sobota, 30 czerwca 2012

Marek Probosz - Eldorado


Autor: Marek Probosz
Tytuł: Eldorado
Wydawnictwo: Stentor 2008

Eldorado. Legendarna kraina w Ameryce Południowej pełna niezliczonych bogactw. Jak podają źródła, Eldorado był jednak... człowiekiem, a dokładniej władcą indiańskiego państwa na terenie dzisiejszej Kolumbii. Może dlatego Kraina Złota zwana jest właśnie tak - słowo "eldorado" pochodzi bowiem od hiszpańskiego określenia "el hombre dorado", a oznacza "człowiek olśniony złotem".

To właśnie o tej krainie w swojej książce opowiada Marek Probosz - pisarz i zarazem aktor znany między innymi z roli w serialu M jak miłość.

Pewien ubogi, samotny staruszek żyjący w peruwiańskim miasteczku Calca, zwany Słodkim Wujaszkiem, uznawany jest przez pozostałych mieszkańców za nieszkodliwego wariata. Któregoś dnia we śnie przychodzi do niego królewskie rodzeństwo założycieli mitycznego Eldorado. Staruszek poznaje drogę do tej krainy. Na początku trudno mu w to uwierzyć i uważa, że zwariował z samotności. Jednak z każdym dniem coraz bardziej przekonuje się do pomysłu, by wyruszyć na poszukiwanie Krainy Złota. Udaje się zatem na niebezpieczną wyprawę, pamiętając o warunku, który usłyszał we śnie od duchów założycieli Eldorado: nie wolno mu nikomu zdradzić drogi, która wiedzie do skarbu...

Uwielbiam książki traktujące o dalekich krainach, także tych mitycznych, i o wszystkim, co wiąże się z egzotyką, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po opowieść o Eldorado. Książka ta, choć krótka, niesamowicie mnie wciągnęła. Autor z wielką pasją snuje historię o krainie pełnej złota, do której udał się staruszek. Niesamowicie plastyczne opisy podsycają wyobraźnię. Niezwykła historia Słodkiego Wujaszka, choć wymyślona, to dowód na to, że marzenia się spełniają.

Osnuta na mitologii Inków powieść wzrusza i wzbudza wiarę we własne możliwości, przede wszystkim jednak mówi o tym, że nieważne są bogactwa. Każdy przecież wie, iż pieniądze szczęścia nie dają. Ale co by było gdyby mityczne Eldorado nagle zostało odnalezione i mielibyśmy do niego dostęp? Czy chęć posiadania przewyższyłaby inne wartości i stała się dla nas priorytetem? Czasem warto rozmyślać o podobnych sprawach i mimo, że książka Marka Probosza skierowana jest do młodszych czytelników, sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad priorytetami w naszym życiu.

Jak zwykle nie mogę też nie wspomnieć o wydaniu. Książka jest wydana na świetnej jakości papierze. Twarda oprawa gwarantuje jej utrzymanie w dobrym stanie. Duża czcionka ułatwia czytanie, przy czym jest idealna dla dzieci. Zaś piękne, kolorowe, żywe ilustracje świetnie uzupełniają publikację. I właśnie przy grafice chciałabym zatrzymać się na dłużej - rysunki artystki Mehrdokht Amini, mimo że zdaniem wielu nie są wyjątkowo urodziwe, to jednak mają w sobie to coś i od każdego z nich trudno oderwać wzrok.

Zachęcam Was, a także Wasze dzieci (ewentualnie kuzynów czy rodzeństwo) do przeczytania tej książki. Gdy już raz wkroczycie w papierowy świat krainy Eldorado, nie będziecie chcieli go opuścić.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!

czwartek, 28 czerwca 2012

FISZKI - Czasowniki dla początkujących


Autor: praca zbiorowa
Tytuł: FISZKI. Czasowniki dla początkujących (język włoski)
Wydawnictwo: Cztery Głowy 2011

Gramatyka to chyba największa zmora osób, które uczą się języka. Przyznaję - moja też. Nic tak nie irytuje, jak obowiązek wkuwania odmian danego czasownika, a zwłaszcza, gdy każdy z nich ma takową inną... Szukałam prostego sposobu na opanowanie czasowników wraz z ich odmianą w języku włoskim, i znów z pomocą przyszły mi fiszki Wydawnictwa Cztery Głowy.

Pozycja ta skierowana jest do osób znajdujących się na poziomie A1-A2 w znajomości włoskiego. Idealna dla mnie - dopiero zaczynam swoją przygodę z tym językiem. Pudełko zawiera aż 300 kartoników, memobox, etui oraz płytę CD z nagraniami rodowitego Włocha. Materiał obejmuje osiem zagadnień gramatycznych:

  • czas teraźniejszy - odmiana
  • tryb rozkazujący
  • czas przeszły bliski - formy imiesłowu biernego
  • czas przeszły niedokonany - odmiana
  • czas przyszły prosty - odmiana
  • tryb warunkowy teraźniejszy - odmiana
  • imiesłów czynny nieodmienny
  • kolokacje.

W przypadku fiszek zawierających odmianę danego czasownika, na awersie znajduje się włoska nazwa tej części mowy wraz z tłumaczeniem, zaś na rewersie odmiana we wszystkich osobach. Czasowniki ułożone są w porządku alfabetyczym. Natomiast jeśli chodzi o formy imiesłowów biernego oraz czynnego, a także kolokacji, to na jednej stronie kartonika znajduje się czasownik w języku polskim, zaś po drugiej - jego włoskie tłumaczenie wraz z przykładem użycia w zdaniu. Materiał możemy podzielić na opanowany oraz nowy, a to za pomocą odpowiedniej przekładki, a także przegródek, do których wkładamy fiszki.

Niejednokrotnie już wspominałam, że metoda nauki z tych kartoników jest dla mnie najbardziej skuteczna. Kilkukrotne obrócenie fiszki pozwala na zapamiętanie danego słówka, wyrażenia czy też, jak w tym przypadku, odmiany czasownika. Regularne powtórki służą natomiast sprawdzeniu, czy to, co do tej pory pamiętaliśmy, nie uciekło gdzieś w czeluści pamięci. Zdarza się czasem i tak - mi również, kiedy ostatnio powtarzałam słówka z pozycji Poznaj Włochy, okazało się, że parę mi umknęło. Na szczęście, jeśli chodzi o inne fiszki, które posiadam, odnotowuję duże postępy. Bardzo pomocne są dla mnie również nagrania - dzięki nim opanowuję poprawną wymowę danych słów.

Metodę nauki języka za pomocą fiszek polecam każdemu. Ci, którzy dotąd o tym sposobie nie słyszeli, powinni jak najszybciej spróbować - a nuż się okaże, że przypadnie im do gustu, jak i mnie? Na naukę nigdy nie jest za późno, a efekty mogą przerosnąć nawet Wasze największe oczekiwania :)

Za możliwość zapoznania się z fiszkami bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

wtorek, 26 czerwca 2012

FISZKI - 100 najważniejszych przysłów i cytatów

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: 100 najważniejszych przysłów i cytatów (język angielski)
Wydawnictwo: Cztery Głowy 2012
Seria: 100 najważniejszych...


Przysłowia to bardzo często używane wyrażenia podczas rozmowy. Zdarza się nam wtrącić jakieś nietypowe sformułowanie, które jednak wszyscy rozumieją. Ale gdy w grę wchodzą przysłowia i cytaty w obcym języku, nie jest już tak łatwo. Każdy idiom jest inaczej tłumaczony na dany język, i to nie dosłownie. Jak przyswoić te wyrażenia w szybki i skuteczny sposób?

Jeśli znajdujesz się na poziomie zaawansowanym w znajomości języka angielskiego (C1-C2), pozycja 100 najważniejszych przysłów i cytatów, będzie dla Ciebie idealna (do takich osób jest skierowana, lecz myślę, że i ci na niższym poziomie doskonale sobie poradzą z nauką). Obejmuje najczęściej spotykane przysłowia i cytaty bardziej lub mniej znanych osobistości. Szybko i łatwo przyswoisz je za pomocą fiszek - niewielkich kartoników, na których wyrażenia te są umieszczone. Początkowo, w fazie nauki, po prostu zapamiętujesz ich treść i umieszczasz je za przekładką z napisem "nauka". Kolejny etap to quiz, gdy po wyjęciu danego kartonika sprawdzasz, czy dobrze zapamiętałeś tłumaczenie. Jeśli tak - fiszka wędruje za przekładkę "umiem", jeśli nie - zostaje na swoim miejscu. Taki sposób jest idealny dla tych, którzy rzadko znajdują czas na naukę języka, a chcą go dobrze opanować.

Publikacja, o której piszę, zawiera 100 fiszek, a na każdej z nich podane jest jedno z przysłów lub cytatów oraz dwie przekładki z napisami "umiem" oraz "nauka". Dodatkowo na pudełku znajduje się kod, po którego wpisaniu na stronę http://www.fiszki.pl/gratismp3 można pobrać darmowe pliki mp3 z nagraniami. Dzięki temu, oprócz opanowania pisowni danego przysłowia lub cytatu, poznajemy również jego poprawną wymowę.


