Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2022

Celine Minard - "Bachantki" | recenzja


Celine Minard to francuska pisarka, z której twórczością wcześniej nie miałam do czynienia. Swój egzemplarz "Bachantek" otrzymałam do recenzji z księgarni TaniaKsiazka.pl.

Ale zanim przejdę do właściwej recenzji tej skromnej publikacji, słów kilka na temat tytułu. Uważam, że autorka ciekawie zagrała tu nim w kontekście fabuły. "Bachantki" to również tytuł greckiej tragedii napisanej przez Eurypidesa, będącej adaptacją mitu o bogu Dionizosie, patronie płodności, dzikiej natury, a także... winorośli i wina. Bachantki były wyznawczyniami jego kultu. A że akcja naszej krótkiej historii dzieje się w pilnie strzeżonym bunkrze pełnym wartych fortunę butelek tego trunku - zagranie takim tytułem ma sens i dodaje smaczku.

Tyle że... bunkier okazuje się nie do końca pilnie strzeżony. Włamują się do niego bowiem trzy kobiety. Kim są? Czego żądają?

poniedziałek, 8 listopada 2021

F. Scott Fitzgerald - "Wielki Gatsby" | recenzja

Jestem niezmiernie wdzięczna, że dzięki współpracom mogę poznawać wyjątkowe historie. Tym razem miałam okazję przeczytać książkę zaliczaną do klasyki literatury - a mowa o powieści "Wielki Gatsby" F. Scotta Fitzgeralda, którą otrzymałam z księgarni TaniaKsiazka.pl. Cieszę się wręcz podwójnie, ponieważ to wydanie z wydawnictwa Świat Książki jest przepiękne. Twarda oprawa, pozłacane elementy pobłyskujące w świetle... Zdjęcie nie oddaje tego, jak to wyjątkowo wygląda. Jako typowa sroka okładkowa jestem zachwycona!

Ameryka, lata 20. XX wieku. Prosperity, rewolucja w modzie, powstanie mass mediów. W tym właśnie okresie osadził snutą przez siebie historię amerykański pisarz. Jej tytułowym bohaterem jest Gatsby. Wielki Gatsby. Postać owiana tajemnicą, intrygująca wszystkich, którzy kiedykolwiek usłyszeli jego nazwisko, w pewnym sensie wręcz... niepokojąca. Jakie sekrety skrywa w sobie ten człowiek?

poniedziałek, 15 października 2012

Virginia C. Andrews - Kwiaty na poddaszu

Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Wydawnictwo: Świat Książki 2012
Ilość stron: 384
Cena detaliczna: 34,90 zł

Czytaliście kiedykolwiek książkę, która poruszyła Wasze serca, sprawiła, że nie mogliście zasnąć po jej przeczytaniu (i nie mówię tu wcale o horrorach), że w Waszej głowie aż buzowało od nadmiaru emocji...? Że pisząc jej recenzję nie wiedzielibyście od czego zacząć, ani tym bardziej jak to rozwinąć i zakończyć...?

Oto przed Wami właśnie taka książka. Książka, która nie jest tylko lekturą do poduszki, ani tym bardziej taką, po którą sięga się z braku czegoś innego ciekawszego pod ręką. Nie jest to książka, którą po przeczytaniu wstawi się z powrotem na półkę, ani taka, która jest na niej, by po prostu tę półkę ozdabiać. Bestsellerowa seria amerykańskiej autorki rozpoczyna się tak niesamowicie szokująco, że aż boję się, co będzie w kolejnych tomach...

Historia rodziny Dollangangerów nie przedstawia się różowo. Ojciec ginie w wypadku, a matka w obliczu długów i braku pieniędzy postanawia przeprowadzić się wraz z czwórką dzieci do swoich rodziców. Problem tkwi w tym, że ci wydziedziczyli ją po tym, jak wyszła za mąż za swojego niewiele starszego wuja. Dzieci uznawane za diabelskie potomstwo muszą ukrywać się na poddaszu, póki ich matka nie odzyska łask swojego ojca. Dni spędzane na strychu zdają przeciągać się w nieskończoność, a każdy z nich przepełniony jest tęsknotą i niepokojem o to, co będzie dalej.

