie chciał, by ta historia zakończyła się szczęśliwie pod każdym względem. W końcu to nie jakiś ckliwy romans, tylko porządna książka science-fiction dla młodzieży :)

Ulica Strachu

R.L.Stine - seria "Ulica Strachu", Siedmioróg

Stine - Cicha noc - R. L. Stine Iwona Żółtowska Danuta Sadkowska Udało mi się przeczytać prawie wszystkie książki z tej serii - niestety, PRAWIE,  bo nigdzie ale to nigdzie (w żadnej księgarni, bibliotece czy u znajomego) nie mogę znaleźć jednej części, a mianowicie "Zabawić się latem". Z Internetu nie ściągnę, bo to nielegalne :), ani nie kupię, bo nawet szukałam kiedyś, ale nie było chyba nawet na Allegro i stronie wydawnictwa. Kiedyś chciałam zakupić całą serię, ale udało mi się wypożyczyć w bibliotece... oprócz tej jednej oczywiście :). No cóż. Może jeszcze kiedyś będę miała okazję przeczytać. Na razie zrecenzuję pozostałe.

"Ulica Strachu" to seria kryminalno-sensacyjna. W każdej części jest mowa o innych bohaterach, i zupełnie innym przypadku. Mamy, na przykład, tytuły: "Złowrogi księżyc" - o dziewczynie, która nie wiedząc w jaki sposób staje się wilkołaczką, "Koszmarne sny" - o dwóch siostrach, które przeprowadziły się do nowego domu i jedną z nich dręczą właśnie... koszmarne sny :), "Cicha noc" - kryminał o świątecznym klimacie, bardzo dobrze się czyta, i wiele innych.

Książki czyta się dobrze, z właściwym temu tematowi i gatunkowi powieści napięciem i oczekiwaniem na kolejne wydarzenia. Każdy rozdział kończy się znakiem zapytania, i po prostu musisz przewrócić stronę, żeby dowiedzieć się, co jest dalej, bo inaczej, nie usiedzisz w miejscu ;) Mówię (a raczej piszę) to z własnego doświadczenia.

Robert Lawrence Stine pisze głównie dla młodzieży. Mówi się o nim "Stephen King dziecięcej literatury". Powieści Kinga jeszcze żadnej nie miałam w rękach, ale może niedługo czegoś poszukam. R.L. Stine napisał wiele książek, na których wypisanie tu nie mam, niestety, zbyt dużo miejsca, dlatego zostawię wam link do Wikipedii, z którego skorzystacie, jeśli zechcecie. Tak więc więcej informacji o autorze serii "Ulica Strachu" znajdziecie TU

Mi najbardziej podobały się części: "Zamiana" (trzymająca w napięciu do ostatniej strony, naprawdę świetna, długo po jej przeczytaniu zastanawiałam się, co by było, gdybym ja zamieniła się z kimś ciałem, a potem ten ktoś wywinąłby mi taki numer... W książce okazało się to wprawdzie imaginacją, ale...), "Koszmarne sny" (pisałam o tym wyżej, dziewczyna ma tytułowe koszmarne sny, za którymi stoi... tego nie zdradzę, koniecznie przeczytajcie!), "Co usłyszała Holly" (jak niedawno "Dziewczyna w czerwonej pelerynie", tak tam była "Dziewczyna z niebieskim szaliczkiem") i "Wyzwanie" (o chłopaku, który w ramach zemsty chciał... zabić swojego nauczyciela).

niedziela, 13 listopada 2011

Świat nocy. Dotyk wampira

L.J.Smith - "Świat nocy. Dotyk wampira", Amber

L.J.Smith to autorka znanej i sfilmowanej jako serial bestsellerowej serii "Pamiętniki wampirów". Z jej książkami stykam się często, ale zwykle nie czytam całych, bo trochę mnie nudzą :). Dziś chciałabym opowiedzieć (a raczej napisać) o jej książce "Dotyk wampira" z serii "Świat nocy".

Na początek o czymś, z czym stykam się w prawie każdej obcojęzycznej książce. Tytuł angielski brzmi "Secret vampire" - jak ja nienawidzę, gdy tytuł oryginalny różni się od polskiego! Przecież "secret" to nie "dotyk", tylko (przytaczam ze słownika): tajny, cichy, tajemnica, sekret. Chyba kiedyś napiszę w tej sprawie do jakiegoś wydawnictwa... a najlepiej do wszystkich, bo prawie zawsze jest tak, że tytuł oryginalny jest inny niż polski.

Książka rozpoczyna się dość intrygującym, ale też szokującym zdaniem: Pierwszego dnia wakacji Poppy dowiedziała się, że umrze. Potem mamy pierwszy wakacyjny poranek, a kilka dni później Poppy już wie, że ma raka. Dowiaduje się też o tym jej wieloletni przyjaciel, James, który... jest wampirem. Postanawia uratować dziewczynę od śmierci... a jedynym na to sposobem jest przemienienie jej w wampira.