W publikacji zostały ujęte trzydzieści trzy cytaty oraz sześćdziesiąt siedem przysłów. Są to zagadnienia pojawiające się podczas dalszej nauki języka - tak jak nie od razu przecież skaczemy na głęboką wodę podczas nauki pływania, tak i na samym początku nie próbujemy opanowywać trudniejszych wyrażeń w danym języku, w tym przypadku angielskim. Oprócz publikacji z przysłowiami i cytatami, w serii 100 najważniejszych... znajdują się również:
  • czasowniki nieregularne,
  • czasowniki frazowe,
  • kolokacje,
  • idiomy.

Jak dla mnie nauka za pomocą fiszek to najbardziej skuteczny sposób na przyswajanie wiedzy. Chociaż sama nie znajduję się na zaawansowanym poziomie znajomości języka angielskiego, mogę powiedzieć, że skutecznie opanowałam już sporo przysłów. Zachęcam Was do zapoznania się z tym sposobem nauki - jestem pewna, że dzięki niemu osiągnięcie duże wyniki w znajomości języka obcego!

Za możliwość zapoznania się z fiszkami bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Kapitan Nauka. Super Quiz - Piłka Nożna

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: Super Quiz - Piłka Nożna
Wydawnictwo: Edgard 2012
Seria: Kapitan Nauka


Euro 2012 ma zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników. Do tych drugich w dużej mierze zaliczają się kibice. I ci starsi, i ci młodsi. Nie ma bowiem większej frajdy od wspólnego dopingowania ulubionej drużynie.

Właśnie dla młodszych kibiców wydawnictwo Edgard przygotowało publikację z serii Kapitan Nauka dotyczącą piłki nożnej. Książeczka jest wydana w ciekawej formie, zawiera mnóstwo zdjęć i ilustracji, informacji i ciekawostek, a także zagadek. A jako że dzieci uwielbiają wszelkiego rodzaju łamigłówki, ta pozycja będzie dla nich wielką gratką! Ja również dałam się wciągnąć i rozwiązywanie zagadek sprawiło mnie niekłamaną przyjemność. A czytając różne historie, stopniowo przyswajałam nową wiedzę o piłce nożnej. Dzięki tej publikacji, a także niedawno recenzowanej przeze mnie książki pt. "Futbologika", zaczynam wiedzieć coraz więcej o futbolu :)

Super Quiz. Piłka nożna to publikacja, dzięki której między innymi:

  • poznasz sylwetki znanych piłkarzy,
  • przeczytasz ciekawostki na temat słynnych drużyn i największych stadionów,
  • odkryjesz tajemnice niezapomnianych meczów,
  • poznasz pasjonujące historie o piłce nożnej.


Dowiesz się także:
  • do kogo należy przydomek "święty bramkarz",
  • dlaczego w godle klubu Liverpool FC pojawiły się płomienie,
  • kto jest najlepszym w historii strzelcem w reprezentacji Hiszpanii,
  • co oznacza określenie "futbol wraca do domu",
  • kto był pierwszym ciemnoskórym zawodnikiem grającym w reprezentacji Polski

oraz wielu innych niesamowitych ciekawostek! Na każdej stronie znajdziesz również zagadki, które urozmaicają poznawanie interesujących opowieści o piłce nożnej. Publikacja jest bardzo ciekawie wydana, bowiem w formie kartek spiętych na spirali, która ułatwia ich przekładanie. Tekstom towarzyszą zabawne rysunki i wiele fotografii. Całość jest miła dla oka i w poręcznym formacie, tak więc można książeczkę zabrać ze sobą dosłownie wszędzie. Ta pozycja przyda się na przykład podczas wakacyjnej podróży - gdy dziecko zacznie się nudzić, podsuńcie mu Super Quiz. Wciągające historie i interesujące łamigłówki sprawią, że droga przestanie się dłużyć, a mały pasażer znajdzie sobie zajęcie. Wy również - bez względu na wiek na pewno spodoba się Wam ta publikacja. Z nią na pewno nie będziecie się nudzić!

Za możliwość zapoznania się z Super Quizem bardzo dziękuję Wydawnictwu Edgard!

niedziela, 24 czerwca 2012

Aubrey Flegg - Skrzydła nad Delft

Autor: Aubrey Flegg
Tytuł: Skrzydła nad Delft
Wydawnictwo: Esprit 2012


Już w momencie, gdy ujrzałam tę książkę w zapowiedziach, poczułam, że natychmiast muszę ją przeczytać. Byłam pewna, że mi się spodoba. Z niecierpliwością oczekiwałam premiery Skrzydeł nad Delft, a gdy w końcu książka się ukazała, zatopiłam się w lekturze. Czy i tym razem intuicja mnie nie zawiodła, i powieść okazała się warta uwagi?

Holenderskie miasteczko Delft, wiek XVII. Ośrodek artystyczny. To tu najwięksi malarze holenderscy tworzyli swoje dzieła, to tu mieli swoją 'mekkę', do której nagminnie przybywali, by czerpać natchnienie. Warto wiedzieć, że słowo delft oznacza fajans, czyli wyrób ceramiczny imitujący porcelanę. Fajanse z Delft cieszyły się wielką popularnością.

Historia opowiedziana przez autora przedstawia się mniej więcej tak: jest on, ona i... on. Główna bohaterka to Louise Eeden, której najlepszym przyjacielem już od czasów dzieciństwa jest Reynier DeVries. Okazuje się jednak, że być może niedługo staną się dla siebie kimś więcej. Ojciec Louise jest znanym projektantem porcelany, natomiast ojciec Reyniera to największy producent ceramiki. Louise zrobiłaby wszystko, by uszczęśliwić swoich rodziców - włącznie z wyjściem za mąż dla dobra przedsiębiorstwa. Kiedy jednak podczas wizyt w pracowni mistrza Haitinka, który ma za zadanie namalować jej portret, poznaje młodego czeladnika Pietera, cała sytuacja komplikuje się. Czym będzie kierować się bohaterka - sercem czy rozumem? Czy miłość pokona różnice majątkowe i religijne?

Skrzydła nad Delft to powieść niezwykle klimatyczna. Autor ma lekkie pióro i z wdziękiem przedstawia nam historię młodej dziewczyny i jej miłosnych rozterek. Jednak nie tylko o uczucia tu chodzi. Gdy poznajemy proces powstawania portretu, czujemy, jakbyśmy sami w nim uczestniczyli. Aubrey Flegg opisuje każdą, najmniejszą nawet czynność, w sposób tak barwny, że nie sposób o tym nie wspomnieć. XVII-wieczna Holandia była nie tylko ośrodkiem artystycznym, ale również krajem niepokojów religijnych - katolicy musieli się ukrywać i rzadko byli tolerowani. Wielokrotnie spotykamy się z trudnymi wyborami bohaterów. Czegoś jednak mi w tej powieści brakowało. Chwilami nudziła mnie, wlecząc się niemiłosiernie, innym razem akcja przyspieszała i czytałam książkę z zapartym tchem. Mimo wszystko dałam się porwać magii tej powieści i niecierpliwie wyczekuję jej kontynuacji!

I jeszcze słówko o okładce - idealnie oddaje ona klimat tej książki. Widać każdy szczegół, detal, na pierwszym planie znajduje się postać Louise, widzimy każdą fałdkę na sukni, rozmarzony wzrok dziewczyny, w tle zaś przystań łódek i charakterystyczne budownictwo holenderskie tamtych czasów. Naprawdę należą się ogromne brawa za polską wersję okładki. Oryginalna również jest bardzo ładna, ale nasza ma w sobie 'to coś' - zresztą, zobaczcie sami:


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!

sobota, 23 czerwca 2012

Eric-Emmanuel Schmitt - Kiki van Beethoven

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Kiki van Beethoven
Wydawnictwo: Znak 2011


Czym jest dla nas muzyka? Odskocznią od codziennych spraw? Pocieszeniem? Źródłem energii? Dla mnie muzyka jest jedną z najważniejszych wartości w życiu - jeśli takim stwierdzeniem można ją określić - i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej. Ale co by się stało, gdyby nagle ludzie przestali słyszeć muzykę?... Gdyby wokół nich zapadła cisza?...

Staruszka o wdzięcznym imieniu Kiki od pewnego czasu zmaga się z podobnym problemem. Muzyka Beethovena, która niegdyś wzbudzała w niej mnóstwo emocji, obok której nie potrafiła przejść obojętnie, dziś jest dla niej niczym powietrze. Nie traktuje jej z nabożnością - można rzec, że słucha, ale nie słyszy. Czy istnieje sposób na to, by mieszkanka domu spokojnej starości z powrotem odnalazła w muzyce Beethovena to, co jeszcze niedawno tak nią zawładnęło? A może wystarczy tylko pogodzić się z demonami przeszłości?