Narratorką powieści jest nastoletnia Cathy. Autorka znakomicie wykreowała tę postać. Dziewczyna mimo że nie stroniła od marzeń, jednocześnie stąpała twardo po ziemi i nie dawała się łatwo zbyć. Buntowniczka. Ją i jej rodzeństwo umieszczono na strychu, gdzie spędzali najważniejszy czas w swoim życiu: czas młodości, dorastania. Nie mogłam uwierzyć, że matka dzieci skazała je na taki los. Czytając książkę, jednocześnie zgrzytałam zębami ze złości na matkę i babkę, i zastanawiałam się, co by było, gdybym to ja została uwięziona na poddaszu. Niechybnie bym oszalała.

Trudno było mi uwierzyć w niektóre zdarzenia, jakie miały miejsce w tej powieści. Mnogość wstrząsających epizodów aż przytłaczała, sprawiała, że trudno było choć na chwilę oderwać się od lektury. Wciąż zaglądałam na kolejne strony, niecierpliwie wypatrując zakończenia kolejnych wątków, które, jak na ironię, zostawały jeszcze bardziej rozbudowane.

Jestem pełna podziwu dla kunsztu pisarskiego Virginii Andrews. Sposób, w jaki umiejętnie wplata ona kolejne epizody, jest wart wyróżnienia. Akcja jest prowadzona biegle, fabuła ciekawie rozbudowana, bohaterowie wyróżniają się na tle innych książkowych postaci. Zakończenie pozostawia niedosyt i każe jak najszybciej sięgnąć po kolejną część.

Nie będę niepotrzebnie przedłużać, powiem jeszcze tylko, że Kwiaty na poddaszu to prawdziwa perełka. Nie dajcie sobie odebrać przyjemności przeczytania tego arcydzieła.

Wiem, że moja recenzja wydaje się Wam bez ładu i składu, ale naprawdę nie mogę pozbierać myśli po lekturze tej książki...

piątek, 13 lipca 2012

Izabela Kuna - Klara

Autor: Izabela Kuna
Tytuł: Klara
Wydawnictwo: Świat Książki 2010


Wyznaję taki pogląd, że celebryci nie powinni zabierać się za pisanie książek. Zwykle wychodzi z tego jakieś kompletne nieporozumienie czyli gniot, pseudo-dziełko reklamowane znanym nazwiskiem. Miałam nadzieję, że Klara lubianej przeze mnie aktorki Izy Kuny okaże się wyjątkiem, że mi się spodoba, że mnie zaskoczy (pozytywnie) i że tamten pogląd będę mogła schować do kieszeni. Cóż, nadzieja jest matką głupich...

Opis wydawnictwa:

"Nie znacie Klary? Niemożliwe! Po ulicach chodzą ich tysiące...

Klara nie ma męża ani dzieci. Za to ma prawie czterdzieści lat, żonatego kochanka, rzygającego kota i niewyparzony język. Wciąż się odgraża, że umrze i nie umiera. Kłóci się z matką i godzi. Odchodzi od ukochanego Aleksa i wraca. Upija się z Wronką i trzeźwieje, by znów szukać szczęścia. Czy jej życie to jedna wielka pomyłka?"

Cóż, może nie znam odpowiedzi na to akurat pytanie, ale wiem coś innego. Ta książka to jedna wielka pomyłka.

Bohaterowie są do bólu nudni i schematyczni. Klara ciągle pije, płacze i rozmawia z kotem. Aleks obiecuje rozwód z żoną i przeprasza Klarę. Matka czterdziestolatki narzeka, że wkrótce umrze i że jej córka nie ma dla niej czasu. Aha, są jeszcze przyjaciele Klary i parę innych bohaterów, którzy większego wpływu na fabułę nie mają. I pojawiają się tylko epizodycznie. W całym tym towarzystwie nie ma ani jednej postaci, która by mnie czymś zainteresowała czy sprawiła, że z samego względu na nią oceniłabym wyżej tę powieść.