Akurat ta książka L.J.Smith mi się podobała. Ale pamiętam, że gdy ją czytałam, cały czas martwiłam się, czy nie mam raka jak bohaterka. Tak - jestem hipochondryczką i niestety, nie ułatwia mi to życia... a wręcz przeciwnie :).
Jedynie zakończenie jest smutne - Poppy wyjeżdża i opuszcza swoją rodzinę. No tak, jest wampirem, musi więc żyć z daleka od ludzi - to byłaby niepotrzebna pokusa. Jej matka jest przekonana, że Poppy nie żyje, prawdę zna tylko brat Phil. Dziewczyna pożegnała się z matką, gdy ta spała:

Ale najpierw Poppy musi coś zrobić.
Zakradła się po cichu do wielkiego łoża, jak cień, nie budząc śpiących. Przystanęła przy nieruchomej postaci matki.
Popatrzyła na nią, potem przemówiła myślami.
Na pewno myślisz, że to sen, mamo. Nie wierzysz w duchy. Ale muszę ci powiedzieć, że u mnie wszystko w porządku. Jest mi dobrze, czuję się szczęśliwa i chociaż nie rozumiesz, proszę, postaraj się uwierzyć. Tylko ten jeden raz uwierz w to, czego nie możesz zobaczyć.
 Przerwała.
 Kocham cię, mamo. I zawsze będę kochała.
 Kiedy wychodziła z sypialni, matka nadal spała. Uśmiechała się przez sen. [cytat str.170]

Ten fragment bardzo mnie wzruszył. Ja chyba nie opuściłabym swojej rodziny, nawet gdybym musiała :). Zamierzam zapoznać się z kolejnymi książkami L.J.Smith (tak na marginesie, L.J. czyli Lisa Jane) - zwłaszcza tymi z serii Świat Nocy, bo myślę, że mogą być dobre :)

Upiorna rodzinka. O rety, ukradli mi gacie!

Klara Maciejewska - "Upiorna rodzinka. O rety, ukradli mi gacie!", Wydawnictwo Dolnośląskie

Jeśli wydawało się wam, że to właśnie wy macie koszmarną, upiorną rodzinkę z piekła rodem to... tak się wam tylko wydawało! Poznajcie Witka, Grzędziuszkę, Mamusię i Tatusia - czyli tytułową upiorną rodzinkę. Niby są normalni - wstają rano, jedzą śniadanie, dzieci idą do szkoły, a rodzice do pracy... No właśnie - tak naprawdę nie idą do żadnej pracy. Prowadzą pensjonat... w którym straszy. A dzieci pomagają im w tym.

I tak mamy na przykład Wesoły Pokoik w pensjonacie. Jego nazwa jest jednak bardzo myląca, bo pokoik ani trochę nie jest wesoły - dzieci robią sobie żarty z pana Bizona, który w nim zamieszkuje i stąd mamy tytuł szóstej części serii o upiornej rodzince - "O rety, ukradli mi gacie!". Teraz zgadnijcie, kto te gacie ukradł :).

Oprócz tej mamy jeszcze trzy równie śmieszne historie.

sobota, 12 listopada 2011

Zemsta

Aleksander Fredro - "Zemsta", Greg

GREG ZEMSTA TWARDA OPRAWA"Zemstę" czytałam w ubiegłym roku, podczas omawiania jej jako lekturę na języku polskim. W opracowaniu jako charakterystyka gatunkowa książki widnieje wyrażenie "komedia charakterów". Komedia? Dla mnie jakoś było tam mało śmiesznych scenek. No, może jedynie postać Papkina mnie bawi. Aha, i jeszcze słynne powiedzonko Cześnika - "mocium panie". Ale "Zemsta" wcale nie czytała mi się dobrze. Już chyba wolę "Zmierzch".

Pokrótce historia opowiada o tym, jak to dwóch sąsiadów, a mianowicie Cześnik i Rejent, spierali się o mur graniczny. Jeden chciał go zburzyć, drugi zostawić. Dodatkowo pojawiają się wątki miłosne - Klary i Wacława na przykład -, wątek planów małżeńskich Cześnika, wątek Papkina, Podstoliny i pozostałych postaci.

Krótko mówiąc: mi się nie podobało. Jeśli ktoś ma słabość do klasyki, to oczywiście z pewnością odnajdzie zalety Zemsty, ja niestety nie należę do ludzi, którzy lubią takie książki...

piątek, 11 listopada 2011

Klub Tiary

Vivian French - seria "Klub Tiary", Zielona Sowa

Księżniczka Charlotte i Urodzinowy BalPierwszy raz spotkałam się z tymi książeczkami, widząc je parę lat temu w magazynie "Victor Junior". Potem pierwszą część dostałam od cioci, następną od mamy, a resztę (choć nie wszystkie) kupiłam sobie sama. Ile to poszło pieniędzy! Niedawno podczas robienia przeglądu i remanentu w książkach oddałam prawie całą serię, zostawiając sobie trzy tomiki: pierwszy, drugi i dwunasty. Nie wiem, co zarządziło takim wyborem - może gdyby ustawić obok siebie jedynkę i dwójkę to robi się dwunastka? :) Tak czy owak, trzy książki zostały.