Opowieść o Kiki to pierwsza część tej niewielkiej objętościowo książki. Czytałam ją z uśmiechem na twarzy, ale sprawiła, że zaczęłam rozmyślać o roli muzyki w życiu człowieka. Kiki to bezkompromisowa, nieco ekscentryczna, ale przemiła postać, którą polubiłam już na samym początku. Wraz z przyjaciółkami z domu spokojnej starości oddaje się konwersacjom i dyskusjom na wszelkiego rodzaju tematy, a ich rozmowy stanowią źródło inspiracji i własnych rozmyślań. Natomiast druga część to już prywatne odczucia autora, w której opisuje on swoje 'spotkania' z muzyką Beethovena. I tu również możemy znaleźć wiele wspaniałych stwierdzeń czy myśli, mamy też swoistego rodzaju 'wgląd' w rozważania Erica-Emmanuela Schmitta.

Charakterystyczną cechą powieści francuskiego pisarza są zagadnienia filozoficzne i etyczne. Nie stroni on od trudnych tematów. Jedyną jego powieścią, jaką miałam dotąd okazję poznać, był cudowny "Oskar i pani Róża", który niesamowicie mnie wzruszył - zresztą chyba nie tylko mnie, prawie każdy twierdzi bowiem, iż książka ta jest jednym z największych wyciskaczy łez. Kiki van Beethoven to kolejna książka, która mi się spodobała. Szkoda tylko, że jest tak krótka - nie lubię, gdy coś, co dopiero się zaczyna, za chwilę się kończy. A tak było w przypadku opowieści o staruszce. Do wydania dołączona jest płyta CD z utworami Beethovena, której ja, niestety, nie miałam przyjemności posłuchać, gdyż książkę tę wypożyczyłam w bibliotece.

Kiki van Beethoven to historia, którą polecam miłośnikom twórczości Erica-Emmanuela Schmitta i muzyki - nie tylko klasycznej. Każdy znajdzie tu dla siebie coś miłego. Po lekturze tej książki na pewno będziecie wiedzieć, co znaczy tylko słuchać muzyki, a co - ją słyszeć...

czwartek, 21 czerwca 2012

Futbologika, czyli jak zrozumieć i pokochać piłkę nożną

Autorzy: Jakub Kowalski, Marta Krzyszkowska - Gierych, Izabela Kotapska - Oraszek
Tytuł: Futbologika, czyli jak zrozumieć i pokochać piłkę nożną
Wydawnictwo: Prasownia 2012


Euro 2012 trwa w najlepsze i mimo, że polska reprezentacja odpadła po fazie grupowej z pewnością każdy z nas ma jeszcze drużynę, której kibicuje. Ja osobiście trzymam kciuki za Hiszpanię oraz Portugalię, moja Siostra za 'Cristiano' (czyli wiadomo, za kogo), Tata, co dziwne i karygodne, za Czechów (!), a Mama powiedziała, że skoro Polacy odpadli, to ona w ogóle nikomu już nie kibicuje i trzyma się od Euro z daleka. Można i tak. Dzisiaj, jako że futbolowe święto ogarnia coraz większą liczbę ludzi, przedstawiam Wam książkę skierowaną specjalnie dla kobiet (choć i panowie z pewnością dużo by w niej znaleźli), dzięki której zrozumiecie i pokochacie piłkę nożną...

Futbol oczami większości pań wygląda zazwyczaj tak: dwudziestu facetów biega sobie po boisku i próbuje wpakować piłkę do bramki. Do tego dochodzi dwójka, którzy bramek pilnują i jeszcze jeden, który biega sobie z gwizdkiem. Gdzie tu logika? Ot, właśnie - futbologika.

Z takiego schematu wyłamują się jednak kobiety, które piłką nożną się interesują i które ją lubią. Nie trzeba im tłumaczyć, co to jest faul, czym różni się rzut wolny od rożnego i co to w ogóle jest ten spalony, o którym większość ma naprawdę blade pojęcie...

Dla wszystkich, którzy jednak nie za bardzo znają się na piłce, nie rozumieją na czym polega jej fenomen lub po prostu na czym polega w ogóle, powstał poradnik Futbologika. Książka miała swoją premierę szóstego czerwca, a więc stosunkowo niedawno, jakby idealnie na termin rozpoczęcia Mistrzostw Europy. Zaręczam jednak, że przyda się nie tylko na czas Euro. Poradnik jest napisany w przystępnej formie, zabawnym i prostym językiem, idealny dla tych, którzy chcieliby dowiedzieć się co nie co na temat tej dyscypliny. Na początku poznajemy budowę boiska, jego wymiary i schemat. Potem mamy praktyczny niezbędnik kibica oraz piłkarza, a dalej już wyjaśnienia piłkarskich zagadnień. Dowiemy się, czym jest rzut karny, z czego wykonana jest piłka, dlaczego 'sędzia jest jak powietrze' i czym grozi zagranie ręką. Poznamy też piłkarskie ciacha i obciachy, choć wyraźnego podziału na te dwie grupy w niniejszej książeczce nie ma. Ale może to i dobrze - w końcu różne są ludzkie gusta ;)

Poradnik pisany jest w dwóch językach: polskim i angielskim, dzięki czemu również obcokrajowcy, którzy chcieliby przeczytać książkę, nie będą mieli z tym problemu, a my podszkolimy swoją znajomość. A naprawdę warto po nią sięgnąć. Największe zalety? Przystępny język, humor, mnóstwo ciekawostek i anegdotek, i przede wszystkim wyczerpujące źródło wyjaśnień piłkarskich tajemnic. A jeśli do tego dochodzi ciekawa grafika i oryginalna okładka... Czego można chcieć więcej?

środa, 20 czerwca 2012

Oldřich Růžička - Skarb kapitana Williama Kidda

Autor: Oldřich Růžička
Tytuł: Skarb kapitana Williama Kidda
Wydawnictwo: Stentor 2007


William Kidd - uważany za jednego z najgroźniejszych piratów XVII wieku, tak naprawdę był korsarzem. Wbrew pozorom korsarstwo i morskie rozbójnictwo to nie ta sama 'działalność'. Początkowo zadaniem korsarzy była walka z piractwem, a nie rabowanie statków. Kiedyś uważano jednak inaczej i znany bukanier został stracony właśnie za piractwo. Według legend Kidd ukrył gdzieś przed śmiercią wielki skarb, który jest poszukiwany po dziś dzień...

Piraci od zawsze mnie fascynowali. I to nie z powodu filmu Piraci z Karaibów z brawurową rolą Johnny'ego Deppa - choć przyznaję, że jest to ekranizacja naprawdę warta obejrzenia. Ale piractwo, mimo swojego złego znaczenia, zawsze mnie interesowało. Te statki, napady, skarby... No powiedzcie, czyż to nie jest fascynujące? :) Dlatego, gdy nadarzyła się okazja, by poznać historię kapitana Williama Kidda oraz jego skarbu, długo się nie zastanawiałam. W przedwczorajszym stosiku przedstawiałam Wam tę publikację i wzbudziła ona Wasze zainteresowanie. Nie dziwię się - ta książka jest genialna!

Zacznijmy od samej fabuły. Tuż przed egzekucją kapitan Kidd przekazał swojemu bosmanowi tajemniczą skrzynię z podwójnym dnem i kilka wskazówek. Ten wraz ze swoim wnukiem znalazł w niej mapę oraz kolejne zagadki. Tak rozpoczęła się pełna przygód, tajemnic i niebezpieczeństw wyprawa po słynny skarb kapitana Williama Kidda...

A teraz muszę, po prostu muszę, opowiedzieć Wam o cudownym wydaniu tej publikacji. Książka znajduje się w kartonowej skrzyni z podwójnym dnem, w którym ukryta jest mapa. Robi się ciekawie, prawda? Ale to jeszcze nic - w środku książki znajdziemy wszelkiego rodzaju notatki, listy, mapy, zapiski, zagadki, a dodatkowo różę wiatrów i dysk deszyfrujący. Wszystko to gwarantuje wspaniałą zabawę, jaką niewątpliwie jest samodzielne rozwiązywanie łamigłówek, łamanie szyfrów i szukanie drogi do skarbu. Krok po kroku, wraz z bohaterami odkrywamy kolejne tajemnice i coraz bardziej przybliżamy się do miejsca ukrycia kosztowności. Natkniemy się też na groźnych piratów, wstąpimy na cmentarz nocą i wejdziemy do jaskini. A gdy martwy orzeł przemówi po raz czwarty - będziemy u celu.

Nigdy chyba nie miałam w rękach tak świetnej książki. Tak naprawdę historia wyprawy po skarb bosmana i jego wnuka jest tu tylko tłem, ponieważ podczas lektury tej książki wydaje się nam, jakbyśmy to my sami szukali ukrytych kosztowności. Rozwiązywanie zagadek i łamanie szyfrów są niesamowitą frajdą i dzięki temu ćwiczymy swoje umiejętności dedukcyjne. Ponadto poznajemy historię samego Kidda oraz piractwa. Skarb kapitana Williama Kidda jest więc publikacją służącą nie tylko do zabawy, ale również do nauki!