Chyba jeszcze w żadnej książce nie spotkałam się z takim natłokiem wulgaryzmów. Ja rozumiem, że parę przekleństw nie zaszkodzi, bo każdemu się czasem z ust wyrwie (mnie również), ale żeby z co drugiego zdania wyzierało takie chamstwo? No bez przesady. Mnie to drażni niemiłosiernie.

Ponadto nie rozumiem intencji autorki. To znaczy, pewnie chciała coś udowodnić, pisząc tak nieschematyczną książkę, ale po co? Rzadko się zdarza, żebym obrzucała książkę mięsem i mieszała z błotem, ale tym razem nie mogę się powstrzymać. A może po prostu do tej książki trzeba dorosnąć? Dojrzeć? Albo być czterdziestoletnią kobietą - singielką, żeby ją zrozumieć?

Jednego tylko nie można tej książce odmówić. Że jest do bólu szczera, prawdziwa, że bez cukru i lukru przedstawia życie czterdziestoletniej kobiety. Jest trochę śmiechu i trochę płaczu. Trochę złości i żalu. Trochę filozofii i zwykłych pogaduszek przy koniaku. Taka autentyczność, ostry dowcip i nielukrowana rzeczywistość przypadły mi do gustu, jednak to wszystko, co w tej książce mogę ocenić na plus...

Szkoda, że Klara wybroniła się tylko tą szczerością zawartą w powieści. Ale ileż to już takich książek o prawdziwym życiu powstało? Można wymieniać godzinami, ale nie o to tu chodzi. W dziesięciopunktowej skali dałam dwójkę za tę autentyczność. Niczego więcej pozytywnego nie mogę się tu dopatrzeć. Niestety, nawet okładka jest okropna...

czwartek, 5 lipca 2012

Mathias Malzieu - Mechanizm serca

Autor: Mathias Malzieu
Tytuł: Mechanizm serca
Wydawnictwo: Świat Książki 2010


16 kwietnia 1874 roku. Najzimniejszy dzień w dziejach ludzkości. Tego dnia w Edynburgu na świat przychodzi chłopiec. Jego matka jest zbyt młoda, by mogła się nim opiekować. Poród odbiera uważana za wariatkę dość ekscentryczna akuszerka, doktor Madeleine, znana z pomocy wszystkim, którzy jej potrzebują. Zbyt niska temperatura sprawia jednak, że serce dziecka zamarza. Doktor Madeleine wykonuje wówczas skomplikowaną operację, wszczepiając malcowi drewniany zegar z kukułką, czym ratuje mu życie. Od tej pory Jack, bo takie otrzymuje imię, musi unikać nadmiernych emocji, szczególnie miłości - nigdy nie wolno mu się zakochać. Przez dziesięć lat zadanie się udaje. Ale po tym czasie chłopiec spotyka Miss Acacię - słabo widzącą małą śpiewaczkę, w której zakochuje się bez pamięci. Gdy dziewczynka znika bez śladu, Jack z różnym skutkiem próbuje ją odnaleźć. Nic jednak nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać...

Mechanizm serca to opowieść, która mimo że rozpoczyna się najzimniejszego dnia w dziejach świata, niesamowicie rozgrzała moje serce. Mały Jack, który przez swoje drewniane serce był odrzucany najpierw przez pary szukające dziecka do adopcji, potem przez rówieśników, dorastał u Doktor Madeleine, której nie dane było mieć własne potomstwo. Z każdym dniem chłopiec przekonywał się, jak akuszerka bardzo go kochała, a jednocześnie na jak wiele mu zabraniała.