Seria opowiada o młodych księżniczkach, które uczęszczają do Akademii Księżniczek. W każdej części narratorką jest inna dziewczynka. Perypetie księżniczek starszych by po prostu znudziły, bo seria jest wyraźnie kierowana do małych dziewcząt marzących o tym, by w przyszłości rządzić jakimś państwem :). Czytaj: do pokolenia Barbie i koloru różowego. Duże litery, wielkie ilustracje i treść są odpowiednie dla młodych czytelniczek. No więc na prezent gwiazdkowy (niedługo święta!) jak najbardziej polecam córkom, siostrom czy wnuczkom :)

Książki nie są jednak tak ogłupiające, jakby się mogło wydawać. Wręcz przeciwnie. Może i są dla mało wybrednych czytelników, może ponad połowa to ilustracje, ale mamy tam  lekcje o dobrych manierach i zachowaniu księżniczki. Możliwe, że po lekturze którejś z części dziewczynka nie będzie musiała zostać upominana, sama z siebie będzie przestrzegać czegoś w stylu zasad "królewskiej etykiety" - czyli w naszym przypadku zwyczajnego savoir-vivre.Okładki są śliczne. Przykuwają uwagę, są kolorowe i na każdej widnieje obrazek głównej bohaterki (czyli narratorki) książki. Gdybym miała kupę kasy, skusiłabym się na całą serię choćby dla samych okładek :). Ale z braku pieniędzy i miejsca na półkach, oddałam książki do antykwariatu i teraz czekam, aż się sprzedają :).

Kolejne serie to "Klub Tiary. Srebrne wieże", "Klub Tiary. Rubinowy pałac".
Strona internetowa serii TUTAJ

Elita

Lisi Harrison - "Elita", Amber

87028.jpgI znów coś, co dawno czytałam. Niestety, nie mam czasu, by przebrnąć przez niektóre książki ponownie, bo czytam inne, albo po prostu się uczę... albo leniuchuję :).

Do szkolnej elity w tej książce należą: Massie, Dylan, Alicia i Kristen. Massie jest jej liderką. Niestety (dla Massie) w odwiedziny do jej rodziców przyjeżdża przyjaciel ojca z czasów studenckich... razem ze swoją córką Claire. Owa Claire nosi niemodne ciuchy, w ogóle jest jakaś dziwna i nie pasuje do elity, ale przyczepia się do Massie jak rzep psiego ogona. Wobec czego liderka grupy razem z przyjaciółkami postanawiają zamienić szkolne (i pozaszkolne) życie Claire w piekło. Najbardziej w pamięć zapadła mi scenka, gdy podczas plastyki jedna z dziewczyn niby przypadkiem pochyla się w stronę Claire, przy okazji specjalnie pociąga pędzlem po jej białych spodniach. Pędzel był umoczony w czerwonej farbie :).

Książka to coś w stylu "Plotkary", więc wielbicielom przygód mieszkańców Manhattanu ta książka powinna się spodobać. A w serii: "Elita", "Klub byłych przyjaciółek", "Najlepsze przyjaciółki na zawsze", "Podrywaczka atakuje", "Zemsta klasowych piękności".

Wyspa Nim

Wendy Orr - "Wyspa Nim", Zielona Sowa

Tę książkę czytałam dość dawno (jak zresztą wiele ze zrecenzowanych tutaj), więc słabo pamiętam szczegóły i fabułę, ale mniej więcej wiem, o co tam chodziło. Może uda mi się coś napisać :)

Na wyspie mieszka dziewczynka imieniem Nim, razem ze swoim ekscentrycznym ojcem i dość dziwnymi przyjaciółmi, którymi są... iguana i lew morski. Ten pierwszy nosi imię Fred, a drugi - Selkie. Nim nie ma mamy, straciła ją w dość dziwny, ale smutny sposób. Otóż jej matka była badaczem i któregoś dnia (co było moim zdaniem bardzo nierozsądne) zdecydowała zbadać brzuch wieloryba. No dobra, gdyby tylko ten wieloryb na przykład był martwy - to pewnie dobrze by się dla niej skończyło. Ale wieloryb był jak najbardziej żywy, w dodatku pojawili się turyści i wystraszyli płetwala, który spanikował i dał nura w głębiny oceanu. Matka dziewczynki przepadła razem z wielorybem. Nim przyjaźni się również z podróżnikiem i pisarzem Alexem Roverem. Nie wie, że słynny, odważny bohater w rzeczywistości jest... nieśmiałą, lękliwą kobietą. Gdy więc Nim prosi Alexa (a raczej Alexandrę) o pomoc, bo jej ojciec znika, ten (a raczej ta) musi pokonać lęki i wyruszyć w świat, który zawsze ją przerażał.

Właściwie jest to całkiem sympatyczna książeczka, do której nie mam się przyczepić. Mamy i humor, i akcję, i niebezpieczeństwo, i radość, i niepokój, i łzy, są ludzie i zwierzęta, ląd i ocean. Są więc wartości przeciwstawne, mamy kontrasty, ale to właśnie dlatego książka jest tak interesująca.
Na podstawie powieści powstał film "Wyspa Nim" z Jodie Foster jako Alex, Abigail Breslin jako Nim i Gerardem Butlerem jako Jack - ojciec dziewczynki. Trochę różni się od książki, ale która adaptacja filmowa jest w stu procentach zgodna  ze swoim pierwowzorem? :)

czwartek, 10 listopada 2011

Henryśka

Martine Murray - "Henryśka - drugiej tak wspaniałej nie znajdziecie", "Henryśka wielka odkrywczyni", "Henryśka dostaje list", Zielona Sowa


Tym razem postanowiłam opisać całą serię w jednym poście. Od czego zacząć? Chyba najpierw przedstawię wam Henryśkę, czyli sympatyczną dziewczynkę, z którą na pewno można by się zaprzyjaźnić... gdyby istniała naprawdę :). No więc tak. Henryśka ma małego braciszka Alberta, dwie białe myszki, psa koloru czekolady, wełnianego mamuta, dwie długie zielone skarpetki z palcami, jedną piklożerną przyjaciółkę Oliwkę Idzikowską i wannę do żeglowania. I jeszcze całkiem sporo innych rzeczy i osób.