Mapy, notatki i wspaniałe ilustracje pobudzają wyobraźnię i gwarantują niesamowitą zabawę... (obrazki powiększą się po kliknięciu na nie)

Publikację Skarb kapitana Williama Kidda polecam każdemu, bez względu na wiek i płeć, na czytelnicze preferencje i upodobania. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. A rodzinne okrywanie drogi do skarbu będzie świetnym sposobem na wspólnie spędzone popołudnie!

Za możliwość zapoznania się z tą publikacją bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Stosy na początek wakacji ♥

Ostatnimi czasy bardziej emocjonowałam się rozgrywkami piłkarskimi, niż spędzałam czas na czytaniu książek i przynajmniej do końca Euro będzie podobnie. Choć Polacy wprawdzie odpadli, dla mnie i tak są wielcy, a kibicować mogę jeszcze Portugalii i Hiszpanii :) Tymczasem jako że wielkimi krokami zbliżają się wakacje, chcę Wam dziś zaprezentować stosiki z najnowszymi zdobyczami. Część już przeczytana i czekam tylko na przypływ weny recenzyjnej, a z pozostałymi dopiero się zapoznam. Książek cały czas przybywa, co jednocześnie niesamowicie mnie cieszy, ale też w pewnym sensie martwi, gdyż, niestety, zauważyłam, że coraz mniej mam miejsca na regale, a jedna z półek niebezpiecznie się ugina...

Ale dość już narzekania, przejdźmy do tej przyjemniejszej sprawy, jaką niewątpliwie są stosiki :)


Stos z Euro-akcentem:
# Futbologika, czyli jak zrozumieć i pokochać piłkę nożną - od Mamy
# Dariusz Rekosz - Piłka nożna. O co w tym wszystkim chodzi? - również od Mamy :)
# Marcel Pagnol - Czas tajemnic - od wydawnictwa Esprit
# Aubrey Flegg - Skrzydła nad Delft - od wydawnictwa Esprit
# Cat Patrick - Zapomniane - wymiana z Kamilą
# Carrie Jones - Pragnienie - jak wyżej
# Włoski nie gryzie! - wygrana w konkursie z wyd. Edgard u Domi
# Martyna Wojciechowska - Automaniaczka - prezent na Dzień Dziecka od Mamy
# Marek Probosz - Eldorado - od wydawnictwa Stentor


Stos biblioteczny:
# Marlena de Blasi - Tysiąc dni w Orvieto
# Marlena de Blasi - Tamtego lata na Sycylii
# Eric-Emmanuel Schmitt - Kiki van Beethoven
# Sheila Roberts - Strajk na Boże Narodzenie


Stosik od wydawnictwa Cztery Głowy:
# FISZKI - język włoski. Czasowniki dla początkujących
# FISZKI - język angielski. 100 najważniejszych przysłów i cytatów
# mini-pakieciki fiszek Poleć znajomemu! ;)


I na koniec coś, z czego ogromnie się cieszę...
... książka Skarb kapitana Williama Kidda od wydawnictwa Stentor, ale jak wydana! Zachwycać się nią będę jednak w recenzji :)


Wypatrzyliście coś dla siebie?
A może którąś książkę macie już za sobą - co o niej sądzicie?
Życzę wszystkim miłego dnia, a tymczasem zmykam nadrabiać czytelnicze zaległości :)

sobota, 16 czerwca 2012

FISZKI - Konwersacje

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: FISZKI - Konwersacje
Wydawnictwo: Cztery Głowy 2012


Aby opanować język obcy, nie wystarczy wykuć na blachę słówek i zasad gramatycznych (te drugie to istna zmora dla wszystkich, którzy uczą się języków). Dobrze byłoby też znać kilka podstawowych i tych mniej znanych sformułowań potrzebnych do prowadzenia rozmowy. Pozycja Konwersacje służy nam z pomocą, podając użyteczne zwroty przydatne w takiej sytuacji.

I tutaj również znajdują się fiszki w specjalnym MEMOBOXie - pudełku służącym do systematyzowania kartoników ze słówkami i wyrażeniami. W zestawie Konwersacje znajdziemy aż 300 fiszek, na każdej znajduje się wyrażenie wraz z transkrypcją i przykładem użycia w zdaniu. Wszystkie hasła podzielone są na poniższe kategorie:
  • kontakty towarzyskie
  • rozpoczynanie i kończenie rozmowy
  • pytanie o informację, uzyskiwanie i udzielanie informacji
  • relacjonowanie wydarzeń
  • składanie, akceptowanie i odrzucanie ofert
  • negocjowanie, przyznawanie racji i brak zgody
  • udzielanie rad
  • prośba o powtórzenie
  • porównania
  • wybór i preferencje
  • opinie
  • wypełniacze
  • wyrażenia łączące


Omawiana przeze mnie publikacja jest świetna i bardzo pomocna w nauce. Gdy rozmawiamy z obcokrajowcem, często nie możemy przetłumaczyć na dany język polskiego wyrażenia czy zwrotu (a zwykle są one po prostu nieprzetłumaczalne). Natomiast jeśli opanujemy przynajmniej większość materiału z Konwersacji, będziemy mogli dogadać się na odpowiednim poziomie i, co tu dużo mówić, 'zaszpanować', jeśli jesteśmy w grupie, znajomością takich wyrażeń :) Przydadzą się one nie tylko podczas rozmów typowo towarzyskich, ale również spotkań biznesowych czy publicznych wystąpień. Wydawnictwo kieruje swoją publikację do osób, których poziom zaawansowania w znajomości języka angielskiego sięga A2-B2. To oznacza, że najlepiej, aby czytelnik znajdował się na etapie od niższego średnio zaawansowanego do wyższego średnio zaawansowanego.

Oprócz fiszek do publikacji dołączono również płytę CD z nagraniami profesjonalnych lektorów, dzięki którym możemy nauczyć się poprawnej wymowy oraz praktyczną kieszonkę, do której możemy włożyć kilka kartoników, a następnie mieć je przy sobie, by uczyć się słówek w wolnych chwilach. W ten sposób nie musimy zabierać ze sobą całego MEMOBOXu. Konwersacje polecam każdemu, kto chce podszlifować język i poznać mnóstwo przydatnych w czasie rozmów zwrotów!

Za możliwość zapoznania się z fiszkami bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

piątek, 15 czerwca 2012

Amy Chua - Bojowa pieśń tygrysicy

Autor: Amy Chua
Tytuł: Bojowa pieśń tygrysicy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2011


Jak wychować dziecko, by wyrosło na osobę zdolną, ambitną, pewną siebie? Jak zapewnić mu 'udany start'? Jak sprawić, by miało swoje pasje, by wyróżniało się czymś spośród innych i miało poczucie własnej wartości? Nie, nie macie przed sobą recenzji poradnika dla rodziców, który w prosty sposób odpowie na zadane powyżej pytania. Bojowa pieśń tygrysicy to książka, w której autorka wspomina, jak wychowywała swoje dwie córki sposobem kontrowersyjnym i dość okrutnym...

Amy Chua opowiada o trudnej chińskiej metodzie wychowania dzieci. Mimo, że mieszka w Ameryce (jej rodzice są chińskimi emigrantami), tę właśnie metodę 'wypróbowywała' na swoich córkach. Z różnym skutkiem. Autorka wspomina wzloty i upadki. To, jak nieraz musiała dokonywać wyboru pomiędzy stanowczością, a miłością, między sercem, a rozumem. Nierzadko zaciskała zęby i walczyła. Jak tygrys. W chińskim zodiaku zwierzę to jest bowiem synonimem siły, waleczności i władzy. A Amy Chua przyszła na świat właśnie w roku tygrysa.

Czytając książkę, co chwila przecierałam oczy ze zdumienia. Chińska metoda wychowania wydała mi się tak okrutna, tak bezlitosna, że wręcz po prostu niedorzeczna. Dzieci wychowywane tym sposobem mają być najlepsze w klasie (a najlepiej w całej szkole), nie wolno im otrzymywać stopni niższych niż szóstka, prawie w ogóle nie mają wolnego czasu, gdyż cały plan dnia układają im rodzice i jeszcze do tego mają być za to wdzięczne! Nie mogłam pojąć, jak to możliwe. Dzieciństwo powinno być czymś miłym, wolnym od trosk, a nie istną harówką w pocie czoła. Powinno być po latach wspominane z nostalgią i uśmiechem na twarzy. Chińscy rodzice na przekór jednak twierdzą, że ich metoda wychowania jest lepsza od zachodniej, bo dzieci zyskują na przyszłość. A ja się zapytam - co zyskują? Wspomnienia pełne smutku i gorzkiego smaku? Uczucie zazdrości koleżankom czy kolegom mogącym robić to, co chcą, ponieważ ich rodzice nie przejmowali się złymi stopniami? Co z tego, że są najlepsze, że wyróżniają się spośród rówieśników, skoro zabrano im to, co moim zdaniem jest jedną z rzeczy najcenniejszych - beztroskie dzieciństwo...