Po pierwsze, nie dotykaj wskazówek. Po drugie, opanuj złość. Po trzecie, nigdy, przenigdy nie zakochaj się. Wtedy bowiem duża wskazówka na zawsze przebije Ci skórę, Twoje kości rozsypią się, a mechanizm serce znowu pęknie. (str. 32)

Spotkanie małej śpiewaczki okazało się przełomem w jego życiu. Pomyślicie: cóż mały chłopiec, w dodatku z zegarem zamiast serca, może wiedzieć o miłości? No właśnie, czy wystarczyłaby miłość przez lata przekazywana mu przez Doktor Madeleine? Jack zmuszony do ucieczki po pewnym wydarzeniu, wyrusza w podróż, podczas której zamierza odnaleźć Miss Acacię. I tak, napędzany pożądaniem, gna przez kolejne kraje, poszukując ukochanej. Brzmi baśniowo? Tak właśnie ma być, to cały urok tej książki.

Ha, mimo wszystko nie mogę nie wspomnieć o pewnej dość irytującej mnie w tej książce - choć na szczęście jedynej - sprawie. Otóż, nasz bohater w wieku lat piętnastu przeżywa już swoje pierwsze miłosne uniesienia. Wiadomo jakie, prawda? Cóż, baśń baśnią (w dodatku na okładce zaznaczono, że dla dorosłych), ale takie rzeczy czasem po prostu drażnią. Tak też było w moim przypadku, i ilekroć natykałam się na momenty erotyczne (mhm, było kilka takich - wprawdzie całkiem niewiele, ale jednak), przymykałam na to oko i próbowałam zignorować fakt, iż w dzisiejszych czasach byłoby to po prostu karalne.

Baśnie należą do mojego ulubionego gatunku literackiego (oprócz literatury podróżniczej i wszelkiej mitologii to właśnie je darzę największą sympatią). Książka, o której opowiadam, może nie należy w całości do tego rodzaju powieści - zawiera bowiem zarówno elementy fantastyczne, jak i całkiem realistyczne.

Rzut oka na okładkę wystarczy, by się nią zauroczyć. Ja pozostaję pod wrażeniem całej książki. Jak już wspominałam, niesamowicie rozgrzała moje serce. Polecam każdemu, kto chciałby się przekonać, jak chłopiec z zegarem zamiast serca uczy się kochać i poszukuje szczęścia. Czy je odnajdzie w ramionach ukochanej? O tym musicie już przekonać się sami, sięgając po tę opowieść utrzymaną w baśniowej scenerii.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Catherine Coulter - Na krawędzi

lubimyczytac.pl
Autor: Catherine Coulter
Tytuł: Na krawędzi
Wydawnictwo: Świat Książki 2003 

Dziś wyjątkowo recenzja mojej Mamy - przywitajcie ją gorącymi brawami! :))) 

Biorąc tę książkę do ręki i przeczytawszy tytuł Na krawędzi, w pierwszej chwili myślałam, że jest to książka, na podstawie której nakręcono film z Sylvestrem Stallone (pierwsze sceny w górach, wspinaczka na szczyty, gdzie podczas przechodzenia z półki skalnej do śmigłowca, ginie dziewczyna jednego z bohaterów filmu), ewentualnie, że to właśnie film był jej pierwowzorem. Tymczasem książka okazuje się być powieścią kryminalną.

Siostrze agenta FBI, Forda MacDougala, Jilly przydarza się wypadek samochodowy czy też raczej próba samobójcza, jak oficjalnie stwierdzono: rozpędzony porsche wypada z drogi prosto w przepaść i osiada w oceanie. Kobieta ma jednak szczęście: zostaje uratowana przez jadącego za nią policjanta. Jej brat nie wierzy w wersję samobójstwa. Sam będąc po zamachu terrorystycznym, słaby i chory, przyjeżdża do miasteczka, by rozwikłać przyczynę tajemniczego wypadku siostry.