W pierwszej części poznajemy Henryśkę i odkrywamy z nią coraz to nowe... hm... "cosie" :). Henryśka daje nam też przepis na to, jak stać się zwierzakiem (nie zdziwcie się więc, gdy dzieci po lekturze tej książeczki zaczną pohukiwać, latać po domu z listkiem przyczepionym do majtek i robić inne różne dziwne rzeczy, które wymieniła Henryśka) i opowiada, kim chciałaby być. "Nie królem, ponieważ królom nie wolno puszczać bąków" - mówi (hahaha!).
Aha, zapamiętajcie jedno słowo z tej książeczki, uwaga, brzmi ono tak:
SZEEZAAAMAGEEZA. Słowotwórstwo, zabawy słowami i cytaty Henryśki są po prostu genialne :).

W drugiej części Henryśka znów coś odkrywa. Na przykład musi znaleźć dom dla Ryśki. Ryśka jest zagubiona i znikają jej kropki. No więc przyszła królowa Szeroko Obszernego Długiego Odjazdowego Wybrzeża Zagubionych Skarpetek rozpoczyna swoją akcję i szuka domu Ryśki razem ze swoją przyjaciółką Oliwią. Ponadto pojawia się potwór, który jest owłosiony, spocony, cuchnący, ma smarki, kłaki i grzybicę (fuuuuuj!), a Henryśka mówi na jego widok... SZEEZAAAMAGEEZA. :)

W trzeciej części natomiast Henryśka dostaje list (hm, mówi to już sam tytuł :)). Na dodatek coś czai się pod jej łóżkiem! Henryśka jest pewna, że to nie żaden krokodyl, nosorożec czy potwór, a potem okazuje się, że to Malwinka Majowa Rosa - mała wróżka - spała w jej skarpetce. I ta część chyba najbardziej mi się podobała. Nie wiem, dlaczego, może mam jakieś upodobanie do magii...? :)

Książki czytałam kilka lat temu młodszej siostrze, ale chyba niedługo znów po nie sięgnę. Dlaczego? Bo uważam, że seria o Henryśce jest uniwersalna, może ją czytać każdy. I, jak również pisze wydawnictwo, "to wspaniała lektura nie tylko dla najmłodszych, ale dla każdego, kto ma bujną wyobraźnię".

Koszmarny Karolek i straszliwy śniegowy potwór

Francesca Simon - "Koszmarny Karolek i straszliwy śniegowy potwór", Znak

Na początek tekścik z tylnej okładki: "Czy chcielibyście dowiedzieć się, jakich przezwisk bardzo nie lubi Damianek, jak przekonać Bogatą Ciocię Bellę, by w testamencie zapisała Karolkowi dużo pieniędzy i jak nazywa się ulubiony pisarz Karolka? Jeśli tak, to sięgnijcie do cyklu książeczek o przygodach Koszmarnego Karolka, okropnego synka rodziców, którzy pragną uczynić z niego grzecznego chłopca i nie zawsze im się udaje...". 

A ja dodam do tego jeszcze jedno: NIGDY im się to nie udaje. Karolek jest nieposłuszny, koszmarny, wredny, podstępny... ale co z tego, skoro jego przygody i pomysły rozbawiają do łez? Czasem są tak absurdalne czy wręcz głupie, że nie wyobrazilibyśmy ich sobie w naszym życiu. Na szczęście istnieje coś takiego jak literatura i w książce możemy zawrzec nasze pomysły, marzenia czy też inne sprawy, które wydarzyły się w naszym życiu albo nie, i dlatego przynajmniej chcemy się nimi podzielić z innymi poprzez książkę. Francesca Simon jest genialną pisarką dla dzieci. Sama nie wiem, jak, ale uwielbiam każdą część przygód wykreowanego przez nią Koszmarnego Karolka. A w tym tomiku Karolek zyskuje coś w rodzaju nowego oblicza, jakąś zaletę - bo przecież mowa tam o ULUBIONYM PISARZU Karolka. To znaczy, że Karolek jednak czyta książki! Byłam mile zaskoczona tym faktem, że autorka nie stawia postaci Karolka w jednym, złym świetle, jako bohatera niewartego naśladowania, ale przypisuje mu jedną ważną zaletę.

To przesłanie zapamiętajcie też wy: naprawdę warto czytać książki! I będę to powtarzać jeszcze nie raz :).

środa, 9 listopada 2011

Dynastia Miziołków

Joanna Olech - "Dynastia Miziołków", Egmont


Świetna książka - to mówię na wstępie.