Autorka wielokrotnie wspomina o tym, że jej córki (zwłaszcza młodsza) się buntowały. Nie było tak różowo. A i zresztą - dlaczego miałoby być? Nikt z własnej woli nie zgodziłby się na to, by go przymuszano, tu podam przykład z książki, do codziennej wielogodzinnej nauki grania na fortepianie czy skrzypcach. Nawet, jeśli miałoby to procentować na przyszłość. Takie wywieranie presji nie prowadzi do niczego dobrego - wręcz przeciwnie - to, do czego ktoś jest zmuszany, zostanie przez niego znienawidzone.

Trzeba jednak przyznać chińskiej metodzie wychowania jedno - może faktycznie w niektórych aspektach się ona sprawdza. Rodzic musi być stanowczy i wytrwały w tym co robi - bo jeśli da dziecku wolną rękę, nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale i tak źle, i tak niedobrze. Jeśli chcecie poznać tę momentami szokującą historię i zastanowić się nad wychowaniem dziecka - sięgnijcie po Bojową pieśń tygrysicy. Bo jeśli uważacie, że jesteście dla swojej pociechy wymagający - po lekturze tej książki szybko zmienicie zdanie.

czwartek, 14 czerwca 2012

Dorota Sumińska - Autobiografia na czterech łapach

Autor: Dorota Sumińska
Tytuł: Autobiografia na czterech łapach, czyli historia jednej rodziny oraz psów, kotów, krów, koni, jeży, słoni, węży... i ich krewnych
Wydawnictwo: Literackie 2010


Niedawno miałam okazję na to, by zapoznać się z książką Doroty Sumińskiej "Świat według psa" i opowieść ta bardzo przypadła mi do gustu. Kiedy więc w moje ręce trafiła autobiografia tej znanej pani weterynarz, z zapałem przystąpiłam do jej czytania...

Macie w domu zwierzę? Psa, kota, papużkę, a może chomika? W ubiegłym roku w listopadzie w moim domy pojawił się kociak, którego nazwałyśmy Bambi na cześć pewnego jelonka, i od tamtej pory nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale co byście powiedzieli nie na psa czy kota, ale na... wiewiórkę, koźlątko czy nawet węża?

Wsadziłam Bronka za koszulę i pojechałam do szpitala. Wpuściłam go mamie pod kołdrę, żeby nikt nie zobaczył niezwykłych odwiedzin. Wąż wlazł na maminą szyję i tak pozostał. (str. 39)

Dorota Sumińska opowiada dzieje swoich pradziadków, dziadków, rodziców oraz jej samej. Dość burzliwe losy jej rodziny są opisane w przystępny i ciekawy sposób, a do tego bardzo humorystyczny: niemal na każdej stronie znajdziemy jakąś anegdotkę związaną z rodem Sumińskich. Historia zaczyna się na malowniczym Wołyniu, gdzie też znajdował się dwór pradziadka autorki. Hrabia Halka-Ledóchowski  poznał tatarską piękność i ożenił się z nią, wbrew braku akceptacji ze strony rodziny. Kilkadziesiąt lat później na świat przyszła Dorota Sumińska. Barwne opowieści o rodzie autorki przeplatają się z zabawnymi historiami o zwierzętach. Co rusz przewijają się one na kartach tej książki. I za każdym razem wzmianka o nich wywoływała uśmiech na moje twarzy. No bo jak tu się nie śmiać, kiedy czytasz o szczurku, który podawał papierosy czy słoniu, który przeszukuje ci kieszenie? Takie i jeszcze więcej niesamowitych opowieści znajdziecie w tej książce.

Na pochwałę zasługuje również jej wydanie: twarda oprawa, świetna oprawa graficzna i mnóstwo zdjęć. Co do tych ostatnich, to przyznam się Wam - uwielbiam czarno-białe fotografie. Są moim zdaniem piękniejsze niż te kolorowe i pobudzają wyobraźnię - wiadomo, brak barw podsyca naszą ciekawość i sami próbujemy domyślić się, jakież to kolory skrywa ta szarość na zdjęciu. Poza tym takie fotografie są niezwykle klimatyczne i mają duszę... Dorota Sumińska wraz z wydawnictwem naprawdę się postarali i przygotowali piękną publikację, której nie powinno zabraknąć w każdej biblioteczce miłośnika zwierząt czy wielbiciela samej autorki.

Dorota Sumińska z czułością opisuje każde, nawet najmniejsze, czy, wydawałoby się, najbardziej paskudne zwierzę - zarówno karalucha, jak i szczura. I z pasją opowiada o tym, jak ważne miejsce w jej życiu zajmowało. Chciałabym, aby na świecie było więcej takich ludzi - ludzi, którzy czule i z miłością traktowaliby zwierzęta... Pięknie to również określiła sama autorka:

Marzy mi się taki świat, w którym każdy człowiek razem z niemowlęcą wyprawką dostawałby blokadę na egoizm i okrucieństwo. Dobrze by było w takim świecie żyć. (str. 321)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Beata Wróblewska - Motyl w podróży


Autor: Beata Wróblewska
Tytuł: Motyl w podróży
Wydawnictwo: Stentor 2010

Marta ma dziesięć lat i wydawałoby się, że jest szczęśliwą dziewczynką. No właśnie - wydawałoby się. Rodzice Marty są rozwiedzeni - matka jest znaną dziennikarką i rzadko bywa w domu, tata natomiast odwiedza córkę w dni wyznaczone przez sąd i choć jest obowiązkowy, to dość trudno się z nim dogadać - jest wielkim fanem nauk ścisłych, a córka nie podziela jego pasji. Babcia i dziadek dziewczynki starają się zastąpić jej  rodziców. Troszczą się o nią i kochają, jak mogą. Jednak Marta i tak czuje się nieszczęśliwa. Nic dziwnego - rodziców nie da się zastąpić...

Któregoś dnia osamotniona Marta postanawia po prostu... uciec. I do tego nieszczęsnego wydarzenia dochodzi.

Marta chce, żeby mama się bała i żeby było jej przykro. Szybko jednak spycha te uczucia gdzieś na samo dno serca i sama przed sobą udaje, że mama nic a nic nie przejmie się jej zniknięciem. "Przecież wcale jej na mnie nie zależy!" - podsyca w sobie uczucie rozżalenia. (str.77)

Czy wszystko skończy się dobrze, i czy rodzice Marty przekonają się, że jednak nie postępowali dobrze wobec córki? O tym musicie już przekonać się sami, sięgając po tę książkę.

Historia ta porusza ważny temat, jakim jest brak czasu rodziców dla dziecka i pokazuje, co może się stać, jeśli pociecha będzie zaniedbywana. Zarówno mama, jak i tata Marty uważali, że robią to, co do nich należy w odpowiedni sposób. Ale okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Wiele dzieci dotyczy podobny problem. Ich rodzice są zajęci swoimi sprawami i nie zwracają uwagi na to, co robią ich pociechy. A to może prowadzić do nieszczęścia... Książkę Motyl w podróży czytałam z łezką w oku - rezolutna Marta podbiła moje serce i naprawdę było mi jej szkoda. Jednocześnie miałam ochotę powiedzieć jej rodzicom do słuchu. Myślę, że tę opowieść powinny przeczytać nie tylko dzieci, czy nastolatki, ale przede wszystkim ich rodzice...

- Babciu... - pyta wreszcie Marta - czy mama mnie kocha? - Ależ oczywiście, Martusiu, jak możesz nawet pytać! (str.63)

Książka jest pełna mądrych przemyśleń. Została świetnie napisana - prostym, łatwym w odbiorze językiem. Byłam (miło) zaskoczona, gdy już na pierwszej stronie zobaczyłam wzmiankę o grze Moda i modelki - o której pisałam na blogu, o, tutaj :). Ale to nie o tym jest ta książka i potraktujcie to tylko i wyłącznie jako wzmiankę. Myślę, że historia Marty spodoba się każdemu i wzbudzi w nim dużo emocji...

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!

sobota, 9 czerwca 2012

Z życia bloggerki #1: Dałam się wciągnąć...

...w Euro-Euforię :) Chociaż początkowo byłam do mistrzostw nastawiona całkowicie sceptycznie, to po wczorajszym meczu rzec mogę, że teraz nie przegapię żadnego meczu Naszych!

Ale to nie jest tak, że byłam / jestem kompletnym anty-fanem piłki nożnej. Bo ja futbol lubię, ale w ograniczonych ilościach. Pamiętam jak podczas mundialu 2010 gorąco kibicowałam Brazylii, a potem, gdy przegrali z Holandią, siadłam na podłodze i gapiłam się na telewizor bez słowa, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. A potem w finale z całego serducha trzymałam kciuki za Hiszpanów, żeby utarli nosa Pomarańczowym. No i utarli.