I tu akcja nabiera tempa. Krok po kroku Ford wspólnie ze swoimi przyjaciółmi po fachu oraz z Laurą, zdekonspirowaną policjantką, są na tropie afery narkotykowej. Jego szwagier pracuje nad wynalazkiem, który okazuje się być odmianą narkotyku o nieprzewidywalnych po użyciu skutkach: nadmierny pociąg seksualny, powrót wstrząsających przeżyć i wizji, uzależnienie - to tylko znane skutki, a jakie naprawdę spustoszenie w organizmie może wywołać ten środek? Nad tą sprawą pracuje Ford, Laura i małżeństwo Savich, chcąc znaleźć ludzi, którzy stoją za aferą narkotykową i popełnionymi zbrodniami.

Mimo wartkiej akcji, książka chwilami nuży. Bohaterom przydarzają się niesamowite przygody, w rzeczywistości na pewno nikt by ich nie przeżył, a oni jak gdyby nigdy nic są gotowi podejmować dalszą walkę i wychodzą z tego obronną ręką. Lecz w książce zdarzyć się może wszystko. I tylko Jilly nie unika swojego przeznaczenia... Jakiego? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w książce...

Przygoda, intryga i romans łączą się w tej powieści, zapewniając dawkę adrenaliny i dreszczyk emocji.

czwartek, 29 grudnia 2011

Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła Zachód

Lesley Downer - "Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła Zachód", Świat Książki


Przyznaję, że była to pierwsza książka o Japonii, którą przeczytałam. Mimo, że wcześniej pożyczałam od koleżanki "Wyznania gejszy", nie dobrnęłam do końca, bo niespecjalnie spodobała mi się tematyka japońska. Pewnego dnia w bibliotece zobaczyłam jednak książkę "Madame Sadayakko..." i coś sprawiło (do tej pory nie wiem, co), że postanowiłam po nią sięgnąć.

Gejszę mylnie uosabia się z... wiadomo kim. Z, lekko mówiąc, "panią do towarzystwa". Przewrotnie, gejsza rzeczywiście jest panią do towarzystwa, ale nie w takim znaczeniu, jaki się powszechnie uważa. Gejsza to ktoś, kto dotrzymuje towarzystwa, tradycyjnie parząc herbatę, śpiewając, tańcząc, grając na tradycyjnych japońskich instrumentach. Jednak prawdziwe gejsze, nie podszyte pod nie prostytutki, już powoli znikają z japońskiego życia... Sięgając po książkę o Sadayakko nie wiedziałam, z czym mam do czynienia. Prawdę mówiąc, miałam taki pogląd na to, kim jest gejsza, jaki teraz uznałam za błędny. Dopiero sama książka wiele mi wyjaśniła.

Książka jest biografią Sadayakko. Kim zaś była ona sama? Już wiemy, że gejszą, ale była też kobietą, która nie zamknęła się tylko w tym "zawodzie", lecz podróżowała po całym świecie razem ze swoją trupą teatralną. Była gejszą i aktorką - pierwszą japońską aktorką. W swoich artystycznych eskapadach zawędrowała również do Polski! W jakich sztukach występowała? Większość pisała sama, razem ze swoim mężem Otorijo Kawakamim, ale grywała także w znanych przedstawieniach, np. w roli Ofelii.

Poznajemy życie Sady (bo tak też ją nazywano), jej pierwsze kroki jako gejszy, następnie aktorki. Jej marzenia, pragnienia i pomysły. Dowiadujemy się, jaką była kobietą, choć zwykle w cieniu męża, wkrótce to o niej zaczął mówić cały świat i to ona stała się sławna. W książce zamieszczono również zdjęcia - widzimy więc, że była piękną kobietą, zawsze elegancką i wytworną. Oprócz jej życia, mamy także wzmianki o innych ludziach, którzy się z nią przyjaźnili lub mieli z nią jakiś związek. To bardzo dobrze, że autorka postarała się również o to, gdyż możemy porównać wiele faktów czy poznać inny pogląd na dany temat.