Główny bohatek to Miziołek, zwany tak przez rodzinę i kolegów. Sam już nie wie, jak ma na imię, a "Miziołkiem" został od chwili, gdy wydeklamował wyliczankę "aniołek, fiołek, róża, bez, kowalia, balia, wściekły pies..." - z tym, że słowo "fiołek" zastąpił wyrazem "miziołek". Oprócz niego w książce mamy też nieogarniętego tatę czyli Papiszona, mamę (Mamiszona), która zachowuje się jak nastolatka (dowodem oszukiwanie podczas gry w karty, ciągłe gubienie rękawiczek i nałogowe czytanie "Chatki Puchatka"), młodsza siostra Kaszydło, która wierzy w świętego Mikołaja i najmłodsza "pieszczotliwie" zwana przez Miziołka Małym Potworem, odpłacająca się (przynajmniej moim zdaniem :)) za przezwisko gryzieniem przegubu brata. Nie wiem czemu, ale mi książka ta przypomina serial "rodzinka.pl", choć w TV mamy trzech chłopców, zaś tu przewaga liczebna należy do płci żeńskiej.

Perypetie Miziołka, jego przyjaciół i krewnych rozbawią was do łez. A ilustracje autorki idealnie dopełniają całości.

Magda.doc

Marta Fox - "Magda.doc", Siedmioróg

Z twórczością pani Marty zapoznałam się w pierwszej klasie gimnazjum, kiedy to w szkolnej bibliotece natknęłam się na jej książki. Wypożyczyłam jedną czy dwie na próbę... i tak mi się spodobały, że nie zauważyłam, kiedy zaczęłam czytać następne :).

"Magda.doc" to powieść o osiemnastoletniej dziewczynie, która dobrze się uczy, nie chadza na randki, jest miła, uczynna - słowem jest takim typem, który już (niestety) zanika. Prowadzi swój komputerowy dziennik, a komputer nazywa Dżordżem. I mimo, że, można by pomyśleć, taka z niej szara myszka, to jednak cicha woda brzegi rwie. Magda zachodzi w ciążę. To zdarzenie sprawia, że wszystko się rujnuje. Relacje z matką ulegają całkowitemu pogorszeniu, rozpada się znajomość z nieodpowiedzialnym chłopakiem, pojawiają się kłopoty w szkole i z maturą... Na szczęście Magdzie pomaga ojciec chłopaka - co za zbieg okoliczności, też Łukasz, tyle że senior :).

Książka ma swoją kontynuację - "Paulina.doc", niestety, jeszcze nie czytałam, bo jakoś nie było okazji...

Dom na Zanzibarze

Dorota Katende - "Dom na Zanzibarze", Wydawnictwo Otwarte

Świetna książka, połączenie biografii z elementami podróżniczymi. Historia Polki, która gdy raz wyjechała na Zanzibar, zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia i już nie chciała wracać. Jej marzeniem było tam zamieszkać, ale dom, dzieci, praca... Na szczęście nie poddała się i zrealizowała swój cel. Nie obyło się bez kolejnych przeszkód, ale w końcu udało się i od tamtej pory pani Dorota mieszka na Zanzibarze, prowadzi biuro podróży Safari Travel, organizuje śluby na tym "raju na ziemi" (jak ludzie zwą Zanzibar)

Kolejna książka autorki ma opowiadać o kobietach na Zanzibarze, tradycjach i rytuałach. Już nie mogę się doczekać! :)

"Dom na Zanzibarze" to przede wszystkim historia tego, że nie warto się poddawać, trzeba wierzyć w siebie, dążyć do celu i nie przestawać marzyć. No i oczywiście tego, że prawdziwą miłość można znaleźć również tam, gdzie się najbardziej nie spodziewamy...

Plotkara 2. Wiem, że mnie kochacie

Cecily von Ziegestar - "Plotkara 2. Wiem, że mnie kochacie", Amber

Nadszedł czas pisania podań do collegu. Wszyscy (no, prawie...) się tym stresują, ale Plotkara podaje nam swój sposób na opanowanie stresu w ostatniej klasie liceum (warto zapamiętać!:)) : zmieszaj jednego przystojniaka z nową parą cudownych skórzanych kozaczków, całonocną imprezą i kilkoma drinkami. Blair ma natomiast jeszcze dużo powodów do stresu: jej matka wychodzi za mąż za obleśnego Cyrusa, jej ojciec jest gejem i mieszka we Francji ze swoim partnerem, a w dodatku Cyrus ma syna - Aarona, który ma dredy, słucha Boba Marleya i pali ziołowe papierosy - który zostaje przybranym bratem Blair. Nate się do niej nie odzywa i zostawia ją dla młodszej Jenny z wielkimi "balonami" - jak to się tam określa. Blair nie ma pojęcia co robić i podczas rozmowy o przyjęcie na uniwersytet Yale wybucha płaczem i opowiada szczegóły swojego życia. Nie pomija nawet tego, że ukradła kaszmirowe spodnie od piżamy dla swojego chłopaka, który ją zostawił.