Największą sympatią ze wszystkich sportów darzę siatkówkę - i to się akurat nigdy nie zmieni. Piłka nożna jest na drugim miejscu, na trzecim pływanie. Ale skoro już mowa o futbolu itp., pewnie chcecie wiedzieć, komu kibicuję ;) Są takie dwa kluby, a mianowicie: Real Madryt oraz Hetman Zamość.

Dobra, dobra, ale miało być o Euro. Z wczorajszym meczem otwarcia to było tak: ponieważ pół godziny wcześniej zaczął się mecz siatkarzy, przegapiłam początek spotkania Polski z Grecją (a w tym hymn itd.). Zorientowałam się dopiero, gdy Tata zabrał mi pilota. No, nie samą siatkówką człowiek żyje. Trochę futbolu nie zaszkodzi. Ale jako że akurat nic się nie działo, Tata przełączył z powrotem na mecz siatkarzy. I potem zaczął migać z jednej stacji na drugą. W ten sposób przegapiliśmy gola Polaków, ale na szczęście była powtórka, więc z grubsza mogliśmy zobaczyć piękny strzał "Lewego". Tata oświadczył, że teraz na siatkówkę nie przełączy, bo "coś może się dziać". No więc oglądałam razem z nim mecz. Mama oraz moja Siostra przybiegły dopiero wtedy, gdy sędzia pokazał naszemu bramkarzowi czerwoną kartkę i podyktował rzut karny dla Greków. Na boisko wszedł Przemek Tytoń - i obronił strzał. Tym większa moja duma z niego, bo urodził się w mieście, z którego i ja pochodzę i mieszkam :))

Tak więc czasem i piłkę nożną warto obejrzeć :)

A tak wyglądają nasze Euro-zapasy na kolejne mecze:

Marcel Pagnol - Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki


Autor: Marcel Pagnol
Tytuł: Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki
Wydawnictwo: Esprit 2010

Marcel Pagnol to znany francuski pisarz, reżyser i dramaturg. Mimo, iż nie żyje od prawie czterdziestu lat, jego książki nadal cieszą się niesłabnącą popularnością. Gdy niedawno miałam okazję zapoznać się z jego dziełem pt. Żona piekarza, oczarowała mnie ta historia i doskonale się bawiłam, czytając ją. Natomiast niedawno sięgnęłam po wspomnienia z dzieciństwa pisarza. Czy i one dorównują zabawnej opowieści o piekarzu i jego niewiernej żonie?

Autor wspomina swoje dzieciństwo z nutką melancholii, ale również z olbrzymią dawką humoru. Wizyty u handlarza antykami, pierwsze polowanie, nowo nawiązana przyjaźń... Razem z Marcelem kroczymy uliczkami niewielkiego prowansalskiego miasteczka, przeżywając jego przygody i odkrywając tajemnice. Autor operuje tak plastycznym językiem, że czuje się, jakbyśmy byli wewnątrz książki i wszystko naprawdę stawałoby się z naszym udziałem. Dodatkowo sposób narracji jest niesamowicie lekki, można by rzec: gawędziarski, słownictwo momentami odpowiednie dla metody wypowiadania się małego chłopca. Marcel Pagnol opisuje swoje dzieciństwo w sposób tak dokładny, że wielokrotnie się zdziwiłam - sama niewiele pamiętam ze swojego okresu 'szczeniactwa', zaś sam autor przytacza wiele zarówno zabawnych, jak i czasem smutnych wydarzeń. Z czułością opisuje członków swojej rodziny: ojca, matkę, wuja, ciocię oraz młodszego braciszka Pawełka i siostrzyczkę. Jest niezwykle spostrzegawczy, czasem również ironiczny.

Mój ojciec zarezerwował dla siebie troskę o moją ortografię i aplikował mi każdego ranka, jeszcze przed kawą z mlekiem, dyktando na sześć linijek, w którym każde zdanie było zaminowane jak plaża przed lądowaniem desantu. (str. 300)

Czytając książkę, czułam zapach lawendy unoszący się nad prowansalskimi wzgórzami, towarzyszyłam wujowi Juliuszowi i ojcu Marcela podczas przygotowań do polowania, śpiewałam wraz z małym Pagnolem jego kompozycje o śmierci wodza Komanczów, trzęsłam się z zimna podczas porannego polowania, na które samotnie wyruszył ośmioletni zaledwie chłopiec...

Chwała mojego ojca i Zamek mojej matki to dwie pełne humoru, ciepła i miłości opowieści o małym Marcelu, który uwielbiał przygody, nie znosił za to ortografii i dbania o higienę. Historie przenoszą nas w świat Francji z dwudziestego wieku. Pagnol jak nikt inny potrafi oczarować czytelnika swoimi opowieściami - ja już po raz drugi dałam się porwać jego wspaniałym historiom.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!

piątek, 8 czerwca 2012

Dorota Sumińska - Świat według psa

Autor: Dorota Sumińska
Tytuł: Świat według psa. Opowieść jamnika Bolka
Wydawnictwo: Literackie 2011


Czy zastanawialiście się kiedyś, co czuje i myśli... pies? Albo czy w ogóle coś czuje i myśli? Dorota Sumińska w swojej książce postanowiła dać głos jednemu z psów - niepozornemu jamnikowi, zwanemu Bolkiem. Z przymrużeniem (psiego) oka i z nutką melancholii pokazuje świat z perspektywy czworonoga oraz wszystkie jego myśli, spostrzeżenia i refleksje.

Bolek jako szczeniak trafia w ręce młodego małżeństwa. Jednak początkowa sielanka z biegiem czasu zmienia się w niemiłą, szarą codzienność. Pomiędzy małżonkami zaczyna się psuć, a gdy pojawia się dziecko, pies schodzi na dalszy plan. Samotny Bolek zostaje wówczas przewieziony do Irminy - starszej pani, która jak nikt inny kocha i rozumie zwierzęta. W jej domu pies doświadcza prawdziwej miłości. Irma opowiada psu historie ze swojej młodości, wspomina czasy wojny, z utęsknieniem snuje też opowieści o swoim mężu. A Bolek to wszystko rozumie. Każdego wieczoru czeka, aż jego pani otworzy szufladę, wyjmie album ze zdjęciami i rozpocznie kolejną ciekawą opowieść...

Dla ludzi pies jest tylko dodatkiem. Takim rodzinnym pajacem, co to ma podać łapę i aportować. Pies to tylko pies. Czyli nic wielkiego. Ciekaw jestem, jak by czuł się człowiek w rodzinie psów? Szkoda, że nie można przeprowadzić takiego doświadczenia. (str. 60)

Podczas czytania tej książki, wstydziłam się za tych, którzy nie szanują zwierząt i tych, którzy uważają, że nasi bracia mniejsi są tylko niepotrzebnym dodatkiem do życia. Historia opowiedziana przez Bolka pokazuje nam, jaki los ludzie potrafią zgotować zwierzętom. Może to raczej my powinniśmy się uczyć od nich? A czego na przykład? Stosunku do pieniędzy: dla jamnika to tylko sterta papierków, a dla nas - często sprawa życia i śmierci. Miłości. Tolerancji. Radości z życia. Tak, jak mówi Bolek: dlaczego nie potrafimy cieszyć się chwilą? No właśnie... dlaczego?

Poza tym nie pojmuję nagłych zwrotów uczuciowych. Jak się kocha, to się kocha do śmierci. (str.167)

Jamnik snuje wiele filozoficznych myśli. Część z nich napawa optymizmem, część każe zastanowić się, pomyśleć nad sensem tych słów. Czytając tę książkę, wiele razy ocierałam łzy z twarzy. Bo to nie jest lekka, nic nie wnosząca do naszego życia opowieść o psie i jego 'pańci'. Nie. To książka, na którą każdy powinien zwrócić uwagę. Przeczytać, rozważyć i... zrobić coś. Może przygarnąć zwierzaka ze schroniska? Może wpłacić tam pieniądze? Podpisać petycje? Możliwości jest wiele.

Bez względu na to, czy jesteś miłośnikiem psów, czy nie - przeczytaj tę książkę. I poleć ją innym.

PS I jeszcze na koniec taka mała prośba ode mnie. Zaglądając na mojego bloga na pewno widzicie różne banerki po jego prawej stronie oraz na samym dole. Proszę, klikajcie w nie. Ja nie mam z tego żadnych zysków, gdyż nie są to reklamy, jedynie dobrowolna pomoc. W miarę możliwości Wy też zamieśćcie je na swoich blogach - wspólnie pomóżmy naszym braciom mniejszym! Może dzięki naszej pomocy ich los się poprawi...

[AKTUALIZACJA] Banerki przeniosłam do zakładki "Pomagamy innym".

czwartek, 7 czerwca 2012

FISZKI - Poznaj Wielką Brytanię

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: FISZKI. Poznaj Wielką Brytanię
Wydawnictwo: Cztery Głowy 2012
Seria: Język i fakty


Znajomość angielskiego jest w dzisiejszych czasach priorytetem - raczej nie dogadamy się z obcokrajowcem, nie znając chociażby tego języka. Szybką i skuteczną naukę zapewniają fiszki, a te które dziś omawiam, są nie tylko źródłem słówek, lecz także wielu informacji i ciekawostek na temat Wielkiej Brytanii.