Było to moje pierwsze doświadczenie i z biografią, i z książką o japońskiej postaci, kulturze i życiu. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej powieści, ale nie zawiodła mnie w jakimś znaczącym stopniu. Wręcz przeciwnie - wciągnęła mnie. Gdybym miała okazję przeczytać ją ponownie, na pewno bym to zrobiła.

czwartek, 17 listopada 2011

Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 2

I znów wczoraj nie było postu...
A to dlatego, że jestem teraz zajęta tłumaczeniem z języka angielskiego książki Roalda Dahla "Matilda" z wydawnictwa Penguin Readers. Wprawdzie ma ona jakieś czterdzieści stron, więc diabelnie mało, i tłumaczenie idzie mi dość szybko (gdy się ma całe sterty słowników polsko-angielskich...:)) ale trochę czasu to zabiera.

Małgorzata Budzyńska - "Ala Makota. Notatnik sfrustrowanej nastolatki 2", Świat Książki
 - "Ala Makota 2". 


Pamiętacie pewnie słynne zdanie "Ala ma kota", którego autorem był Marian Falski. A teraz ciekawostka - początkowo fraza brzmiała "Ala ma Asa" - dopiero w kolejnych wydaniach książki "Elementarz" można zobaczyć przytoczone wyżej hasło. A doczekała się ona aż 84 wydań! Poraz pierwszy wydano ją w 1910 roku, ale korzystano z niego przez cały XX wiek. No, to tyle z historii elementarza, a teraz o właściwej książce, którą recenzuję - "Ala Makota 2". Zastanawiacie się, czemu zaczynam od dwójki, pomijając pierwszą część? Niestety, pierwszą, choć czytałam, to słabo pamiętam, bo było to dość dawno, a treść drugiej jeszcze sobie przypomnę :)


Ala Makota (tak, bohaterka naprawdę się tak nazywa, i jest to przyczyną sporej liczby nieporozumień) i jej przyjaciółka Puszka jadą do Hiszpanii na wakacje. Ala poznaje tam chłopaka, który się w niej zakochuje.

Dreszcz mnie przeszedł, a on powiedział "bjutiful"*
*zachowana oryginalna pisownia :)

Puszka również poddaje się urokowi jednego z Hiszpanów, ale Makota nie potrafi zapomnieć o swoim byłym chłopaku, Danielu. Mimo wszystko dziewczyny świetnie się bawią na wakacjach, poznają Elwirę, która prowadzi sklep i, ku zaskoczeniu przyjaciółek, jest Polką. Ale wakacje się kończą, czas więc powrócić do nudnej, szarej rzeczywistości. A tam... rozwód rodziców Ali. Można by pomyśleć, że dziewczyna naprawdę nie ma łatwo, ale... czy tylko ją jedną to spotkało?

Autorka - Małgorzata Budzyńska - pisała tę książkę (w zasadzie całą serię) i chyba szczególnie adresowała ją do nastolatek. Starszy czytelnik nie znajdzie tu bowiem czegoś, co by go zainteresowało, przykuło jego uwagę. Znudzi się po kilku stronach. Bo problemy typowych nastolatek - jak to, na przykład, że "ON nie chce się ze mną umówić!" albo "Co mam włożyć na dyskotekę?" - kompletnie go nie obchodzi. Moim zdaniem, gdyby autorka wplotła w fabułę coś, co z chęcią przeczytałaby każda grupa wiekowa czytelników, wyszłoby to korzystniej dla jej książki. Chociaż i tak seria ma ogrom fanek w całej Polsce :)

Książkę czyta się szybko i łatwo, może dlatego, że pełno w niej młodzieżowego słownictwa, którego Ala nadużywa, poza tym często wplecione są sformułowania jakby kogoś młodszego - poprzestawiane szyki zdań to chyba niezbyt dobry przykład dla czytelnika, bo przecież często korzystamy z książek, by - jeśli chodzi o szkołę - napisać dobre wypracowanie. Dodatkowo mamy tu cytaty - często także znanych osób - i wiele z nich bardzo mi się spodobało. Mogę więc wam polecić tę książkę ze względu na same cytaty ;)
Więcej o serii "Ala Makota" znajdziecie TU.