Inni bohaterowie też nie mają lepiej. Dan jest do szaleństwa zakochany w Serenie, ale ona nie chce się wiązać na stałe i traktuje ich związek jako przelotną znajomość.  Nie pomagają - a wręcz szkodzą - wiersze miłosne, które jej wysyła. Vanessa spotyka się z barmanem  Clarkiem, ale nie może przestać myśleć o Danie. Aha, i dochodzi jeszcze konkurs filmowy - swoją kandydaturę zgłaszają Vanessa, Serena i Blair - zgadnijcie, kto wygra?
A najlepiej nie zgadujcie, tylko po prostu przeczytajcie książkę.

wtorek, 8 listopada 2011

13 Poprzeczna

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - "13 Poprzeczna", Nasza Księgarnia

Oto trzy główne bohaterki książki: zbuntowana Agata, wyzywająca Klaudia i grzeczna, ułożona Zosia. Każda z nich jest inna, ma swoje marzenia, plany (no, może oprócz Klaudii, która żyje chwilą i prawie nic jej nie obchodzi), nie przepadają za sobą nawzajem... a jednak w pewien sposób ich losy się łączą. Dziewczyny są poddane próbie - w ramach "pokuty" za znalezione przez wychowawczynię w czasie szkolnej wycieczki puszki po piwie i niedopałki papierosów, przychodzą do Magdy, która jest w śpiączce i czytają jej książki. A odtąd już tylko kilka kroków do przyjaźni...

Bardzo ciekawa książka młodzieżowa. Idealna zwłaszcza dla dziewczyn, które chcą odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość lub poczuć, że nie są same w swojej indywidualności.

Dobranoc, słonko

Heidi Hassenmuller - "Dobranoc, słonko", Ossolineum

Dziś będzie krótko.
Historia dziewczynki przez lata wykorzystywanej seksualnie przez swego ojczyma. Gabi wie, co się dzieje, ale nie ma odwagi przyznać się do tego nikomu. Skrywa wszystko w sobie, nawet gdy ojczym ją pobił, udała, że spadła ze schodów. W książce na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale wiadomo, że nie zawsze takie historie mają swój happy-end. Warto zastanowić się nad tym problemem.

Koszmarny Karolek i megabombowa machina czasowa

Francesca Simon - "Koszmarny Karolek i megabombowa machina czasowa", Znak

"Megabombowa" książka :).

Znany już wam Koszmarny Karolek tym razem wybiera się na pieszą wycieczkę, próbuje wysłać młodszego brata w podróż w czasie i udaje się do restauracji, natomiast Damianek, czyli braciszek, chce zemścić się na Karolku. Jak można przypuszczać, wszystkie opowieści rozbawią was na całego. Zwłaszcza ta, gdy koszmarny chłopiec idzie wraz z rodzicami, ciocią i znienawidzonym kuzynem do restauracji i spotyka tam swoją nauczycielkę, panią Kat-Toporską. Ta ostatnia przyszła z kolei ze swoją matką, która bez przerwy ją upomina, co nie uszło uwadze Karolka :).

Romeo i Julia

William Szekspir - "Romeo i Julia", Greg

Klasyka. Historia o nieszczęśliwej, tragicznej miłości inspiruje wielu ludzi, czy to pisarzy ("Julia" na podstawie której powstał film "Listy do Julii"), czy filmowców (przykładem animacja "Gnomeo i Julia", o której pisałam), czy zwykłe osoby. Chyba każdy zna opowieść o zakochanych z dwóch wrogich sobie rodów, którzy, niestety, nieszczęśliwie skończyli i to przez zwykłe nieporozumienie - każde z nich myślało, że to drugie nie żyje...

Jako że Szekspir tworzył w XVI wieku, wiele słów i wyrażeń może zostać przez młodszych niezrozumiane. Proponuję czytać lekturkę z opracowaniem, wtedy jest szansa, że znajdziemy wyjaśnienia niektórych wyrazów, choć w nie wszystkich "ściągach" takie są. Trzeba więc po prostu zdać się na instynkt i samemu wykombinować, co poszczególne słowa znaczą.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Lou! Na końcu świata

Julien Neel - "Lou! Na końcu świata", Egmont

No i mamy drugi tomik. Przygody Lou, tym razem na wsi. Dziewczyna musi spędzić lato na zabitej dechami dziurze u swojej babci. Na szczęście jedzie tam ze swoją matką i... kotem :). Ale, jak tłumaczy swojej koleżance Minie, "kwiaty pachną dymem, komary są wielkie jak pięść, jest tam tak wilgotno, że gdy się poruszasz, grzęźniesz w ziemi... Ale nie to jest najgorsze! Nie ma zasięgu!" - jak widać prawie trzynastoletnia Lou nie wyobraża sobie chwili bez telefonu... i trudno się dziwić :).

W książeczce znajdziecie historyjki o tym, jak Lou spędzała wakacje na wsi. Może to wam podsunie pomysły, jak samemu nie dać się nudzie podczas wakacji poza miastem :).

Peggy Sue i duchy. Dzień niebieskiego psa

Serge Brussolo - "Peggy Sue i duchy. Dzień niebieskiego psa", Albatros

Moja ulubiona seria fantasy, przeczytałam dwa tomy, ale nigdzie nie mogłam znaleźć trzeciego. 

Bohaterką jest czternastoletnia Peggy Sue, która nosi magiczne okulary, przez które widzi duchy. Autor zastrzegł, że nie lubią być one zwane "duchami" i "wolą, gdy się na nie mówi Niewidzialni". No więc Niewidzialni tak naprawdę niewidzialnymi pozostają dla wszystkich oprócz Peggy Sue. W pierwszej części cyklu nad miastem pojawia się niebieskie słońce. Zaczynają dziać się dziwne rzeczy, panuje chaos. Gdy władzę w miasteczku przejmuje... zwykły kundel i wydaje rozkazy samemu merowi (czyli francuskiemu burmistrzowi), Peggy przeczuwa nieuchronną katastrofę. Zachcianki i polecenia psa wydają się nie mieć końca, a każde jest dziwniejsze od poprzedniego. Peggy Sue wie, że to sprawka Niewidzialnych, ale nie ma pojęcia, co robić...