Historia, kultura, geografia, kuchnia, stereotypy, obyczaje - te wszystkie zagadnienia obejmuje publikacja, wchodząca w skład serii Język i fakty. Przeglądając fiszki i zapamiętując dane słówka, dowiadujemy się przy okazji wielu informacji na temat tego kraju. Jeśli więc chcemy wyjechać do Wielkiej Brytanii, ta pozycja z pewnością się nam przyda i pomoże opanować ponad 100 słówek i wyrażeń w języku angielskim.

Istotną kwestią jest jeszcze wyjaśnienie, czym są fiszki i jak z nich korzystać. Otóż fiszki to niewielkie kartoniki, które bez problemu mieszczą się w dłoni, na których z jednej strony widnieje słówko w języku polskim, zaś z drugiej - jego obcojęzyczny odpowiednik. Kilkukrotne obrócenie takiej karteczki już daje efekty: łatwo zapamiętujemy w ten sposób dane wyrażenie. Ale fiszki mogą służyć również do nauki dat czy... numerów telefonów - wtedy na awersie kartonika zapisujemy rok lub cyfry danego telefonu, a na rewersie wyjaśnienie albo nazwisko właściciela tego numeru.

Ale wracając do fiszek Poznaj Wielką Brytanię. Wszyscy oczywiście wiemy, że symbolem tego państwa jest np. Big Ben czy London Eye, że tradycyjne angielskie śniadanie składa się z tostów i jajek na bekonie (choć moja kuzynka mieszkająca w Anglii twierdzi, że ten obyczaj nieco już ulega zmianom), że strażnicy trzymający wartę przed Pałacem Buckingham, ponoć nie mogą nawet drgnąć (a co tu mówić o uśmiechnięciu się, gdy wszyscy turyści próbują ich rozśmieszyć). Ale czy wiedzieliście, że londyńskie metro zwane the tube jest najstarszym metrem na świecie? Albo że Irlandia znana jest z piwa zwanego Guinness? Albo że popularna w Anglii potrawa - ryba z frytkami - podawana jest owinięta w gazetę? Muszę przyznać, że wiele faktów mnie zaskoczyło, a teraz sama zaczynam, mówiąc kolokwialnie, szpanować tą wiedzą wśród znajomych :))

100 kartoników znajduje się w poręcznym pudełku, co gwarantuje, że z pewnością zmieszczą się w plecaku czy nawet kieszeni. Można więc zabrać je ze sobą wszędzie i korzystać z nich w tych chwilach, które zwykle pozostają niewykorzystane. Materiał dzieli się na ten, który jest już opanowany, i który jeszcze trzeba powtórzyć - a fiszki rozdzielone są odpowiednimi przekładkami: "umiem" lub "nauka". Dodatkowo do pakieciku dołączony jest kod mp3 z nagraniami rodowitego Brytyjczyka.

Jeśli więc chcecie dowiedzieć się wielu interesujących wiadomości i ciekawostek na temat Zjednoczonego Królestwa i podszlifować swoje umiejętności językowe, zaopatrzcie się w fiszki Poznaj Wielką Brytanię.

Za możliwość zapoznania się z fiszkami bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

środa, 6 czerwca 2012

Anne Cassidy - Gorzkie urodziny


Autor: Anne Cassidy
Tytuł: Gorzkie urodziny
Wydawnictwo: Stentor 2008

Nastoletnie ciąże - temat bardzo na czasie, aczkolwiek nadal mocno kontrowersyjny. Anne Cassidy znana ze swoich tego typu książek znów podjęła się trudu napisania powieści, w której porusza poważny problem. Niedawno miałam okazję przeczytać "Z tęsknoty za Judy" tej autorki, i tamta książka wywołała we mnie falę wielkich emocji - nadal jeszcze o niej myślę. Tymczasem Gorzkimi urodzinami nieco się zawiodłam...

Siedemnaste urodziny Julii Diamond nie należą do szczególnie udanych. Najpierw zrywa z nią jej chłopak, potem dziewczyna dowiaduje się, że zaczął chodzić z jej przyjaciółką... W tej sytuacji nie pomaga nawet fakt, że rówieśniczka, która mieszka po drugiej stronie ulicy, okazuje swą pomoc. Pewnego dnia jednak wszystkie podobne sprawy tracą swoje znaczenie i schodzą na dalszy plan - jedna z dziewcząt dowiaduje się, że jest w ciąży. Teraz nastolatki mają wspólny sekret, który pilnie ukrywają przed światem. Ale jak długo można skrywać taką tajemnicę?

Zdarzenia poznajemy z dwóch perspektyw czasowych i narratorskich. Wydarzenia są opowiadane zarówno przez Julię i dotyczą tego wszystkiego, co działo się przed narodzeniem dziecka, ponadto narracja prowadzona jest również w formie trzecioosobowej - wtedy dowiadujemy się, co miało miejsce po narodzinach malucha. Przyznam, że bardziej podobały mi się fragmenty, w których to Julia opowiadała całą historię, a to z wiadomej przyczyny - poznałam jej myśli, wrażenia i opinie, a dodatkowo mogłam wczuć się w atmosferę całej sytuacji. Lecz choć ogólnie książka jest bardzo dobra, znalazłam niestety parę minusów, o których muszę wspomnieć.

Po pierwsze - Tina. Zdawałoby się, że mądra, siedemnastoletnia dziewczyna, która opiekuje się chorą na depresję matką, będzie zachowywać się odpowiedzialnie. Ale okazało się, że wręcz przeciwnie. Niesamowicie mnie ta bohaterka irytowała: jak dla mnie okazała się płytka, naiwna, a w pewnym momencie po prostu bez serca. Rozumiem, że niektóre sytuacje przerastają młodych ludzi, ale żeby aż tak?

Po drugie - gdy przyjaciółki poszły do parku i tam natknęły się na dwóch piętnastoletnich chłopców, Julia zaczęła się kleić do jednego z nich i nawet kilka razy go pocałowała... No, litości, ale co to miało być?!

Po trzecie - mimo, że cała książka ma niewiele ponad 200 stron, trudno było mi się na początku "wgryźć" w historię. Dopiero z upływem czasu i kartek, powieść naprawdę zaczęła mnie interesować i dalej czytałam już z wypiekami na twarzy.

No właśnie - tego nie sposób wymówić powieściom Anne Cassidy - każda jej książka w którymś momencie zaczyna nas tak ciekawić, że nie możemy się od niej oderwać i zagłębiamy się w daną historię, niecierpliwie oczekując wyjaśnień, rozwiązań i tego, jak to wszystko się skończyło. Dodatkowo autorka ma niesamowity dar gmatwania sytuacji: gdy już domyślamy się, co się dalej stanie, nagle wszystko okazuje się zupełnie inne, niż myśleliśmy. I za to plus!

Podsumowując - mimo, że książka okazała się gorsza od Z tęsknoty za Judy i nieco się nią rozczarowałam, nadal uważam, że powinniście wpisać ją na listę "chcę przeczytać". Ot, choćby dlatego, żeby dowiedzieć się, jak ta trudna sprawa się zakończyła...

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Stentor!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Alessandro D'Avenia - Biała jak mleko, czerwona jak krew

Autor: Alessandro D'Avenia
Tytuł: Biała jak mleko, czerwona jak krew
Wydawnictwo: Znak 2011


Gdy sięgałam po tę książkę, byłam pełna obaw, czy mi się spodoba. Przeczytałam kilka recenzji, w co poniektórych narzekano na nadmiar wyznań miłosnych. Jako że romansideł nie czytuję, bo ich zwyczajnie nie trawię, podeszłam do tej powieści z naprawdę dużym dystansem. Teraz okazało się, że niepotrzebnie. Bo ta książka naprawdę ma w sobie "to coś".

Jej bohaterem jest szesnastoletni Leo - krnąbrny, niesforny chłopak, z ciętym językiem i zamiłowaniem do nowinek technicznych. Jego największym hobby jest piłka nożna (no a jakżeby inaczej, skoro jest ona najpopularniejszym sportem we Włoszech), zaraz za nią plasuje się gra na gitarze. Można by przypuszczać, że jest przeciętnym nastolatkiem, ale spośród kolegów wyróżnia go jedno - wielka miłość do Beatrice. Dziewczyny, która zawróciła mu w głowie, dziewczyny z burzą rudych włosów, dziewczyny białej jak mleko i czerwonej jak krew... Leo postrzega bowiem świat poprzez kolory - biel kojarzy mu się ze smutkiem i ciszą, czerwień zaś z miłością, burzą, huraganem, marzeniami... Jest też błękit - kolor przyjaźni i wyrozumiałości. To Silvia 'reprezentuje' kolor nieba, jest bowiem najlepszą przyjaciółką Leo i rozumie go bez słów.