Książka jest ciekawa, łatwo i szybko się ją czyta, można więc powiedzieć, że wciąga. Gdy ją czytałam, wyobrażałam sobie, że jestem główną bohaterką, przenoszę się do miasteczka Point Bluff i pokonuję Niewidzialnych, w sposób jaki opisał autor - patrzę w nich przez magiczne okulary, dotąd aż poczuję zapach palonego karmelu... A potem wszystko kończy się dobrze :).

Koszmarny Karolek i zębowa wróżka

Francesca Simon - "Koszmarny Karolek i zębowa wróżka", Znak

Ubóstwiam serię o Koszmarnym Karolku. Ten chłopiec ma tyle koszmarnych pomysłów w głowie, że w mojej to się nie mieści :). Wprawdzie to autorka wszystko wymyśliła, ale wszelkie koncepcje przydzieliła właśnie postaci Karolka. 

W tej części (a jest ich tyle, że sama nie mogę się doliczyć) mamy cztery historyjki: Koszmarny Karolek i zębowa wróżka, K.K. i ślub, Wredna Wandzia przybywa, K.K. i nowy nauczyciel. W pierwszej młodszy brat Karolka - Damianek - traci ząb i otrzymuje nagrodę od zębowej wróżki. Karolkowi jak na złość wszystkie zęby siedzą w dziąsłach, więc sprytny chłopiec próbuje nabrać wróżkę i najpierw chce zabrać Damiankowi jego ząb, potem zjada wszystkie słodycze, ale rozbolał go brzuch, następnie wkłada pod poduszkę plastikowe zęby wampira, ale ten numer nie przechodzi. Sam koniec historyjki jest tak zabawny, że po prostu płakałam ze śmiechu - Karolek za namową (a raczej rozkazem) mamy zjada jabłko... i już po pierwszym ugryzieniu czuje, że coś jest nie tak. Karolek... połyka swojego zęba.

Pozostałe historyjki są równie śmieszne, zwłaszcza ta o nowym nauczycielu, gdzie Karolek wymyśla wiersz o wymiotowaniu i za wszelką cenę próbuje pozbyć się belfra z klasy. Zakłada się z przyjacielem, że uda mu się wygonić nauczyciela z klasy z krzykiem. Czy wygrywa zakład - tego nie napiszę, żeby was zachęcić do przeczytania tej książeczki.

Stary człowiek i morze

Ernest Hemingway - "Stary człowiek i morze", SAAW

W ogóle nie rozumiem, za co ta książka dostała Nagrodę Nobla. Moja polonistka stwierdziła, że opowieść Hemingwaya mówi o tym, że "człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać". No nie wiem, czytając ją miałam wrażenie, że jest... o niczym. 

Ot, zwykły rybak wyszedł w połów, złapał rybę ale dziwnym trafem zaczęła ona ciągnąć łódź za sobą. Trwało to dość długo, zanim stary człowiek w końcu zabił rybę, a potem musiał jeszcze stawić czoło rekinom, które miały ochotę na marlina, czyli wymienioną wcześniej rybę. W książce są wątki religijne, takie jak na przykład ten, gdy mężczyzna obiecuje Bogu, że odmówi sto "Ojcze Nasz" i sto "Zdrowaś Maryjo" w zamian za to, by w końcu złowił rybę.

Mnie opowiadanie o starym człowieku i morzu nie zachwyciło i nie zainteresowało. No cóż, może do niego nie dorosłam...

niedziela, 6 listopada 2011

Lou! Codziennik

Julien Neel - "Lou! Codziennik", Egmont

Prześmieszny komiks - to mogę stwierdzić od razu. Perypetie nastoletniej Lou, jej mamy, przyjaciółki Miny, sąsiada Ryszarda, chłopca Tristana w którym Lou się skrycie podkochuje, gderliwej babci i pozostałych, mniej ważnych bohaterów. Na każdej stronie znajdziemy historyjkę komiksową opowiadającą o czymś innym. Główna bohaterka ma własny styl, sama szyje sobie ubrania, w przyszłości chce być "autorką sztuk, reżyserką, aktorką i kostiumologiem", ale jest nieśmiała. Przeżywa problemy miłosne, a sama próbuje zeswatać mamę z sympatycznym sąsiadem Ryszardem. Mama Lou pisze powieść o Lisicy - wojowniczce z kosmosu, jest uzależniona od grania na konsoli i ciągle drze koty z własną matką. A' propos kotów :) - pojawia się tam jeden, mama Lou na początku nie chce słyszeć o posiadaniu zwierzęcia, potem daje się przekonać i cały dzień nie wypuszcza kota z objęć :).

Jest to pierwszy tomik przygód Lou, sama czytałam jeszcze drugi, ale już kolejnych nie znalazłam ani w kioskach ani w Empiku... Bardzo szkoda, bo chętnie zapoznałabym się z dalszymi przygodami sympatycznej blondyneczki.