Biała jak mleko, czerwona jak krew to wzruszająca, czarująca historia pierwszej miłości, opowiedziana z lekkością i polotem. Autor ma niesamowicie urzekający styl, świetnie prowadzi narrację z perspektywy młodego chłopaka. Zachwyciły mnie niektóre z jego spostrzeżeń, zarówno tych zabawnych, jak i poważnych, filozoficznych, zastanawiających, wartościowych. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z dosłownie z życia wziętych cytatów z tej książki:

Pierwszy dzień w pierwszej licealnej: przedstawiamy się kolegom, zwiedzamy budynek szkolny, poznajemy nauczycieli. Coś jak wycieczka po zoo, gdzie nauczyciele reprezentują gatunki chronione, co do których masz nadzieję, że wkrótce całkowicie wymrą. (str. 27)

Powieść ta ma status międzynarodowego bestsellera. Ostatnio również do tego typu książek podchodzę ostrożnie, bo wiadomo - nie wszystko złoto, co się świeci. Ale ta pozycja oszałamia nas swoim blaskiem, jak blaskiem gwiazd, które obserwował Leo. Czytając książkę, mogłam poznać jego emocje, uczucia, spostrzeżenia, myśli oraz to, w jaki sposób radził sobie lub próbował radzić z przeciwnościami losu i trudną sytuacją, w jakiej się znalazł... I wcale nie przeszkadzały mi miłosne wyznania, powiem szczerze, że spodziewałam się ich więcej. Po lekturze sama rozmyślałam nad niektórymi kwestiami poruszonymi w książce, nasunęło mi się wiele refleksji na temat życia: powinniśmy doceniać to co mamy i cieszyć się każdą chwilą.

Spójrzcie jeszcze na okładkę - magnetyczna, a zarazem delikatna, przyciągająca spojrzenia. Piękna. 

Biała jak mleko, czerwona jak krew to powieść, po którą powinien sięgnąć każdy. Ja postanowiłam się z nią zapoznać na fali fascynacji włoską kulturą. W innym przypadku raczej bym po nią nie sięgnęła... i byłby to jeden z największych błędów mojego życia...

sobota, 2 czerwca 2012

Sebastian Leitner - Naucz się uczyć

Autor: Sebastian Leitner
Tytuł: Naucz się uczyć
Wydawnictwo: Cztery Głowy 2011

Mówi się, że uczymy się przez całe życie. Ale najczęściej nauka kojarzy się nam z czasami szkolnymi. Bo przecież musimy/musieliśmy wkuwać: na historię - daty, na matematykę - wzory, na polski - gramatykę, na angielski - słówka. I tak dalej, i tak dalej. Ale dlaczego nikt nam nigdy nie wyjaśnił jak się uczyć? Albo, bardziej precyzyjnie, jak się uczyć skutecznie?

No właśnie... Na szczęście z pomocą przychodzi nam Sebastian Leitner, a właściwie jego poradnik o przewrotnym tytule Naucz się uczyć. Książka ta doczekała się w Niemczech już osiemnastu (!) wydań, a dopiero niedawno ukazała się w naszym kraju. I całe szczęście! Bo publikacja ta okazała się prawdziwą rewolucją.

To właśnie Sebastian Leitner jest pomysłodawcą nauki z kartoteki. Co to znaczy? Metoda ta, zwana inaczej systematyką psychodydaktyczną, polega na uczeniu się z niewielkich karteczek, na których zapisane są wszelkie informacje - na przykład wspomniane daty, wzory, czy słówka. A w razie potrzeby można umieścić na nich nawet definicje trudnych do zapamiętania pojęć. Fiszki, bo tak nazywane są te kartoniki, to według mnie najbardziej skuteczny sposób na naukę, ale o tym już wspominałam niejednokrotnie, więc nie będę przynudzać :)

I choć książka ukazała się przeszło 30 lat temu, sposoby i metody na skuteczne przyswajanie wiedzy w niej opisane, nadal są aktualne. Autor przedstawia nam wady i zalety strategii na efektywną naukę, omawia na jakiej zasadzie działa nasza pamięć (wiedzieliście, że nigdy niczego nie zapominamy? - jedynie czasem po prostu wszystkie informacje uciekają gdzieś w czeluść naszej pamięci i trudno je stamtąd wydobyć), podsuwa porady i wskazówki dla wszystkich, którzy chcą rozwinąć swoją inteligencję. A wszystko to w lekkiej, humorystycznej formie, bowiem autor nie stroni od żartów i zabawnych sformułowań.

Do publikacji dołączony jest pakiecik 100. sztywnych i poręcznych kartoników, które sami możemy zapełnić słówkami lub czym tylko chcemy - tym, czego akurat się uczymy. Ponadto w pakiecie znajduje się również MEMOBOX®. Czym jest ten przedmiot o obco brzmiącej nazwie? To nic innego, jak pudełko z przegródkami, które uzupełniamy kartonikami. Każdą karteczkę ze słówkiem, które podczas quizu opanowaliśmy, wkładamy do kolejnej przegródki, natomiast to, które nadal wymaga powtórzenia, zostaje tam, gdzie było. Tym sposobem nauka staje się przyjemnym sposobem na spędzenie chwilki wolnego czasu, a nie przymusem kojarzącym się z więzieniem...

... bo, jak twierdzi Leitner: Nie ma złych uczniów, są tylko złe metody nauczania. Co prawda, to prawda.

Za możliwość przeczytania poradnika bardzo dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy!

Fannie Flagg - Nie mogę się doczekać... kiedy wreszcie pójdę do nieba

Autor: Fannie Flagg
Tytuł: Nie mogę się doczekać... kiedy wreszcie pójdę do nieba
Wydawnictwo: Nowa Proza 2007


Fannie Flagg to autorka bestsellerowej powieści Smażone zielone pomidory. Nie spotkałam się jeszcze z żadną jej książką, ale skoro ta wspomniana wyżej odniosła taki sukces i została nawet sfilmowana, to z pewnością autorka dzierży w sobie wielki potencjał. A może czeka na mnie wielkie rozczarowanie? Zaraz Wam powiem, jak było naprawdę...

Historia rozpoczyna się w chwili, gdy osiemdziesięcioletnia Elner spada z drabiny podczas zrywania fig z drzewa. Nieszczęśliwy wypadek kończy się utratą przytomności przez starszą panią, a następnie przewiezieniem jej do szpitala. Gdy jej nerwowa siostrzenica Norma, która też nie jest już pierwszej młodości, dowiaduje się o tym zdarzeniu, bardzo to przeżywa. Wkrótce całe miasteczko Elmwood Springs trąbi o nieszczęśliwym wypadku, a gdy pojawia się wiadomość o śmierci starszej pani, zaczynają się przygotowania do pogrzebu. Trwa więc wybieranie odpowiedniego psalmu, redagowanie nekrologu... Tymczasem pewnego dnia ku zdumieniu wszystkich okazuje się, że... Elner żyje. Jak to możliwe? A może raczej - czy to w ogóle jest możliwe?

Powieść porusza dość interesujący temat. Sama śmierć jest tu przedstawiona dość lekko, pozytywnie dzięki czemu nie napawa nas smutkiem i filozofią na temat przemijania. Za to należy się plus - lubię niezobowiązujące lektury, podczas czytania których nie muszę się zbyt wiele zastanawiać - ot, po prostu czytam dla relaksu.

Piać z zachwytu nad tą książką jednak nie zamierzam, bo odnalazłam parę minusów, z których najważniejszy to ten, o którym mówię dalej. Na tylnej okładce możemy przeczytać coś w rodzaju listu od autorki, która pisze m.in.: Od tego momentu śledzimy rozwój dalszych wydarzeń w jej [czyli Elner] życiu oraz reszty mieszkańców Elmwood Springs, zaśmiewając się (mam nadzieję) niemal do łez. Cóż, przykro mi panią rozczarować, pani Flagg, ale ja do łez się nie zaśmiewałam. Owszem, znalazłam kilka fragmentów, przy których kąciki moich ust oparły się prawom grawitacji, ale spodziewałam się ich więcej.

Na szczęście tylko wobec tej autorskiej zachęty mogę mieć zastrzeżenia. Powieść okazała się przyjemną, lekką lekturą, pełną ciepła i optymizmu, z którą miło spędziłam czas. Autorka dobrze kieruje akcją, czasem nas zaskakuje, a cała książka pisana jest prostym w odbiorze językiem, idealnym na obecną porę roku. Dodatkowo na końcu powieści znajdują się przepisy! Nigdy byście nie pomyśleli, prawda? A tu mamy receptury na, przykładowo, chleb kukurydziany pani McWilliams czy też niebiański placek karmelowy Sąsiadki Dorothy. Jeśli chcielibyście zatem odpocząć od poważniejszych książek, czy też po prostu zrelaksować się po długim tygodniu pracy - znajdźcie chwilkę czasu, usiądźcie pod drzewem (ale może lepiej omińcie figowiec :)) i oddajcie się lekturze.