Kocie historie

Tomasz Trojanowski - "Kocie historie", Literatura



Znakomita książka o kotach. Miałam okazję zobaczyć autora na żywo dwa razy: najpierw na spotkaniu autorskim w szkole (chyba w drugiej klasie podstawówki), potem w bibliotece. I dostałam autograf ;).


Herman, Zofia i Gieniek to psotne koty mieszkające w domu Dużego. Mają tysiąc pomysłów na minutę, a każdy z nich bardziej zwariowany od poprzedniego. I tak mamy między innymi koty pływające na fortepianie, który pełni funkcję statku, koty latające w wannie, który robi za samolot, koty cyrkowe, czyli Niewytresowane Koty wchodzące na drzewo i koty sprzątające, które poszły z Dużym do lasu, a ten był cały zaśmiecony... Najbardziej rozśmieszył mnie początek książki, kiedy to sąsiad Dużego wdał się z nim w rozmowę na temat hodowli niezwykłych roślin... które okazały się kotami :).

"Kocie historie" są świetne na szare, jesienne dni, bo na pewno poprawią nam humor. A do tego jeszcze czegoś nauczą. Ciekawa jest także druga część - "Julka i koty" (o niej napiszę kiedy indziej); natomiast trzecia - "Kocie historie. Nowe przygody" - już tak nie bawi, jest krótka i pozostaje po niej pewien niedosyt. No trudno. Za to pierwsza jest warta Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego, którą otrzymała.
Polecam dużym i małym, a w szczególności miłośnikom kotów.

Plotkara

Cecily von Ziegestar - "Plotkara 1", Amber

Wszyscy gadają o Plotkarze... Nikt tak naprawdę nie wie, kim jest tajemnicza dziewczyna (hmm, a może tajemniczy chłopak udający dziewczynę?) pisząca o elicie Manhattanu. O tych, którzy chodzą do ekskluzywnych szkół, mieszkają w apartamentach, regularnie pojawiają się w rubrykach towarzyskich, codziennie imprezują, a kasy mają tyle, że tylko pozazdrościć... Przykład z książki? Serena van der Woodsen, Blair Waldorf, Nate Archibald, Chuck Bass... Ale Plotkara pisze też o tych, którzy bogaci i sławni nie są, ale w pewien sposób zostali powiązani z wyżej wymienionymi. I tak: Dan i Jenny Humphrey - rodzeństwo z Brooklynu, on chodził z Sereną, ona z Natem; Vanessa Abrams - którą rodzice posłali do elitarnej szkoły... No i inni ;). 

Najbardziej utożsamiam się z Blair. Nie chcę się chwalić, ale, tak jak ona, jestem dość dobrą uczennicą :). Jestem uparta, nie lubię przegrywać, często narzekam i uwielbiam Audrey Hepburn.

Moim zdaniem książka jest świetna dla młodzieży i osób nieco starszych (bo "bardziej starsi" już mogą nie zrozumieć jej treści i fenomenu) - słownictwo i tematyka są bliskie tej grupie czytelników.
Seria ma kilkanaście części, nie wiem, czy uda mi się wszystkie przeczytać i zrecenzować, bo z wszystkich książek, które mam w planach robi się powoli stos przewyższający Pałac Kultury :-D. Na podstawie książki powstał serial (cztery sezony są już na DVD) - również polecam.
No to... XOXO :)

sobota, 5 listopada 2011

Dziesięcioletnia rozwódka

Delphine Minoui, Ali Nadżud - "Dziesięcioletnia rozwódka", Hachette

Bohaterka tej książki, tak jak wiele innych dziewczynek z krajów Bliskiego Wschodu, została wydana za mąż w wieku zaledwie 10 lat (choć ani ona, ani nawet jej matka nie wiedziały, ile naprawdę wynosi jej wiek). Jedyna różnica między nią a pozostałymi dziewczętami jest taka, że ona nie bała się temu sprzeciwić. Jemenka wniosła pozew o rozwód do sądu... i wygrała!

Książka bardzo mnie wzruszyła, pokazała okrutne oblicze Bliskiego Wschodu w stosunku do kobiet. Każda z nas, gdyby żyła właśnie tam, mogłaby znaleźć się w takiej sytuacji. Nadżud stała się małą bohaterką. Po niej wiele innych młodych żon wniosło pozwy o rozwód.

Mam nadzieję, że sytuacja kobiet na całym świecie się poprawi...

Żegnaj, Jaśmino

Ewa Barańska - "Żegnaj, Jaśmino", Telbit

Tytułowa bohaterka książki, Jaśmina, wedle recenzji z tyłu książki "nigdy nie chciała popaść w nałóg". Ale wpadła. Zaczęła brać narkotyki i już nie mogła przestać. Eksperymentowała z przenajróżniejszymi środkami halucynogennymi i, jak można było przypuszczać, nie skończyło się to dla niej, i dla innych zbyt dobrze. Przestała chodzić do szkoły, kradła, wpadła w złe towarzystwo, a najgorsze, że popełniła okrutną zbrodnię, do której wykonania namówiła najlepszego przyjaciela...

Książka jest bardzo pouczająca, wręcz moralizatorska, ostrzega szczególnie młodych przed tym, co się może stać, gdy zacznie się swoją przygodę z narkotykami lub innymi uzależnieniami. I tak jak w książce - rzadko kiedy można dostrzec granicę między tym, co dobre i co złe i w porę uwolnić się ze szponów uzależnienia.